Legioniści poszli w miasto po meczu z Jagiellonią

Wieczorem po przegranym meczu z Jagiellonią piłkarze wracający z Białegostoku prosto z autokaru udali się do restauracji. Niektórzy bawili się tam do rana i wykłócali z mieszkańcami, którym przeszkadzał hałas. - Nie możemy pozwolić na naruszanie dobrego wizerunku klubu - powiedział w rozmowie ze Sport.pl członek zarządu Legii Jarosław Ostrowski.
Ekstraklasa.tv: Grosicki znokautował Legię - wideo »

Na zdjęciach » widać uśmiechniętych legionistów, którzy bawią się w restauracji. A także trzeciego bramkarza Macieja Gostomskiego, który według podpisu rzuca ananasem w balkon jednego z mieszkańców, któremu przeszkadzał hałas. Impreza trwała do 5 rano.

- We wtorek będziemy rozmawiać z piłkarzami, którzy uczestniczyli w zabawie. Na pewno nie możemy pozwolić na naruszanie dobrego imienia klubu, dlatego wyciągniemy konsekwencje. Piłkarze mają w kontraktach klauzulę, zgodnie z którą muszą dbać o wizerunek Legii - powiedział Jarosław Ostrowski. - Dotyczy to również tych którzy mieli zagrać następnego dnia - dodał. Choć większość piłkarzy wyszła z restauracji przed 5 rano ale np. Adrian Paluchowski, który dzień później zagrał w meczu Młodej Legii z Młodą Jagiellonią (4:2) opuścił restaurację o 2:40. Na zdjęciach widać też bramkarza z tego meczu Kostiantyna Machnowskiego.

Jak informuje legia.net impreza była zaplanowana dwa tygodnie wcześniej. Wiedział o niej ponoć sztab szkoleniowy. "Niestety zachowanie kilku osób wymknęło się spod kontroli i przekroczyło granicę dobrego smaku" - komentuje portal. - Kierownictwo Legii o tym nie wiedziało - wyjaśnia Ostrowski. Również asystent trenera Jana Urbana Jacek Magiera wyjasnia, że o niej nie wiedział. - Nie było mnie w Warszawie trzy dni i nie znam jeszcze sprawy - twierdzi.

Co grozi legionistom? - Owszem istnieje możliwość rozwiązania kontraktu, ale nie sądzę by do tego doszło. zawieszenie to też żadna kara. O konsekwencjach pomyślimy po rozmowach z piłkarzami - twierdzi Jarosław Ostrowski.

undefined
Jagiellonia pokonała Legię >