Maja Włoszczowska znów na rowerze: Specjalistka od przecieranych zup

Mazurka Dąbrowskiego na mistrzostwach świata mi nie zagrali, więc chciałam go usłyszeć gdzie indziej - mówi Maja Włoszczowska, która dwa tygodnie po fatalnej kraksie w Australii i ciężkiej operacji twarzy wystartowała w maratonie. I w niedzielę zdobyła tytuł wicemistrzyni Europy w kolarstwie górskim!
Przemysław Iwańczyk: Od operacji w Australii nie minęły dwa tygodnie, a ty zdecydowałaś się na start w mistrzostwach Europy w maratonie. Czy to rozsądne?

Maja Włoszczowska: Najpierw obejrzałam w komputerze mistrzostwa świata, a później zawody Pucharu Świata w Champery. "Nie" - pomyślałam, dalej nie jestem w stanie oglądać, przecież ja tam miałam walczyć o zwycięstwo. Następnych relacji już bym nie zniosła, to naprawdę zbyt ciężkie przeżycie dla mnie. Wolałam wziąć rower i sama jeździć.

A lekarze co na to?

- Boli mnie jeszcze wszystko po australijskim wypadku, na twarzy wciąż mam szwy, ale generalnie przeciwwskazań nie ma. Lekarze ostrzegli mnie tylko, bym się znów nie przewróciła, bo wtedy wszystkie operowane miejsca się rozlecą i będę miała dwa razy większy problem. Akurat na mistrzostwach Europy w Estonii, gdzie zdecydowałam się startować, drogi są szerokie i szutrowe, więc prawdopodobieństwo upadku było niewielkie. Czemu nie miałam spróbować? Liczyłam na Mazurka Dąbrowskiego, którego nie zagrali mi w Australii, więc chciałam go usłyszeć gdzie indziej. Jedyne, czego tak naprawdę się bałam, to trudów wyścigu. Po tak długiej przerwie, po kuracji antybiotykowej różnie mogło z tym być.

Kibice wciąż drżą, jak pozbierasz się po takim wypadku.

- Mam wrażenie, że po tej kraksie jestem dwa razy częściej rozpoznawana niż dotychczas. Media pewnie też zajmowały się mną bardziej, niż gdybym zdobyła mistrzostwo świata. Gdzie nie pójdę, wszyscy tylko o tym wypadku, właściwie nie mam miejsca, by mnie ktoś nie zaczepił. Miło, że wszyscy się interesują moim zdrowiem.

Moje życie się jednak nie zmieniło, poza tym, że musiałam odstawić rower na kilka dni i stałam się fachowcem od przecieranych zup, bo innych jeść nie daję rady. Od tygodnia jest już lepiej, bo w końcu mogę jeździć.

Właściwie to już koniec sezonu. Uznasz go za udany czy też wypadek w Australii wszystko przekreślił?

- Największe marzenie, czyli tęczowa koszulka mistrzyni świata, się nie spełniło. Ale zostałam mistrzynią Europy, to też wiele, zwłaszcza że po raz pierwszy, a za moimi plecami znalazły się medalistki olimpijskie Irina Kalentiewa i Sabine Spitz. Ten sukces rekompensuje mi nieudaną australijską przygodę, tak mi tego szkoda... Co tam, ważne że mam złoto z Europy, a w Polsce wygrałam wszystko, co było do wygrania, do tego zorganizowałam swój własny wyścig.

Jakie plany na kolejny rok?

- Powalczę o koszulkę mistrzyni świata, to mój priorytet wywołany głównie przez złość po Australii. Nie wiem jeszcze, jak będzie z Pucharem Świata, czy we wszystkich wyścigach wystartuję. A w Polsce interesuje mnie tylko wygrywanie.

Trasa w Mont-Sainte-Anne w Kanadzie, gdzie odbędą się kolejne mistrzostwa, jest jeszcze gorsza niż w Australii.

- Jest trudniejsza, ale na pewno bezpieczniejsza. Jeśli długo na niej poćwiczymy, na pewno sobie poradzimy. Jesienią chcę się przesiąść na rower z pełną amortyzacją, bo na tamtej trasie będzie to niezbędne. Do tego trener Andrzej Piątek chce nam zorganizować w Kanadzie zgrupowanie, a jeśli nie, to pojedziemy na mistrzostwa na tyle wcześnie, że poznamy rundę w Mont-Sainte-Anne od podszewki.

Od nowego sezonu przybędzie ci w elicie rywalka - Aleksandra Dawidowicz, która w kategorii do 23 lat zdobyła wszystko - mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy oraz wygrała klasyfikację Pucharu Świata.

- Mam nadzieję, że Ola to przyszłość polskiego kolarstwa. Niesamowicie podwyższyła swój poziom, nie było dotąd kolarza, który w jednym roku zgarnąłby wszystko. Jeśli starczy jej motywacji, w elicie będzie walczyła o podium.

Jej sukces, twoje dokonania - czy polskie kolarstwo zamyka się tylko w kolarstwie górskim kobiet?

- Nie przesadzajmy, na szosie ściga się wielu panów, choćby Sylwester Szmyd, który wygrał etap na Mont Ventoux, czy Marek Rutkiewicz, szósty w Tour de Pologne. Dodajmy trial, fajną widowiskową dyscyplinę, w której Rafał Kumorowski jest wicemistrzem świata, na torze Rafała Ratajczyka stać na medale.

Gdzieś bokiem słyszałam, że w przyszłym roku polskie kolarstwo naprawdę się podniesie. Ale nic nie powiem, na razie sza...

We wtorek dzień bez samochodu. Jak go uczcisz? Na rowerze?

- Kawałek będę musiała przejechać autem, bo mam tyle bagażu, że na rower nie zapakuję. Do takiej akcji jak najbardziej się przyłączam, zresztą jak zawsze apeluję: jeździjcie do pracy rowerem!

Maja Włoszczowska wróciła z Australii. Nadal jest śliczna


Co to jest maraton

To odmiana kolarstwa górskiego na długiej trasie (od 80 do 120 km) o zmiennym profilu i zmiennej nawierzchni, gdzie zawodnicy nie mogą przejechać dwa razy przez to samo miejsce. W przeciwieństwie do cross country (XC) - dyscypliny olimpijskiej, w której zawodnicy pokonują kilka razy wyznaczoną rundę, nie krótszą niż 5 km. Maja Włoszczowska to jedna z nielicznych na świecie zawodniczek, które świetnie jeżdżą w XC i maratonach. Kolarka CCC Polkowice wygrała zresztą pierwsze mistrzostwa świata w tej drugiej konkurencji w Lugano w 2003 roku.

Maja Włoszczowska wicemistrzynią Europy! »