Dobry czy zły? Ważne by był nasz - jak PZPN wybiera trenera reprezentacji

- Stać nas na fachowca światowej klasy i nawet 2 mln euro rocznej pensji - mówi prominentny do niedawna działacz PZPN. Trener z zagranicy nie ma jednak szans, bo ludzie polskiej piłki mają dość obcych. - Zamienimy holenderską krew Beenhakkera na biało-czerwoną, polską - odgrażał się już kilka miesięcy temu jeden z wiceprezesów PZPN.
Prezes PZPN wykłada swoją filozofię: - Mamy przecież dobrych szkoleniowców, znajdziemy odpowiedniego. Przed Holendrem czapki z głów za pierwszy w historii awans do finałów ME, ale największe sukcesy osiągaliśmy z trenerami Górskim, Piechniczkiem i Gmochem. Potem do wielkich imprez awansowali też Engel z Janasem - tłumaczy Grzegorz Lato.

Podobnie mówią wiceprezes Antoni Piechniczek i dyrektor Jerzy Engel. Przy wyborze nowego selekcjonera to właśnie ich zdanie ma liczyć się najbardziej. Lato traktuje ich jako trenerskie wyrocznie, wymienia jako najbardziej utytułowanych, choć pierwszy od 12 lat nigdzie nie pracował (ostatnim przystankiem był Katar), a drugi po rozstaniu z kadrą karierę skończył na Cyprze.

Debata Sport.pl: Dlaczegóż to następcą Beenhakkera koniecznie musi być Polak?
Obaj po środowej porażce ze Słowenią i stracie szans na mundial triumfowali. - Oddaliśmy kadrę na trzy lata w obce ręce! I jaki jest efekt? - mówił Piechniczek. Engel na swoim blogu pisał: "po mistrzostwach Europy w Austrii okazało się, że pękły mity o różnicach między polskimi selekcjonerami a zagranicznymi". - Zgadzam się z trenerem Aimé Jacquetem, który sugeruje postawienie na naszego szkoleniowca. Francuz powiedział, że reprezentacja Polski musi odnaleźć swoją tożsamość, a najbardziej pomoże w tym Polak - mówił nam Engel wczoraj. Piechniczek na każdym kroku podkreśla, że kluby i reprezentacja odnosiły największe sukcesy, gdy prowadzili je Polacy.

Od ostatniego sukcesu reprezentacji - trzeciego miejsca na mundialu - minęło 27 lat. Drugi i ostatni polski klub grał w Lidze Mistrzów 13 lat temu. Nasi trenerzy nie mają dziś za granicą żadnej marki, nie chcą ich już nawet kluby islandzkie, wietnamskie i chińskie. O posadzie w lepszej już od polskiej ekstraklasie cypryjskiej mogą tylko pomarzyć.

- Wiadomo, że powinni wybrać najlepszego trenera, na jakiego związek stać. Ale wtedy trzeba by postawić na szkoleniowca zagranicznego. A chodzi o to, by wybrać posłusznego polskiego i na Euro 2012 podpiąć się pod jego sukcesy - to nieliczne głosy, jakie można usłyszeć od ludzi polskiej piłki.

- Piechniczek z Engelem wygrają, gdy selekcjonerem zostanie człowiek z polskim paszportem. Jeden i drugi ma swojego faworyta, ale na noże spierać się nie będą. Czy padnie na Stefana Majewskiego, Franciszka Smudę czy Pawła Janasa to kwestia drugorzędna - mówi nasz rozmówca z PZPN.

Dlaczego selekcjonerem musi być koniecznie Polak? Bo w PZPN mają dość uwag o zapaści polskiej piłki, braku jakiegokolwiek systemu szkolenia, a nawet opowieści o pijaństwie, jakich nie szczędził Beenhakker. "Swój" selekcjoner gwarantuje działaczom psychiczny komfort i błogi spokój aż do pierwszego meczu na Euro 2012.

PZPN dyskusji o zagranicznym szkoleniowcu w ogóle nie podejmuje akurat w momencie, gdy nie byłoby problemu ze ściągnięciem fachowca klasy światowej. - Przed Euro PZPN stać na zapłacenie trenerowi nawet 2 mln euro. Związek sprzedał prawa telewizyjne i marketingowe za 60 mln euro plus bonusy. Wystarczy, że wysupła 0,5 mln euro rocznie, a resztę dołożą sponsorzy. Ale tylko dlatego, że czeka nas Euro 2012, i tylko na trenera z nazwiskiem. Później nie będzie już nas stać na taki wydatek - mówi były członek władz związku. - Jeszcze nie zdarzyło się, żebyśmy dokładnie nie przeanalizowali fajnej oferty - powiedziano nam w Kompanii Piwowarskiej. Kompania płaciła 60 proc. wynoszącej 600 tys. euro pensji Beenhakkera. Resztę dokładał związek.

2 mln euro nie wystarczy, by zabrać Anglikom Fabia Capella, na widok tych pieniędzy José Mourinho nie porzuci Interu, a Guus Hiddink Rosji. Ale to absolutna światowa czołówka. Z wyższą klasą średnią nie powinno już być problemu. Luciano Spalletti, który kilka dni temu zrezygnował z prowadzenia Romy, zarabiał 2 mln euro rocznie. Zwolniony z Zenitu St Petersburg Dick Advocaat podpisał niedawno kontrakt z reprezentacją Belgii. Dostanie 0,6 mln euro. Slaven Bilić, jeden z najlepszych młodych trenerów na świecie, zarabia w Chorwacji ok. 400 tys. euro. Jego umowa wygasa za miesiąc, trener nie chce jej przedłużyć.

Jeden z działaczy powiedział nam też, że nawet gdyby związkowy beton dał się przekonać, i tak nie byłoby komu poszukać zagranicznego szkoleniowca. W PZPN tylko nieliczni znają języki, a co za tym idzie, brakuje znajomości potrzebnych do rozpoczęcia negocjacji. Kilka osób twierdziło, że jedyną osobą zdolną ściągnąć do Polski selekcjonera z nazwiskiem jest Andrzej Placzyński, szef Sportfive i szara eminencja polskiej piłki. Placzyński twierdzi, że opowieści o jego wpływach są przesadzone. - Jest silny i ma bardzo dużo do powiedzenia. Ale w obecnym układzie nawet on nie przekona działaczy do zagranicznego trenera - usłyszeliśmy w PZPN.

Trenerzy do wzięcia: Jean Tigana (Francja), Alberto Zaccheroni (Włochy), Roberto Mancini (Włochy), Slaven Bilić (Chorwacja), Jürgen Klinsmann (Niemcy), Bernd Schuster (Niemcy), Victor Piiurc (Rumunia), Zico (Brazylia), Luciano Spalletti (Włochy), Avram Grant (Izrael).

Engel: Selekcjoner z Polski najlepszym rozwiązaniem >