Małgorzata Niemczyk: Nie ma klepania po tyłkach

Najbardziej brakuje nam mocy na skrzydłach. W mistrzostwach Europy nie można klepać piłki, to musi być rakieta, żeby rywalki nie miały okazji do kontry - mówi złota medalistka z 2003 roku, obecnie ekspert Polsatu
Za pięć dni w Łodzi, Wrocławiu, Bydgoszczy i Katowicach rozpoczynają się mistrzostwa Europy siatkarek. Kadra Jerzego Matlaka wszystkie spotkania rozegra w 14-tysięcznej Arenie Łódź, w pierwszej fazie jej rywalkami będą Hiszpanki, Chorwatki i Holenderki.

Przemysław Iwańczyk: Złoto kadry Castellaniego zdejmie presję z siatkarek czy wręcz przeciwnie?

Małgorzata Niemczyk: Na dwoje babka wróżyła. Panowie pojechali do Turcji bez trzech podstawowych zawodników i przekuli to w atut - zagrali na luzie, bo tak po prawdzie nikt się po nich sukcesu nie spodziewał. A w kilku poprzednich imprezach jechali jako jedni z faworytów i wracali z niczym. Paradoks sportu polega na tym, że kontuzje czasem pomagają, bo nieobecność kluczowych graczy staje się bodźcem dla zmienników. Przecież gdyby nie urazy Winiarskiego czy Świderskiego, Kurek wciąż byłby rezerwowym, wchodziłby incydentalnie na boisko. A w takiej sytuacji trudno pokazać wszystko, na co cię stać.

Wszystko zależy więc od głów dziewczyn i trenera Matlaka. Cokolwiek by jednak zrobili, presja i tak pozostanie, bo to pierwsze mistrzostwa rozgrywane w Polsce.

Mam jednak wrażenie, że wyrwanie trzech podstawowych zębów z męskiej kadry to nie aż tak wielka strata jak brak Glinki, Skowrońskiej czy Liktoras w kobiecej. Żeńska siatkówka w Polsce zamyka się w zaledwie dwóch klubach - w Muszynie i Bielsku-Białej.

- Nawet nie ma co porównywać. Wśród mężczyzn co chwila pojawiają się utalentowani siatkarze. U dziewczyn wypadają starsze zawodniczki, młodych, które mogłyby je zastąpić, nie widać. Jest też trochę tak, że chłopaka łatwiej wyszkolić, bo ma lepszą koordynację, bo łapie w mig niuanse techniczne. Ale też selekcja w Polsce nie przebiega jak należy, bo obserwowałam ostatnio nabór do sekcji siatkarek. Przechodziły dziewczyny mierzące 175 cm. Czy chcemy dochować się reprezentacji samych libero?

Kadra Matlaka nie należy do najwyższych. To może być jeden z największych mankamentów.

- Gramy tymi, które mamy. Mam nadzieję, że kadra da radę. Nie wymagam od dziewczyn złota, chcę, żeby pokazały dobrą siatkówkę. A jeśli uda się coś wywalczyć, chwała im za to.

Działacze PZPS i kibice jasno precyzują cel - medal.

- Ucieszyłabym się nawet z brązu. Ale w sporcie nie da się zaplanować, że zajmiemy trzecie, drugie lub pierwsze miejsce i na pewno dopniemy swego. Większy potencjał kadra miała na poprzednich mistrzostwach Europy za trenera Bonitty, ale dziewczyny wróciły z czwartym miejscem. W półfinale przegrały z Serbią, którą łatwo ograły w grupie.

Kluczowy jest mecz z Holandią. Jeśli wygramy, nawet porażka w drugiej fazie turnieju z Rosją nie powinna zabrać Polkom półfinału.

- Nie do końca się zgadzam, bo nie mecz z Holandią, lecz właśnie z Rosjankami może okazać się najważniejszy. Dziewczyny umieją grać przeciwko tym drugim, a z Holenderkami wybitnie im nie idzie. Powiem nawet, że łatwiej będzie pokonać Rosjanki.

W pierwszej rundzie rywalkami Polek będą też Hiszpanki i Chorwatki. O nich nikt nie mówi. Takie są słabe?

