Sport.pl

Zygmunt Chychła - pierwszy polski powojenny mistrz olimpijski

Rok 1953. W finale wagi półśredniej mistrzostw Europy Zygmunt Chychła bije radzieckiego pięściarza Siergieja Szczerbakowa. Skonsternowani polscy działacze... nie mogą pogodzić się z tym werdyktem i składają oficjalny protest!
Zmarły niedawno w wieku 83 lat w Hamburgu Zygmunt Chychła był pierwszym po wojnie polskim mistrzem olimpijskim. Zdobył też dwa tytuły mistrza Europy. Rodowity gdańszczanin, po ucieczce z Wehrmachtu żołnierz armii gen. Andersa. Dość skromne warunki fizyczne (170 cm wzrostu przy mniej więcej 66 kg wagi) rekompensował talentem, sprytem na ringu i świetnym wyszkoleniem technicznym. Był jednym z wzorcowych przykładów polskiej szkoły boksowania Feliksa Stamma.

Gwiazdy sportu w służbie komunistycznego pokoju

Początek lat 50. ubiegłego wieku był szczytem komunistycznej propagandy i serwilizmu wobec Związku Radzieckiego. Partyjni decydenci na każdym kroku kazali brać przykład ze sportowców ze Związku Radzieckiego. W październiku 1949 roku Śląski Okręgowy Związek Piłki Nożnej zgłosił wszystkich piłkarzy, trenerów i działaczy do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. "Przystępując do TPPR, chcemy zamanifestować swą jedność ze sportowcami narodów radzieckich, podkreślając, że przyjaźń sportowców stanowi ważne ogniwo łączące jeszcze bardziej Polskę ze Związkiem Radzieckim" - napisano w jednogłośnie przyjętej rezolucji.

Sowiecki generał Jurij Bordziłowski był szefem PZPN (a dokładniej sekcji piłki nożnej przy Głównym Komitecie Kultury Fizycznej, bo PZPN zlikwidowano) w latach 1951-53, prokurator wojskowy Stanisław Lisowski został sekretarzem Głównego Komitetu Kultury Fizycznej, gen. Piotr Jaroszewicz, późniejszy premier, w latach 40. i 50. był wiceprezesem, a potem prezesem honorowym Polskiego Związku Tenisowego.

Słynni sportowcy, tacy jak Chychła, byli bezlitośnie wykorzystywani w politycznej agitacji. W 1951 roku reprezentacja Polski jeszcze nie zdążyła wrócić z mistrzostw Europy w Mediolanie, a na pierwszej stronie "Przeglądu Sportowego" złoty medalista Chychła popierał apel prosowieckiej Światowej Rady Pokoju wzywający do zakazu używania i rozprzestrzeniania broni atomowej.

Jerzy Zmarzlik w książce "Bij mistrza" wspominał: "Najgorsze było to, że nie wiedział o tym nic ani Zygmunt, ani nikt z ekipy. Chychła był raczej milczkiem, a tu taka tyrada w podniosłym nastroju. Po powrocie do Warszawy dowiedziałem się, że materiał był gotowy w Polskiej Agencji Prasowej jeszcze przed rozpoczęciem turnieju i zostałby przypisany każdemu polskiemu pięściarzowi, który znalazłby się na najwyższym podium w mistrzostwach Europy".

Największy sukces - premierowy złoty medal olimpijski dla Polski Ludowej - zdobył Chychła w Helsinkach w 1952 roku. Ponieważ były to pierwsze igrzyska z udziałem ZSRR, w całym obozie komunistycznym potraktowano je jako arenę wojny propagandowej z Zachodem.

Dziennikarzy z USA katowicki "Sport" opisywał tak: "78 specjalistów od łowienia ryb w mętnej wodzie będzie ssało swoje brudne palce, aby z nich wyssać wszystko to, co by się nadawało dla celów amerykańskiej propagandy wojennej".

Sportowcy z krajów obozu socjalistycznego mieszkali w osobnej wiosce odgrodzonej wysokim płotem od innych olimpijskich obiektów. Kiedy w fińskich gazetach znalazły się fotografie polskich olimpijczyków pijących coca-colę, interweniował szef ekipy Jerzy Putrament.

Jak hartowała się stal, czyli drużyna Stamma idzie do kościoła

W drodze po złoty medal Chychła pokonał Pierre'a Woutersa (Belgia), Jose Davalosa (Meksyk), Juliusa Tormę (CSRS), Günthera Heidemanna (RFN) i w finale Szczerbakowa (ZSRR). W Polsce witano go jak bohatera. Wygrał po raz drugi plebiscyt "Przeglądu Sportowego" na najlepszego polskiego sportowca. Był człowiekiem skromnym, skrytym i absolutnie niemieszającym się w politykę. Nie należał do partii, interesowały go tylko boks i rodzina. Wielka polityka sama jednak znajdowała sportowców.

