Mama potrafi, czyli Clijsters wygrała US Open

Takie przepiękne historie nie zdarzają się często. Kim Clijsters z malutką córeczkę na rękach odebrała wielkoszlemowy puchar w Nowym Jorku.
Belgijka pokonała w decydującym meczu 19-letnią Dunkę Caroline Wozniacki 7:5, 6:3. Finał nie powalił na kolana swoim poziomem, więcej w nim było kiksów i nerwów niż pięknych akcji, ale Clijsters wygrała go zasłużenie. W całym turnieju spisała się świetnie, w drodze po tytuł pokonała obie siostry Williams, zademonstrowała fantastyczny tenis.

- Tego naprawdę nie było w planie, nie mogę w to uwierzyć - mówiła po zwycięstwie, które przejdzie do historii sportu jako jeden z najbardziej spektakularnych powrotów. Belgijka w 2007 r. zakończyła bowiem karierę, miała dość kontuzji, życia na walizkach, braku bliskich. Ułożyła sobie życie na nowo: wyszła za mąż, urodziła córeczkę. Niespełna 12 miesięcy temu przeżyła rodzinną tragedię - pochowała ojca, który przegrał walkę z nowotworem. Wtedy postanowiła wrócić do tenisa. Od lipca zagrała w raptem trzech turniejach. Tym trzecim był zwycięski US Open.

- To jest sen na jawie - cieszyła się Clijsters w niedzielę, a sceneria wokół była doprawdy bajkowa. Na jej rękach baraszkowała malutka złotowłosa Jada, a obok stał ukochany mąż - amerykański koszykarz Brian Lynch. Tłum 23 tys. ludzi bił brawo na stojąco.

- To żaden wstyd przegrać z supermamą Kim - powiedziała Wozniacki.

- Zabraliśmy dziś Jadę na mecz, bo udało się jej przespać w ciągu dnia. Dlatego teraz jest taka ożywiona - śmiała się Belgijka, która wygrała US Open po raz drugi. Można nawet powiedzieć, że z rzędu, bo między sukcesem z 2005 r., a obecnym, nie występowała w Nowym Jorku.

Clijsters została pierwszą tenisową mamą, triumfatorką Wielkiego Szlema, od Australijki Evonne Goolagong w 1980 r. Nikt wcześniej nie wygrał też US Open występując z dziką kartą. Jeszcze w niedzielę Clijsters zajmowała 9999. miejsce w rankingu WTA. Dziś jest 19., sześć pozycji za Agnieszką Radwańską. - Moją przyszłość wiążę z tenisem, ale mówię wam, że bycie mamą i tak jest najwspanialszą rzeczą na świecie - powiedziała na koniec Clijsters. Półtoraroczna Jada pokiwała swoimi złotymi lokami, jakby chciała dać do zrozumienia, że mama wie, co mówi.

Nie tylko mamy, ale też tatusiowie byli w niedzielę w natarciu na kortach Flushing Meadows. Roger Federer, świeżo upieczony ojciec bliźniaczek, pokonał w półfinale Serba Novaka Djokovicia i po raz szósty z rzędu awansował do finału US Open. Szwajcar grał w kratkę, ale na Djokovicia to wystarczyło. Pod koniec meczu zdobył punkt odbijając piłkę w pełnym biegu, tyłem i... między nogami. Djoković mógł się tylko uśmiechnąć, tak genialna była to piłka. - Ćwiczę to ciągle na treningach, ale wyszło po raz pierwszy - zażartował Federer.

US Open. Finał kobiet: K. Clijsters (Belgia) - C. Wozniacki (Dania, 9) 7:5, 6:3. Półfinały mężczyzn: R. Federer (Szwajcaria, 1) - N. Djoković (Serbia, 4) 7:6 (7-3), 7:5, 7:5; J. M. del Potro (Argentyna, 6) - R. Nadal (Hiszpania, 3) 6:2, 6:2, 6:2.

Drugi wielkoszlemowy triumf Belgijki Kim Clijsters wygrała US Open »