Jarosław Bieniuk na Euro 2012? Czemu nie

- Moje powołanie nie jest kwestią znajomości, ale ocen - uważa Jarosław Bieniuk, jedyny pierwszoligowiec w nowej reprezentacji Polski.
Stefan Majewski, nowy selekcjoner reprezentacji Polski, zaskoczył wszystkich, powołując do kadry na mecze z Czechami i ze Słowacją m.in. Jarosława Bieniuka z pierwszoligowego Widzewa Łódź. 30-letni stoper ma na koncie siedem występów w narodowej drużynie. Ale ostatni raz wystąpił w niej w 2005 roku, kiedy zagrał minutę przeciw Meksykowi.

Szymon Bujalski: Zdążył pan wyjść z szoku po otrzymaniu powołania? Bo chyba przyzna pan, że się tego nie spodziewał?

Jarosław Bieniuk: Faktycznie się nie spodziewałem, ale czy to był szok? Chyba nie, raczej miłe zaskoczenie.

Po niedawnym ligowym spotkaniu z GKP Gorzów przyznał pan, że popełnił kilka juniorskich błędów. Czy uważa pan, że w obecnej formie może pomóc kadrze?

- Mecz z GKP a mecz z Czechami to zupełnie inna motywacja, inna adrenalina. Nieraz mówiłem, że w pierwszej lidze wyjazdowe spotkania są dla mnie najcięższe. Gramy wtedy z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, na kiepskich boiskach i z tego powodu czasami po prostu przychodzi dekoncentracja. Ale nie tylko u mnie, bo myślę, że podobnie jest z całą drużyną. Poza tym słabszy występ z GKP nie jest kwestią formy, lecz jednego gorszego meczu. Każdy piłkarz popełnia błędy i trzeba umieć się do nich przyznać. Ja to zrobiłem przed tygodniem. Zresztą nie wyolbrzymiałbym ich, bo nie były one tragiczne. Miałem dwa nonszalanckie zagrania. I tyle.

Czyli może być pan wzmocnieniem reprezentacji?

- A jakiej odpowiedzi pan oczekuje? Przecież nie powiem panu, że nie. Piłka nożna polega na jak najlepszym wykonywaniu powierzonych zadań, więc jeśli selekcjoner postawi na mnie, zrobię wszystko, by wywiązać się jak najlepiej. Będę chciał zagrać tak, by udowodnić trenerowi Stefanowi Majewskiemu, że nie popełnił błędu.

Powołanie do szerokiej kadry to jedno, a gra w meczach z Czechami i ze Słowacją to coś zupełnie innego.

- Właśnie. Najpierw zobaczymy, czy w ogóle dostanę szansę. W kadrze jest 26 zawodników, a miejsc na boisku tylko 11. Ale oczywiście na treningach zrobię wszystko, by udowodnić, że to właśnie ja zasługuję na wyjściową jedenastkę.

Nie ma chyba co ukrywać, że w otrzymaniu powołania pomogła panu wcześniejsza znajomość z selekcjonerem.

- To nie jest kwestia znajomości, tylko oceny. Mogę powiedzieć inaczej: nieznajomość mnie nie była powodem niepowołania mnie do kadry przez Leo Beenhakkera. Za jego kadencji występowałem w Turcji i byłem daleko od kraju i mediów. Czy grałem dobrze, czy źle, nikogo to nie interesowało. Teraz kadrę prowadzi trener, który wie, na co mnie stać, i skoro mnie powołał, to widocznie uważa, że się nadaję.

Liczył pan na to, że jeszcze wróci do kadry?

- Gdzieś po cichu takie myśli się przewijały. Ale nie spodziewałem się, że stanie to się właśnie teraz. I nie chodzi mi o moją formę, lecz o sytuację Widzewa, który wciąż gra w pierwszej lidze. Myślałem, że rozważania o kadrze trzeba odłożyć na później, bo najpierw trzeba skoncentrować się na awansie do ekstraklasy. Granie w pierwszej lidze nie sprzyja przecież walce na najwyższym poziomie.

Myśli pan o Euro 2012?

- Wtedy będę miał już 33 lata i ciężko powiedzieć, w jakiej będę dyspozycji. Ale oczywiście nie składam broni. Jestem człowiekiem ambitnym i mam nadzieję, że Widzew wkrótce stworzy drużynę, która będzie mogła walczyć o najwyższe cele w Polsce. Jeśli tak się stanie, a ja będę radził sobie bardzo dobrze, to nie widzę powodu, dla którego miałbym nie grać wtedy w reprezentacji.

Dla Sport.pl:

Stefan Majewski, selekcjoner reprezentacji Polski

Jarka Bieniuka znam od dawna, bo razem pracowaliśmy w Amice Wronki. Ale o powołaniu go do kadry nie decydowała znajomość, ale opinia Pawła Janasa, który też prowadził reprezentację, więc jest fachowcem. To on polecał Bieniuka, mówiąc, że jest w bardzo wysokiej formie. W Widzewie, który przecież gra w czołówce pierwszej ligi, poukładał mu defensywę, uspokoił poczynania na boisku. Postanowiłem więc dać mu szansę w kadrze.