ME siatkarek. Sukces piękny, ale co dalej?

Brązowy medal polskich siatkarek to piękny wynik, który nakazuje tym prędzej odpowiedzieć na pytanie, co dalej z tą kadrą.
Siatkarki gromią, jest brąz! - zobacz wideo »
W warunkach, w jakich przyszło pracować polskim siatkarkom na tych ME, w bólach, w jakich się rodziła ta kadra, miejsce na podium to bez wątpienia wielkie osiągnięcie. Nawet jeśli do awansu do półfinału wystarczył jeden świetny mecz, przeciwko Rosjankom, i brakowało niewiele, by właśnie one - a nie biało-czerwone - zagrały o medale, tak jak z drugiej połówki turniejowej zamiast Niemek do czwórki mogły dołączyć Turczynki lub Serbki (decydowały pojedyncze akcje). Krótko mówiąc, w Europie rządzą Holenderki i Włoszki, a dopiero dalej jest kilka zespołów ze średniej półki, wśród nich Rosjanki i nasze siatkarki.

Dla Polski to były świetne mistrzostwa. Z wypełnionymi w większości halami, ze znakomitymi recenzjami ze strony gości, z czwartym z rzędu - w polskim sporcie to wynik niezwykły - awansem Polek do czwórki. Szkopuł w tym, że o przyszłości kadry siatkarek nie wiadomo nic.

Kto zagra w przyszłym sezonie, kto będzie trenerem, czego od nich oczekiwać. Z problemem muszą zmierzyć się działacze PZPS. I będzie to o wiele trudniejsze niż w męskiej kadrze, gdzie wszystko zdaje się w idealnym porządku - trener, który się sprawdził i wszyscy go akceptują, wyniki ponad oczekiwania, wielu siatkarzy przebierających nogami, by grać dla kraju. Pośród nich gwiazdy niepewne miejsca nawet w dwunastce - jak Mariusz Wlazły czy Sebastian Świderski.

Złotka gromią Niemki! Jest brązowy medal!
U kobiet bogactwa nie ma. Nazwijmy rzecz po imieniu - reprezentacja wyrasta na coraz większym ugorze. Zawodniczki rezygnują z gry, tłumacząc się słabym zdrowiem, inne stawiają na rodzinę. A wybierać nie ma z kogo, bo nasza siatkówka kobiet kończy się na dwóch grających we Włoszech atakujących i dwóch rodzimych klubach dostarczających reprezentantki, którym w większości - niestety - bliżej końca kariery niż jej szczytu. Błyszczące w polskiej lidze, w starciu z gigantami - np. z Holenderkami - boleśnie przekonujące się, jak słaby poziom liga prezentuje.

Najpierw trzeba jednak rozwiązać problem z trenerem. Jerzy Matlak, Piotr Makowski, może ktoś inny? Sprawa jest delikatna, bo nie wiadomo co z Matlakiem. Obecny selekcjoner, który po trzech meczach w ME zajął się ciężko chorą żoną, w styczniu podpisał kontrakt do igrzysk w Londynie. Co prawda styl pracy selekcjonera - zwłaszcza w czasie meczu - jest mocno dyskusyjny, co prawda działacze (ci sami, którzy go zatrudniali) jeszcze przed ME kręcili nosami na nazwisko Matlaka, jednak to on przygotował drużynę do mistrzostw, wypełnił niepisany plan, by zdobyć medal ME, więc nie można go zwolnić ot tak.

Jeśli nie Matlak, który np. może nie chcieć dalej prowadzić kadry i zajmie się chorą żoną, z polskich szkoleniowców na szansę w jakiś sposób zapracował jego asystent. Makowski, choć skończył niedawno 40 lat, przekonał wszystkich, że i z niewielkim doświadczeniem można dawać drużynie mądre rady, nie ograniczając się tylko do okrzyku "raz, dwa, trzy, jedziemy z nimi". Z ust Makowskiego padały konkretne instrukcje, wyraźnie pomagał drużynie, może to właśnie on natchnął Polki do zwycięstwa z Rosją.

W kolejce czeka bardzo ugodowy, wiele lat starszy od Makowskiego Alojzy Świderek. Jako asystent brał udział w największych sukcesach polskiej siatkówki ostatnich lat (srebro MŚ siatkarzy, złoto ME siatkarek), ostatnio przegrał walkę o stołek z Matlakiem i w razie niepowodzenia miał być jego następcą.

Światowy trend jest jednak inny - kadry obejmują coraz młodsi trenerzy i coraz częściej są to obcokrajowcy. Pytanie tylko, czy działaczy z PZPS stać byłoby na ryzykowny ruch taki jak federację niemiecką czy turecką. Obie zatrudniły młodych włoskich szkoleniowców (Giovanni Guidetti i Alessandro Chiappini), dając im szansę na stworzenie całego systemu szkolenia, a nie tylko nadzór nad pierwszą reprezentacją. Z sukcesami, dodajmy, bo np. Niemki weszły do czwórki bez największej gwiazdy Angeliny Grun.

Kimkolwiek byłby nowy selekcjoner, siatkówkę kobiet trzeba budować od podstaw. Zrobić coś, co zaniedbano po złotych medalach ME ekipy Andrzeja Niemczyka - wzmocnić ligę, która do męskiej nie przystaje w żaden sposób, przełożyć organizacyjne i finansowe sukcesy PZPS na budżety klubowe, które dopinają może ze trzej lokalni potentaci. Reszta wegetuje.

W siatkówce impreza goni imprezę - za rok mistrzostwa świata, później znów Euro, aż w końcu w 2012 r. igrzyska w Londynie. Czasu jest niewiele, a ściga nas coraz więcej krajów - choćby Niemcy i Turcja. Holenderki, Włoszki, nie mówiąc już o gigantkach z Brazylii - wyprzedziły nas o kilka długości.

Polska pokonała Niemcy - jest brąz »