- Jeśli myślimy o jakimkolwiek sukcesie, musimy z nimi wygrać, i koniec. Choć Chorwatki to nie jest słaby zespół. Tamtejsza federacja zdecydowała, żeby kosztem rozgrywek krajowych zawodniczki rozjechały się po najsilniejszych ligach w Europie, by kadra na tym skorzystała. Na nasze szczęście, nie wszystkie najlepsze chcą grać w reprezentacji, bo mielibyśmy wielki problem.

Hiszpania jest w teorii najsłabsza, ale na początku eliminacji do mistrzostw świata kadra omal nie przegrała z najsłabszą w turnieju Belgią.

- To banał, ale na mistrzostwach Europy nie ma łatwych meczów. Nawet jedna porażka może zniweczyć wszystkie plany.

Ubogość kobiecej siatkówki szczególnie widać wśród przyjmujących. W porównaniu z poprzednimi mistrzostwami zmieniły się one w 100 proc., z igrzyskami w Pekinie - została tylko jedna.

- Od tych czterech dziewczyn zależy praktycznie wszystko. Uda się przyjąć, będzie gra, wtedy Bełcik i Sadurek jakoś rozrzucą piłkę na siatce. Przy słabym przyjęciu spadnie dokładność rozegrania i zaczną się schody, kiedy skrzydłowe trafią na podwójny albo potrójny blok.

Nie mamy skrzydłowych, które grałyby siłowo. Glinka czy Skowrońska po prostu rozbijały blok lub co najmniej demolowały rywalki stojące w obronie tak, że te podbijały piłkę w trybuny. Tego brakuje nam teraz najbardziej, nie mamy mocy na skrzydłach. A w mistrzostwach Europy nie można klepać piłki, to musi być rakieta, żeby rywalki nie miały okazji do kontry.

W sytuacji, w jakiej znalazła się nasza kadra, trzeba skupić się na szybkiej, kombinacyjnej siatkówce.

To już zależy od rozgrywających. Są w stanie tak poprowadzić grę?

- Wracamy do punktu wyjścia - jeśli dostaną dobrą piłkę od przyjmujących, to tak. Ale to wymaga dokładności na poziomie 60-80 proc. Do tego musimy dołożyć zagrywkę, z którą przeciwniczki muszą mieć kłopoty.

Nie martwi cię, że kadra nie ma mentalnego lidera, jakim byłaś kiedyś ty, Śliwa czy Glinka? Takiego, który zbierze zespół na środku i rzuci kilka ostrych słów.

- W tej drużynie atmosfera jest może i dobra, ale nie można wciąż powtarzać, że jest OK, nawet kiedy nie idzie. Wtedy należy huknąć na siebie, nie destrukcyjnie, ale tak, żeby dziewczyna, która właśnie zepsuła zagranie, czuła nie tylko wsparcie, ale i mobilizację. My nie bałyśmy się opieprzać wzajemnie i nikt się na nikogo nie gniewał. Nam to dodawało wiary. Nie było klepania się po tyłkach, kiedy po bloku rywalek piłka spadała nam pod nogi.

Widzisz teraz takiego lidera?

- Nie widzę.

A zawodniczkę, która tak jak Piotr Gruszka w Turcji może zostać gwiazdą mistrzostw?

- Niech każda z tych dziewczyn wykona swoją robotę, a kiedy trzeba, pomoże koleżance, która akurat wpadła w tarapaty. Takich sytuacji będzie wiele, bo walcząc o medal, trzeba dać z siebie wszystko, czasem nawet "ciągnąć z wątroby". Trzeba walczyć o każdy punkt, o każdą piłkę od pierwszego meczu. A kto może być Gruszką naszych mistrzostw? Z pewnością Asia Kaczor.

Jak ta kadra uniesie ciężar gry przed 14-tysięczną publicznością w łódzkiej Arenie? Polskie siatkarki nigdy nie miały okazji wystąpić przed tyloma kibicami.

- Mam nadzieję, że gorąca atmosfera pomoże dziewczynom, a nie sparaliżuje je. Mnie w takich sytuacjach skakała adrenalina, broniłyśmy piłki niemożliwe do obrony, atakowałyśmy skutecznie w niemożliwych sytuacjach. Ja dostawałam skrzydeł, ale nie mam pojęcia, jak będzie z tym zespołem.

Twoi faworyci do medali?

Holandia. Rosja szykuje się do podium, no i Polska.

A broniące tytułu Włoszki?

- One też, do tej czwórki należy także doliczyć Serbki. Z nimi nigdy nic nie wiadomo.

ME siatkarek w Polsce- specjalny serwis Sport.pl »