Beenhakker: Mogłem napisać program szkolenia, ale do szuflady Engela

PRZEGLĄD PRASY: - Problem polega na tym, że w federacji pracują ludzie sfrustrowani, gwarantujący tylko stagnację, ale z wielkim apetytem na władzę, którą nie chcą się z nikim dzielić. Program szkolenia mogłem opracować, napisać na kartce, lecz ona wylądowałaby w szufladzie Engela - mówi na pożegnanie trener reprezentacji Polski, Leo Beenhakker
- Piłkarze zrobili, co mogli. Tak wygląda teraz poziom polskiej piłki. W eliminacjach do mistrzostw Europy nasza gra była więcej niż przyzwoita, ale teraz zawodnicy byli już dwa lata starsi i nie starczyło im sił oraz umiejętności. Od trzech lat powtarzałem, że się oddalamy od reszty kontynentu, świat ucieka, bo ma plan, strukturę pracy, treningu, a Polska stoi w miejscu - powiedział Leo Beenhakker w "Rzeczpospolitej", dodając, że do myślenia powinna dawać wczesna eliminacja polskich drużyn z europejskich pucharów.

Zdaniem Holendra z zadania nie wywiązał się PZPN, który nie poszedł za ciosem po wywalczeniu awansu do Euro 2008. Sukces w eliminacjach nie doprowadził do żadnych zmian w szkoleniu.

- Nie miałem żadnego wsparcia. Czy pan Jerzy Engel zrobił choćby małą rzecz, by było lepiej? Czy pan Antoni Piechniczek coś stworzył? Narodowe rozgrywki dla młodzieży, ośrodek szkoleniowy czy choćby kursy dla trenerów z nowszymi podręcznikami niż te z 1988 roku, które nadal obowiązują? - pyta retorycznie Beenhakker.

Trener podtrzymuje, że zależało mu na stworzeniu systemu szkolenia, ale nikogo to nie interesowało.

Beenhakker wściekły na Lato
- Problem polega na tym, że w federacji pracują ludzie sfrustrowani, gwarantujący tylko stagnację, ale z wielkim apetytem na władzę, którą nie chcą się z nikim dzielić. Program szkolenia mogłem opracować, napisać na kartce, lecz ona wylądowałaby w szufladzie Engela. Nie byłem tam autorytetem, bo przecież polscy trenerzy też mieli sukcesy, w Barcelonie na igrzyskach był nawet srebrny medal. Ludzie z PZPN wiedzieli wszystko najlepiej, niektórzy z pokolenia mistrzostw świata 1974 to dramat polskiego futbolu. Przez całą moją kadencję szykowali tylko noże, chcieli mi je wbić w plecy po meczu z Portugalią, później po meczu z Czechami. Ratowałem się zwycięstwami - opowiada szkoleniowiec.

- Piechniczek i Engel w holenderskiej federacji z takim zaangażowaniem nie mogliby być nawet kierowcami, nie mogliby otwierać drzwi przed van Gaalem czy Guusem Hiddinkiem. Polski problem to regiony, które wybierają ludzi do władz. Czy przeciętny działacz zagłosuje na Rafała Ulatowskiego? Nie. Ale może jego syn już tak. Nadzieja w nowym pokoleniu dodaje Beenhakker.

Holender wspomina także, że do szatni po meczu przyszedł ledwo trzymający się na nogach działacz PZPN. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Holender powiedział wprost, że w szatni byli pijani Grzegorz Lato, Zdzisław Kręcina i Adam Olkowicz.