MŚ w kolarstwie górskim: Konwa idzie w ślady legendy

Marek Konwa to najlepiej zapowiadający się kolarz górski ostatnich lat. W piątek w mistrzostwach świata młodzieżowców do lat 23 zajął piąte miejsce.
Jeśli gdzieś nie zagubi się, jak większość dobrych kolarzy w jego wieku, ma szansę przebić Marka Galińskiego, legendę polskiego MTB. - Brawo, Marco, świetny wyścig - krzyczał do Konwy trener kadry Andrzej Piątek.

- To nie jest kolarz, to jest dzik - dziwiła się Aleksandra Dawidowicz, która sama w tej kategorii sięgnęła dwa dni wcześniej po złoty medal MŚ. - Jechało mi się świetnie. Gdyby nie upadek i defekt kierownicy, byłbym jeszcze wyżej - powiedział Konwa na mecie reporterowi Sport.pl. Za wiele nie mówił, bo natychmiast wezwano go na kontrolę antydopingową. Miał jeden z najlepszych czasów na poszczególnych rundach.

Już po przyjeździe do hotelu znakomitego wyniku gratulowali Markowi wszyscy członkowie polskiej ekipy. On sam natychmiast podzielił się wrażeniami na swojej stronie internetowej. "Wyścig ze startu wspólnego wyszedł mi świetnie, choć mam pewien niedosyt, Miałem trzy upadki, w tym jeden bardzo groźny i to w najmniej spodziewanych momentach. Wszystko pewnie przez to, że nigdy tak szybko nie zjeżdżałem. Myślałem, że już nie będę kontynuował jazdy, a jednak okazało się, że tylko obróciła mi się kierownica. Wyprostowałem ją trochę i ruszyłem dalej, a potem jeszcze zatrzymałem się w boksie, gdzie Hubert Grzebinoga poprawił mi ustawienie kierownicy dokładnie. Cały czas jechałem w czołowej grupce goniącej uciekających dwóch-trzech liderów. Po każdym upadku byłem zmuszony sam gonić tą grupkę i o dziwo mi to wychodziło. Tak mocny jeszcze nigdy w życiu się nie czułem. Na pewno miałem szansę na 4. miejsce, a jeśli chodzi o medal, to chyba raczej nie. Może przy odrobinie szczęścia wyhaczyłbym brąz? Tak ciężkiego wyścigu w sensie skupienia i techniki jazdy jeszcze nigdy w życiu nie jechałem. Nie było nawet chwili na to, żeby się napić. Ale takie jest już ściganie za granicą. Zwyciężył główny faworyt Burry Stander, drugi był Alexis Vuillermoz, trzeci - Thomas Litscher. 26. lokatę zajął Piotrek Brzózka, któremu nie jechało się dziś najlepiej. Przy okazji chciałbym podziękować całej ekipie technicznej i fizycznej za pomoc oraz wszystkim kibicom! W najbliższym czasie czekają mnie jeszcze prawdopodobnie starty w Pucharze Świata. A potem wreszcie koniec sezonu".