Grand Prix Włoch. Gollob znowu marzy o złocie

Tomasz Gollob wygrał szesnasty w karierze turniej Grand Prix. Po zwycięstwie w Terenzano Polak ma już pewny medal mistrzostw świata.
Nie ma następców Golloba »

38 lat, piętnasty rok startów w Grand Prix, pięć medali mistrzostw świata - to dorobek najlepszego polskiego żużlowca. W tym roku powiększy się o kolejne trofeum.

Gollob wygrał na stadionie we włoskiej miejscowości Terenzano w świetnym stylu. Wyprzedził w generalnej klasyfikacji Rosjanina Emila Sajfutdinowa. Do prowadzącego od początku sezonu w GP Australijczyka Jasona Crumpa ma 17 pkt straty. Teoretycznie, może nawet i tę różnicę odrobić w ostatnim turnieju w Bydgoszczy. - Strata 17 pkt do Crumpa jest zbyt duża. Gdyby było siedem, być może... Jeśli zdobędę srebro, też będę szczęśliwy - ocenia jednak realnie Gollob.

Australijczyk Crump przeżywał w Terenzano prawdziwe katusze. Wystartował mimo ciężkiej kontuzji, z poparzoną i poranioną lewą ręką. Z trudem trzymał kierownicę motocykla. Na piątkowym treningu tylko raz pojawił się na torze, ale tylko po to, by sprawdzić, czy da radę pojechać. Kłopot był tym większy, że tor w Terenzano jest wyjątkowo długi. Ma aż 400 m. Zawodnicy przejeżdżali taki dystans, który na normalnym obiekcie żużlowym oznaczałby przejechanie pięciu, a nie czterech okrążeń. Niewielki stadion na przedmieściach Udine ma przy tym wyjątkowo długie proste. Można się było rozpędzić jak na lotnisku. Wszystko jednak pasowało, bo Włosi nazywają żużlowców "il piloti".

"Pilot" Crump walczył jednak z bólem. W połowie zawodów musiał wybrać się do swego busa po kolejną porcję środków przeciwbólowych. I tak siły i samozaparcia starczyło mu tylko na zdobycie czterech punktów, najmniej w tym sezonie. Rywale na torze nie dawali mu prezentów, ale zgodnie kibicowali Crumpowi. - Zostanie mistrzem świata, zasłużył na to - mówił Gollob.

- Ja już zaczynam myśleć o kolejnym sezonie. Chcę znowu zdobyć złoto - dodał Duńczyk Nicki Pedersen, mistrz z poprzedniego roku.

W Terenzano nie było mocnych na Golloba. W zasadniczej rundzie turnieju przegrał tylko raz, z Sajfutdinowem, z którym będzie walczył w Bydgoszczy o srebro. Fascynujący był finałowy pojedynek Polaka z Duńczykiem Hansem Andersenem. Gollob przegrał start, ale potem pokazał swoje umiejętności. Na 150-metrowej prostej rozpędził się tak, że Andersen nie miał szans odparcia tego ataku. Czwarte miejsce w finale zajął drugi z Polaków Grzegorz Walasek, który jednak nie ma już szans na utrzymanie się w Grand Prix w przyszłym roku. Poza Gollobem, może tego jeszcze dokonać tylko Rune Holta, ale on zastanawia się, czy w ogóle nie zrezygnować z udziału w Grand Prix.

Dwa lata temu podobne myśli miewał też Gollob. Wtedy przez pięć kolejnych sezonów nie stawał na podium. Tegoroczny sukces dodał mu najwyraźniej nowych sił do walki o realizację swego sportowego marzenia - zdobycia tytułu mistrza świata. - Do zobaczenia za rok, może wtedy się uda - stwierdził polski żużlowiec.

Tomasz Gollob: Odbiłem się od desek

Wojciech Borakiewicz: Pana szósty medal jest już pewny.

Tomasz Gollob: Nadrobiłem wiele punktów nad Sajfutdinowem i prześcignąłem go. To były dla mnie świetne zawody. Wszystko grało w sprzęcie dzięki pracy całego zespołu. Zdobyłem niemal maksymalną ilość punktów. Brakowało jednego oczka. Ostatnie zawody są u mnie w domu, w Bydgoszczy. To dla mnie wielka motywacja. Będę chciał się pokazać jak najlepiej przed 20 tysiącami kibiców.

Atak w finale był imponujący.

- Walczyłem w tym momencie o wszystko. Jak obejrzycie nagranie, to zobaczycie, jak to niesamowicie wyglądało. Odbiłem się prawie od desek i rozpędziłem maksymalnie. Trochę się obawiałem, czy nie zahaczę o bandę.

To był podobny atak jak Jimmy'ego Nilsena we Wrocławiu.

- Było wiele podobnych. Na włoskiej ziemi mieszkał wielki człowiek Jan Paweł II. Niech to będzie zwycięstwo dla jego pamięci.

Więcej o żużlu - czytaj tutaj »