W gazetach można było przeczytać, że wieczory na zgrupowaniu w Zakopanem bokserzy spędzali na wspólnym czytaniu książki "Jak hartowała się stal" Mikołaja Ostrowskiego. Aleksander Skotnicki, zastępca kierownika ekipy ds. kulturalno-oświatowych, opowiadał: "Mocne i twarde charaktery bohaterów powieści jakże bardzo przypadły do gustu naszym chłopcom".

Skotnicki chwalił się, że na każdym zgrupowaniu ma jakiś pomysł, aby jeszcze bardziej hartował się duch kolektywu: wspólna analiza ustaleń VIII Plenum partii, studiowanie życiorysów Lenina, Stalina i Bieruta, pogadanki o krajach uczestniczących w mistrzostwach Europy z akcentem na sprawy ekonomii i polityki.

Kiedy opowiedzieliśmy o tym Zbigniewowi Pietrzykowskiemu, jednemu z najwybitniejszych polskich bokserów, zrobił wielkie oczy.

- Owszem, robili nam pogawędki w stylu "Ręce precz od Korei". Cóż, posłuchaliśmy i na tym koniec. Ale żadnego Ostrowskiego na pewno nie było, ktoś te bzdury wymyślił - zarzekał się. - Nikt nie odważyłby się naginać nas politycznie bez poparcia Feliksa Stamma. A trener to był ktoś z poparciem u samej góry. Na obozach bez przeszkód chodziliśmy do kościoła. Stamm i jego najbliżsi współpracownicy - trener Paweł Szydło czy masażysta Stanisław Zalewski - byli zresztą religijnymi ludźmi - mówi "Gazecie" Pietrzykowski.

Z nimi zawsze na ostro

W latach 50. trener Stamm stworzył znakomitą reprezentację bokserów. Na rozgrywanych w Warszawie w 1953 roku mistrzostwach Europy polska ekipa zdobyła aż pięć złotych medali (Henryk Kukier, Zenon Stefaniuk, Józef Kruża, Leszek Drogosz i Chychła). Faworyzowani zawodnicy ZSRR - tylko dwa.

Chychła był oczywiście jednym z faworytów w półśredniej, a jego najgroźniejszym rywalem jak zawsze Szczerbakow. Atmosfera w warszawskiej Hali Gwardii była bardzo gorąca i nieprzychylna Rosjanom. W hali było "wiele elementu bikiniarskiego, drobnomieszczańskiego, a nawet spekulanckiego". Żeby zrównoważyć siły, wprowadzano na widownię 400 aktywistów partyjnych, na "rozwydrzoną" publiczność kierowano podczas walk reflektory.

Pietrzykowski, który zdobył wtedy brązowy medal, wspomina: - Przed półfinałami szef Głównego Komitetu Kultury Fizycznej Włodzimierz Reczek napominał nas, żeby z Rosjanami boksować bez fauli, fair. Jeden tylko Aleksy Antkiewicz chyba aż za bardzo się przejął jego słowami, bo walczył tak jakoś delikatnie, że wyraźnie przegrał z Jengibarianem. Pozostali Polacy z nimi powygrywali. Mnie to nie dotyczyło, bo boksowałem z Anglikiem Wellsem.

Chychła pokonał Szczerbakowa. Pięć minut po zakończeniu pojedynku kierownictwo polskiej ekipy złożyło... ustny protest. Przestraszeni działacze tłumaczyli się, że przewaga polskich bokserów była możliwa tylko dlatego, że AIBA (Międzynarodowa Federacja Pięściarska) usunęła wcześniej z turnieju sędziów demokracji ludowej pod pretekstem ich niskiego poziomu!

Pietrzykowski: - Z Rosjanami zawsze szło na ostro. W 1954 roku na turnieju w Sofii jeden Rusek miał 10 dag nadwagi. Nie popuściliśmy i nasz Henio Kukier wygrał w muszej walkowerem.

Chychła podczas ME w 1953 roku był już chory na gruźlicę, ale najprawdopodobniej został przez sportowych działaczy zmuszony do startu w prestiżowej imprezie. Po mistrzostwach choroba pogłębiła się. Chychła ponad rok leczył się i już nie wrócił na ring. Sportowy bilans skończył na 264 walkach, w tym 237 zwycięskich.

Chychła był autochtonem, na dodatek ożenił się z pochodzącą z Królewca Niemką Anną Marią. Nie mógł więc liczyć na przychylność władz. Nie pomógł mu nawet złoty medal olimpijski. Rodzina wiodła skromne życie. Ulubieniec kibiców był słabo opłacanym trenerem, pracował na kolei. W 1972 roku, po wieloletnich staraniach, z żoną i trójką synów wyjechał na stałe do Niemiec. Później tylko kilka razy odwiedził kraj.

W 2004 roku Chychła został z pomysłu dziennikarzy lokalnego oddziału "Gazety" honorowym obywatelem Gdańska. W zastępstwie schorowanego już wtedy boksera w uroczystościach wziął udział jego syn Zygmunt jr.

Więcej o: