Sport.pl

Maciej Zegan: Powinienem być pierwszym polskim mistrzem

24 października na gali boksu w Łodzi, której główną atrakcją będzie stracie Andrzeja Gołoty z Tomaszem Adamkiem, Maciej Zegan zmierzy się z Krzysztofem Cieślakiem w pojedynku o pas międzynarodowego mistrza Polski wagi lekkiej. Zegan to jeden z najbardziej doświadczonych polskich zawodowców. W 2003 roku po pojedynku z Arturem Grigoranem powinien zostać ogłoszony mistrzem świata federacji WBO, niestety wyraźnie sprzyjający rywalowi Polaka sędziowie punktowi byli odmiennego zdania
Po stoczeniu 42 zawodowych walk 33-letni pięściarz z Wrocławia przyznaje, że boks nie jest już jego głównym zajęciem, dodając, że jeśli już decyduje się wyjść do ringu, to robi to dlatego, iż szermierka na pięści wciąż pozostaje jego pasją. - Boks traktuję jako zabawę, nie czuję presji, nie muszę boksować za wszelką cenę. Całe życie ciężko pracowałem na swoje nazwisko i nie będę się teraz sprzedawał za jakieś małe pieniądze - mówi w wywiadzie dla serwisu bokser.org pewny swojego zwycięstwa w zbliżającej się konfrontacji z Cieślakiem Zegan.

- Maciek, ostatnią walkę stoczyłeś w listopadzie zeszłego roku. Jak wygląda twój kontakt z boksem od tamtej pory? Trenujesz regularnie?

Maciej Zegan: Teraz odpoczywam, ale od poniedziałku zaczynam treningi, na początek biegi, a potem już takie zajęcia jak zwykle przed każdą walką.

- W Łodzi zaboksujesz z Krzysztofem Cieślakiem o tytuł mistrza Polski. Nie będzie to najcenniejsze trofeum, o której walczyłeś. W 2003 roku byłeś bliski zdobycia pasa WBO, jednak oszukano cię w Niemczech. Jak patrzysz teraz na walkę z Grigorianem?

MZ: Ja tamtej walki nie przegrałem. Powinienem wtedy zostać pierwszym polskim mistrzem świata mieszkającym w Polsce.

- Twój ówczesny promotor Andrzej Wasilewski wspomina, że bezpośrednio po walce ludzie z grupy Universum patrzyli na was jak na wariatów, gdy cieszyliście się, sądząc że zostałeś mistrzem. Oni znali wynik walki jeszcze przed jego oficjalnym ogłoszeniem

MZ: Tak, dokładnie taka sama sytuacja miała miejsce ostatnio w walce [Marco] Hucka z [Victorem] Ramirezem. Niby wszyscy czekali na werdykt, ale ja, już nauczony własnym przykładem, wiedziałem, że to wszystko za długo trwa i wiedziałem, jak to się skończy.

- W twojej karierze pojawia się także wątek współpracy ze słynnym Donem Kingiem

MZ: Z Kingiem to było tak, że dostaliśmy od niego ofertę, zapoznaliśmy się z nią, porozmawialiśmy na ten temat z [promotorem] Andrzejem Wasilewskim i ostatecznie podjęliśmy decyzję. Dla Andrzeja to też było korzystne, bo odciążało go finansowo. Muszę powiedzieć, że King wywiązał się z kontraktu, bo dał mi szansę w eliminatorze IBF z Natem Campbellem. Przy okazji nie podoba mi się, że Andrzej Wasilewski, mówiąc o tamtej walce, nie wspomina, że boksowałem wówczas z kontuzją nogi. Ta noga praktycznie nie była sprawna, była jak z gumy- czułem to, gdy stawałem na niej całym ciężarem ciała. O tym fakcie nie mówi się zbyt dużo, mówi się po prostu, że przegrałem z Campbellem z kretesem. A jednak wytrzymałem z nim te 12 rund, co nie wszystkim się udawało. Na obraz walki niewątpliwie miała wpływ moja kontuzja.

- Gdy boksowałeś z Campbellem, jego nazwisko nie znaczyło jeszcze tak wiele

MZ: My w Polsce niewiele wiedzieliśmy wtedy o Campbellu, a amerykańscy bokserzy jeden za drugim odmawiali wówczas walki z nim. Nasza niewiedza okazała się potem problemem. Ja w sumie też mogłem zrezygnować jeszcze z tego pojedynku ze względu na kontuzję- wszystko widzieli zarówno trener Łapin jak i [masażysta] Jan Sobieraj- jednak zdecydowałem się wyjść do ringu.

- Niedługo po tamtej walce Campbell został uznany za najlepszego zawodnika wagi lekkiej, unifikując trzy tytuły mistrzowskie

MZ: Oczywiście mógłbym się pocieszać, że nic się nie stało, bo przecież boksowałem z najlepszym zawodnikiem mojej kategorii wagowej, jednak dla mnie, sportowca, każda porażka jest bolesna. Cóż, musiałem się podnieść po przegranej i iść dalej.

