Po US Open. Wszyscy radzą. Co dalej z Radwańską?

- Musi wzmocnić serwis, przestać grać dropszoty, bo wszyscy nauczyli się już z nią grać - radzą Radwańskiej różni ludzie w kuluarach US Open. Zdania na temat tego, czy Polka jeszcze wróci do dziesiątki, są podzielone.
- Nie obraźcie się, ale moim zdaniem Agnieszka nie jest tenisistką na pierwszą dziesiątkę - mówi Bud Collins, legendarny wieloletni korespondent "Boston Globe". - Żeby zdobyć jeden punkt, musi się straszliwie nabiegać. Biega, biega, biega, biega... Jej tenis jest bardzo energochłonny. Zwycięstwa przychodzą trudno. Rywalki nauczyły się też z nią grać, dlatego teraz spadła. Nie zaskakuje już. Brakuje jej kończącego uderzenia, ma też bardzo słaby jak na czołówkę serwis - ocenia Collins. - Żeby oszczędzać energię, powinna szybciej zdobywać punkty. Może powinna postawić na agresywniejszą grę. Niech chodzi do siatki - dodaje Amerykanin. Jego zdaniem Agnieszka przez lata może utrzymywać się w dwudziestce, ale raczej zabraknie jej amunicji, by być wyżej. Zarobi mnóstwo pieniędzy, ale sytuacja z tego sezonu, gdy doszła do dziesięciu ćwierćfinałów, ale ani razu nie była wyżej, może w dużym uproszczeniu charakteryzować jej całą karierę.

- Pierwszy rok, dwa są najłatwiejsze, bo nikt cię nie zna. Wygrywasz przez zaskoczenie i nie ma presji. Teraz Agnieszkę wszyscy znają, grają z nią lepiej - mówi Austriaczka Barbara Schett, była rakieta numer siedem na świecie, reporterka Eurosportu. - Agnieszka musi zmieniać grę, nie może wszystkich meczów grać tak samo, bo będzie przewidywalna. Może to jest problemem? - zastanawia się Schett. - Nie martwiłabym się jednak na razie. Jest młoda, ma czas oswoić się z tą sytuacją. Dajcie jej trochę spokoju - dodaje Austriaczka.

Ona też podkreśla, że serwis jest ogromnym problemem Radwańskiej. Jej zdaniem ojciec w roli trenera sprawdza się dobrze, ale może przydałby się konsultant. - W rodzinie często nie zauważasz wszystkiego, jesteś zaślepiony. Czasem dobrze jest się kogoś poradzić - mówi Schett i nie skreśla na dobre Agnieszki z dziesiątki WTA, bo... kobiecy tenis nie jest w dobrej kondycji.

- Agnieszka musi się zmieniać. Nie może ciągle grać dropszotów, bo wszyscy już wiedzą, że lubi to robić - podkreśla Sven Groenefeld, były trener Any Ivanović, konsultant w teamie Adidasa. To on doradzał Marii Kirilenko w wygranym meczu z Radwańską. Agnieszka jest nieustannie podpatrywana przez inne tenisistki i ich trenerów. Wiedzą już, że lubi grać z kontrataku, że nie można jej grać nieustannie mocnych piłek, bo ona wykorzystuje ich energię i odbija. Wiedzą, że trzeba jej zwalniać grę, mieszać różne rotacje. Dziewczyny się tego nauczyły. Zmieniają strategię. Polka jest ostatnio na korcie zbyt pasywna. - Ale to nie jest zły rok Agnieszki. Teraz dużo dziewczyn spada i wraca. Taki jest kobiecy tenis - podkreślił Holender. Serwis też nazwał piętą achillesową. W szczegóły nie chciał jednak wchodzić. - Pamiętacie Annę Czakwetadze? Nicole Vaidisovą? To są zawodniczki z pierwszej dziesiątki, które zniknęły, bo nie poradziły sobie po pierwszym sezonie w czołówce. Agnieszka moim zdaniem nie pójdzie w ich ślady. Jest bardziej zdeterminowana, lepiej rozumie tenis. Jej miejsce będzie pewnie zawsze gdzieś na pograniczu pierwszej i drugiej dziesiątki. Na pewno będzie postrachem dla wielu dziewczyn. Nikt nie lubi z nią grać - zakończył Groenefeld.

- Agnieszka nie wróci do dziesiątki? Nie słuchajcie takiego gadania - denerwuje się Piotr Woźniacki, ojciec grającej dla Danii Karoliny (WTA 8). - Agnieszka szybko wdarła się do dychy, teraz ma trochę pod górkę, ale to cały czas jest początek jej kariery. Jest trudniej, bo nie może grać w małych turniejach, ale zobaczycie, że wróci. Ćwierćfinał Wimbledonu to jest zły wynik? Jasne, że jest trudniej niż w pierwszym roku, ale przed Agnieszką dziesięć lat kariery - uważa Woźniacki. Jego zdaniem między siódmym, ósmym czy szesnastym miejscem nie ma różnicy. - Po co w ogóle patrzycie na ranking? To jest ten sam poziom - dodaje Woźniacki, który w wielu sprawach ma inną filozofię od Radwańskiego (agencje menedżerskie, konsultanci z zewnątrz), ale w sobotę bardzo go bronił. - Tenis to jest skomplikowany sport, a Piotrek naprawdę się na nim świetnie zna. Robi tylko błąd, że po meczach za często w emocjach rozmawia z prasą. Nie powinien się odzywać, powinien trzymać w głowie swoje uwagi - uważa Woźniacki. Dodaje, że konsultant czy trener w teamie Radwańskich wcale nie musi pomóc i jest koszmarnie drogi. - Kosztuje 500 euro dziennie, ale musisz go też utrzymywać na turniejach. Rocznie to ok. 100 tys. euro, a jaką masz gwarancję, że dziewczyny się z nim dogadają, że cokolwiek zmieni? My też nie mamy trenera na stałe, bo to się nie opłaca. Karolina tak naprawdę zrobiła dobre wyniki w turniejach, gdzie była sama - podkreśla Woźniacki. - Mają zatrudnić trenera dla kibiców? Dla komentatorów w Polsce? Przecież Radwańscy chcą jak najlepiej. Im najbardziej zależy na rozwoju Uli i Agnieszki. Jeśli poczują, że zatrudnienie trenera coś da, to pewnie tak zrobią. Nie można się dać zwariować. To jest ich rodzinny biznes i zarządzają nim, jak chcą. Nie można po dwóch sezonach mówić, że jest kryzys czy katastrofa. Zresztą komu Radwański w Polsce coś zawdzięcza, przed kim ma się rozliczać? - pyta Woźniacki.

Jego zdaniem krytyka, która spada na Agnieszkę, jest zbyt surowa. Wysyłanie jej na siłownię może przynieść odwrotny efekt, bo straci czucie piłki. Serwis to temat dyżurny, ale Agnieszka ma dopiero 20 lat i mnóstwo czasu na jego poprawę. Woźniacki uważa też, że nie można czepiać się Radwańskiego za niechęć do agencji menedżerskich. To, jak prowadzi interesy, jest jego prywatną sprawą. - Umowa z agencją nie zawsze jest furtką do raju. Jest mnóstwo tenisistów niezadowolonych z kontraktów. Poza tym ludzie w Polsce myślą, że Radwański to sknera, a zapominają, że przecież on ma już menedżera, któremu płaci prowizje od kilku umów. Chodzi mu więc tylko o to, że nie pasują mu ludzie z agencji - podkreśla ojciec Karoliny.

Mowa ciała Agnieszki? - Dlaczego tego nie krytykowano, gdy wygrywała? Robiła takie same miny. Wtedy porównywano to ze spokojem Lendla i Edberga. Czepianie się. Tenis to nie są miny - zakończył Woźniacki.

US Open, czyli katastrofa sióstr Radwańskich
Szarapowa pokonana przez nastolatkę - czytaj tutaj >