EuroBasket 2009. Polska poznała swoje miejsce w szeregu

Reprezentacja koszykarzy zakończyła EuroBasket w Polsce na miejscach 9-10. Wynik przewyższa rzeczywistą siłę dyscypliny w kraju, choć najmocniejsza od lat kadra mogła grać lepiej.
Wynik koszykarzy trudno jednoznacznie ocenić. Dwa lata temu w Hiszpanii Polska wyraźnie przegrała trzy spotkania, teraz pewnie pokonała we Wrocławiu Bułgarię i wykorzystała słabość potentata z Litwy. - Więcej nie mogliśmy osiągnąć. Nie jesteśmy na takim poziomie, jak cztery zespoły, które wyprzedziły nas w drugiej fazie - mówi trener reprezentacji Muli Katzurin.

W Łodzi Polacy byli gorsi niż Słowenia, Turcja, Serbia i Hiszpania. - Odpadliśmy grając w zdecydowanie mocniejszej grupie drugiej fazy. Graliśmy z najlepszymi na świecie i myślę, że wstydu nie przynieśliśmy - twierdzi prezes PZKosz Roman Ludwiczuk.

- Musimy znać swoje miejsce w szeregu - o miejscach 9-10 ciężko mówić jako o sukcesie, ale tego wyniku nie uważam też za porażkę - dodał Ludwiczuk. - Cel, czyli zbudowanie fundamentu pod dobrą drużynę, został wykonany. Awans do fazy pucharowej i wygranie jednego lub dwóch meczów byłby spełnieniem marzeń.

Rzut oka na ćwierćfinalistów - Francję, Słowenię, Rosję, Turcję, Grecję, Serbię, Chorwację i Hiszpanię - uświadamia, że prezes ma rację. Polacy nie mogą się równać z tymi zespołami pod względem siły czołowych klubów, liczby zawodników w Eurolidze i NBA, sukcesów w rozgrywkach młodzieżowych. Odstają od nich pod względem kultury gry, której Katzurin Polaków nie nauczył.

Izraelczyk miał do dyspozycji najsilniejszą kadrę od lat z Marcinem Gortatem, Maciejem Lampe oraz specjalnie na turniej naturalizowanym Amerykaninem Davidem Loganem i bardzo dobrze przygotował zespół na dwa pierwsze mecze. Biało-czerwoni wygrali je dzięki zbiórkom, szybkim atakom, dobrej skuteczności i zrealizowanym pomysłom w obronie, ale w kolejnych spotkaniach mieli momenty, w których byli bezradni.

Czy Polska miała szansą na ćwierćfinał? - Już listopadzie, kiedy Adam Wójcik dolosował nas do grupy z Litwą, Turcją i Bułgarią i do części drabinki z Hiszpanią, Słowenią i Serbią, wiedziałem, że będzie bardzo ciężko - mówi Katzurin. - Wszyscy zaczęli mówić o wysokich celach, a ja nie mogłem krzyknąć, żeby się obudzili, bo powiedziałoby o mnie, ze jestem defetystą, że nie wierzę w sukces. A ja tylko jestem realistą - uważam, że nawet ta Litwa, którą pokonaliśmy, jest lepszym zespołem niż my.

Coraz mocniejsi rywale bezlitośnie obnażali polskie braki w organizacji gry. Ataki Turków, Serbów, Słoweńców czy Hiszpanów polegały na takim rozrzuceniu piłki, żeby najważniejsi zawodnicy dostawali ją na pozycjach, z których gra im się najlepiej. Rywale zdobywali punkty po akcjach, które sobie zaplanowali.

Gra Polaków ograniczała się do kozłowania w miejscu i rzutów z dystansu. Wyglądało na to, że zabrakło pomysłów w momencie, kiedy plan A wyczerpał się po spotkaniach z Bułgarią i Litwą. - Mieliśmy plan A, B, C i D, ale z meczu na mecz byliśmy coraz bardziej zmęczeni, a każdy kolejny rywal był lepszy. Ciężko było nam realizować alternatywne plany gry - tłumaczy Katzurin. Sęk w tym, że na boisku nie widać było nawet prób ich realizacji.

Jeszcze gorzej, na tle europejskiej czołówki, było w obronie - Polska traciła aż po 80,5 punktu na mecz, a gorsze były tylko Litwa, Bułgaria i Izrael. Brakowało pomocy, rotacji, wywierania presji, odcinania od podań skrzydłowych...

- Nad obroną pracowaliśmy sporo, ale indywidualne umiejętności zawodników nie są takie, jak u Serbów czy Słoweńców - rozkładał ręce Katzurin. Po porażce z Serbią, kiedy po słabym początku Polska zbliżyła się na dwa punkty pięć minut przed końcem, mówił: - Nasi obwodowi nie grają na co dzień na najwyższym poziomie, a pewnych rzeczy trudno jest się nauczyć na treningach. Teoretycznie wiemy, co mamy robić, ale na boisku trzeba radzić sobie ze zmęczeniem i wymagającą obroną rywala.

Katzurin usprawiedliwiał się tym, że z kadrą pracował krótko, bo tylko dwa miesiące. To problem wszystkich reprezentacji, bo międzynarodowy kalendarz obejmuje tylko przerwę w rozgrywkach ligowych, ale sytuacja Polski jest rzeczywiście była wyjątkowa.

Zespół, który zagrał na EuroBaskecie, w komplecie zebrał się dopiero w połowie sierpnia i w najsilniejszym składzie rozegrał zaledwie cztery sparingi! Zawodnicy, zaczynając od tych kluczowych, poznawali się od zera. Na boisku ten brak porozumienia był widoczny.

- W ciągu dwóch miesięcy nie udało zrobić się więcej, ale drużyna nauczyła się wielu rzeczy. Wykonaliśmy duży krok, który będzie miał znaczenie - mówi Katzurin.

Izraelczykowi skończył się kontrakt, trener nie chciał jeszcze rozmawiać o przyszłości. Ludwiczuk: - Zanim podejmiemy decyzję, chcemy wysłuchać fachowców - zbierze się wydział szkolenia, który przeanalizuje to, co zostało wykonane. Postawimy sobie cel na przyszłość i zobaczymy co dalej z trenerem.

Przyszłość reprezentacji, która za rok weźmie udział w eliminacjach do EuroBasketu na Litwie zależy od trenera i zawodników, którzy stawią się na zgrupowaniu. Fudament, o którym mówi Ludwiczuk, został zbudowany.

Fundamentu potrzebuje jednak cała koszykówka w Polsce. Szkolenie i selekcja młodych koszykarzy są na poziomie zerowym. PZKosz musi przede wszystkim zadbać o stworzenie systemu, który wyłowi i rozwinie talenty na miarę serbskich czy słoweńskich. Bez tego do europejskiej czołówki nie dołączymy.

Polskie gazety o klęsce Polaków z Hiszpanią »