- Przez długi czas twoja pozycja dominatora w polskiej wadze lekkiej nie podlegała dyskusji. Ostatnio jednak zaczęli pojawiać się kolejni zawodnicy, którzy chcieli albo nadal chcą tę twoja pozycję zaatakować

MZ: Zgadza się, był Snarski, po Snarskim się odezwał Szot, teraz jest Cieślak. Takie rzucanie wyzwań to element bokserskiego biznesu, ale czasem to jest troszeczkę chore. Ja jednak coś tam osiągnąłem zarówno w boksie amatorskim jak i zawodowym i teraz wszyscy chcą nagle ze mną walczyć. Ja też bym tak chciał i mógłbym nagle zacząć wyzywać na pojedynek Diaza, Marqueza czy Pacquiao Boks to jest biznes i ciężka praca. Co by mi dała walka z Szotem? Nic, dlatego odmówiłem. Cieślak to jednak młodzieżowy mistrz świata, w którym pokładane są jakieś nadzieje, dlatego na ten pojedynek się zgodziłem.

- Masz wrażenie, że tacy zawodnicy jak Snarski, Szot czy Cieślak liczyli albo liczą na to, że "zrobią sobie nazwisko" na wygranej z tobą?

MZ: To prawda, ale ja nie dam im szans i udowodnię, że w Polsce w lekkiej jestem najlepszy.

- Dużo się mówiło o twoich sparingach czy walkach pokazowych ze Snarskim i Cieślakiem, w których nie wypadałeś rewelacyjnie.

MZ: Sparingi to nie to samo, co prawdziwa walka. O walce wiem dużo wcześniej, a do sparingu mogę wyjść przygotowany w 10 procentach. Sparing pokazowy to jest zabawa i ja to tak traktuję- jako zabawę i pokaz. Wielcy mistrzowie też przegrywają sparingi, są nokautowani, a potem prawdziwe walki wygrywają przed czasem. Sparing pokazowy czy na treningu to jest moja praca, mój trening. Snarski się odgrażał, że ze mną wygrał na sparingu, potem Cieślak, zaraz pewnie to samo powtórzy Szot Ja takie sparingi realizuję pod trenera, który ma określone jakieś założenia taktyczne do przećwiczenia, a potem w walce sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.

- Gdy patrzysz na najbliższego rywala, Krzysztofa Cieślaka, jakie dostrzegasz u niego atuty? Będzie ci pasował?

MZ: To się okaże wszystko podczas treningów. Mam pełne zaufanie do mojego trenera. Będziemy mieli właściwe założenia taktyczne i zrobimy wszystko, by na pewno wygrać tę walkę.

- A propos trenerów- w narożniku Cieślaka stał będzie twój dawny szkoleniowiec Zbigniew Raubo

MZ: Cieszę się, że się spotkamy, choć szkoda że po przeciwnej stronie ringu. Traktuję go jak przyjaciela. Przecież nie będę się na niego obrażał, że stoi w drugim narożniku- on ma zrobić wszystko, by wygrał jego zawodnik. Ja jednak nie pozwolę, by Krzysztof Cieślak wyszedł zwycięsko z tej walki.

- Trener Raubo zna cię dość dobrze, to może być dodatkowy atut Krzysztofa?

MZ: Nie myślę o takich rzeczach. Ja mam być dobrze do tej walki przygotowany, i zrobię wszystko, by wygrać. Wiadomo, że jakichś wskazówek może mu udzielić, ale to jest boks zawodowy i każda walka może być inna. Ja będę dobrze przygotowany i zrobię wszystko, by wygrać i nie zawieźć swoich przyjaciół i kibiców, którzy mnie cały czas wspierają, ślą maile, dzwonią do mnie; przy tej okazji chciałbym im za to podziękować.

- Jeśli wygrasz z Krzysztofem Cieślakiem, co dalej z twoją karierą? Masz jakieś określone cele sportowe czy traktujesz już boks po prostu jako sposób na zarabianie pieniędzy?

MZ: Boks trenowałem od dziecka, tak naprawdę to jest moja pasja, moje hobby. To nie jest dla mnie główne źródło dochodów. Mam inne- rozszerzam teraz działalność gospodarczą, mam warsztat samochodowy, automyjnię, wulkanizację Trzeba jakoś zarabiać na życie. A boks traktuję jako zabawę, nie czuję presji, nie muszę boksować za wszelką cenę. Całe życie ciężko pracowałem na swoje nazwisko i nie będę się teraz sprzedawał za jakieś małe pieniądze.

Maciej Zegan na zawodowych ringach stoczył 42 walki, z których przegrał tylko 4. Swoich rywali nokautował 21 razy.

Więcej boksu - na bokser.org »