Sport.pl

El. MŚ 2010. Leo Beenhakker: Pierwsze czego pragnę, to zwycięstwo

Najważniejsze, żeby naszym największym wrogiem był przeciwnik, a nie my sami. Wtedy będę spokojny o wynik - mówił selekcjoner kadry podsumowując zgrupowanie w Muehlheim.
Ulatowski: To my mamy narzucić styl gry »

Robert Błoński: Jak pan oceni tych kilka dni w Niemczech?

Leo Beenhakker: Jestem zadowolony, zrobiliśmy to co trzeba. Jeszcze w środę wieczorem jakość treningu nie była taka jak oczekuję. Wystarczyło kilka indywidualnych rozmów wieczorem i było lepiej. Niektórzy chcieli dobrze, ale im się nie udawało. W takich przypadkach wskazana jest pomoc trenera. W czwartek atmosfera na zajęciach i ich poziom był jak należy. Zawodnicy pokazali dokładnie to, czego od nich oczekuję. Czuję się dobrze po tych paru dniach spędzonych tutaj.

Co w sobotę będzie najważniejsze?

- Pierwsze czego pragnę, to zwycięstwo. Wiemy jaka jest nasza sytuacja w eliminacjach. Ja i piłkarze czujemy się odpowiedzialni za wszystkie popełnione dotąd błędy. Ta odpowiedzialność to także chęć ich naprawienia i wykorzystanie kolejnych szans, które mamy. Abyśmy byli pewni, że zajmiemy jedno z dwóch czołowych miejsc, musimy zdobyć 12 punktów. Wtedy nie będziemy zależni od nikogo. Jeśli zdobędziemy tylko dziesięć, to mamy szansę, ale wtedy nie wszystko zależałoby od nas. A takiej sytuacji nie nienawidzę.

Ile ma pan wątpliwości co do pierwszej jedenastki?

- Zero. Od środy wszystko wiem, jedyne zmartwienie to zdrowie. Oby tylko wszyscy byli zdrowi.

Kto zagra na lewej obronie?

- Najpierw powiem o tym zawodnikom. Gdyby Wawrzyniak nie był zdyskwalifikowany, miejsce należałoby do niego. Teraz mam wybór między Krzynówkiem a Gancarczykiem. Jacek może tam grać, choć tego nie lubi i ja o tym wiem. Ale to piłkarz, który dostosowuje się do potrzeb zespołu. Jeśli poproszę i przekonam go, że występ na lewej obronie jest dla drużyny najlepszym rozwiązaniem, to Jacek nie zrobi z tego problemu. Poradzi sobie. Seweryn to podobny typ zawodnika. Najlepiej czuje się z piłką przy nodze. Moim zdaniem to nie jest klasyczny obrońca. To znaczy, że lepiej gra kiedy naprzeciwko siebie ma pomocnika. Wydaje mi się, że gdyby miał grać przeciwko klasowemu napastnikowi, mógłby mieć problem z odbiorem piłki lub zatrzymaniem akcji. Krzynówek jest bardziej doświadczony i dłużej zna nasz sposób gry. Ale Seweryn wywarł na mnie dobre wrażenie i dobrze wkomponował się do zespołu.

Napastnicy Paweł Brożek i Robert Lewandowski są ostatnio w słabszej formie.

- Wiem, dlatego w poniedziałek nie przywitałem ich słowami: "cześć, jesteście w wielkiej formie". Rozmawiałem z nimi, mówiłem co robią źle i jak mają to zmienić. Na zgrupowaniu mam tylko dwa sposoby, by do nich dotrzeć: poprzez trening na boisku i rozmowę. Dlatego cieszę się, że w Muhlheim mieliśmy spokój i świetne warunki do tego, aby pracować. Zobaczymy w sobotę, jakie efekty dały te treningi i rozmowy.

Jaki jest plan na sobotę?

- Od początku do końca grać po swojemu, mieć kontrolę nad tym, co się dzieje na boisku. Czasami miewamy kłopoty z koncentracją. Uwielbiam, kiedy jeszcze przed pierwszym gwizdkiem moja drużyna wysyła sygnał: "to będzie nasz mecz! Bawmy się dobrze!"

Co z Ludovikiem Obraniakiem?

- Gdybyśmy mieli grać w czwartek, musielibyśmy radzić sobie bez niego. W sobotę będzie gotowy. Został kopnięty w stopę, bolała go. Stąd nieobecność na ostatnim treningu.

Sądzi pan, że porażka i fatalny styl gdy w Belfaście nie będzie miał wpływu na postawę zawodników?

- Wychodząc na tak ważny mecz, nie można mieć w głowie złych wspomnień. Nie zmienimy wyniku z Belfastu. Piłkarz nie powinien myśleć o błędach popełnionych pół roku temu. W sobotę zagra inny zespół, w innych warunkach. Borucowi albo Żewłakowowi w ogóle potrzebne jest myślenie o tamtym meczu? Moim zdaniem nie.

Wie pan, już skąd wzięły się dwie porażki w tych eliminacjach?

- Można zastanawiać się, czy to Słowacja była tak dobra, że nas pokonała, czy to my przegraliśmy na własne życzenie. Identycznie można pytać o Belfast - to Irlandczycy nas zwyciężyli, czy my im podarowaliśmy zwycięstwo? Dokładnie wiemy, co działo się w tamtych spotkaniach. Na zgrupowaniu rozmawiałem z zawodnikami i powiedziałem, że najważniejsze będzie określenie naszego największego wroga. Czy będą to Irlandczycy i Słoweńcy, czy może my sami? Jak w tamtych meczach. Jeśli nie będziemy dla siebie najgroźniejszym rywalem, to drużyna może wiele zdziałać. Niektórzy zawodnicy oraz tzw. Eksperci wciąż nie wierzą, że jeśli tylko mocno skoncentrujemy się na meczu, dobrze nastawimy do niego, to naprawdę możemy być silni. Tymczasem wielokrotnie, z różnych względów, sami dla siebie byliśmy największym przeciwnikiem. Jeżeli zmienimy nastawienie, będziemy gotowi do dobrego wykonania naszej pracy.

Kiedy tu przyjechaliśmy, zastała nas wiadomość o tragicznym wypadku Marcina Wasilewskiego. Myślał pan wtedy o sprowadzeniu go do Chorzowa.

- Taka była pierwsza myśl, ale okazało się to niemożliwe. Chcieliśmy zaprosić "Wasyla", bo jest jednym z nas. Od trzech lat był jednym z liderów reprezentacji. Nie tylko na boisku, ale też poza nim i na zgrupowaniach. Brakuje go, ale skupiamy się na tych, których mamy.

Z jakim nastawieniem do Chorzowa przyjadą Irlandczycy?

- Mieć i wykorzystać swoje szanse. Zagrają raczej typowym dla siebie ustawieniem 4-4-2. Jeśli coś zmienią - będziemy przygotowani. Nasz rywal stara się porzucić wyspiarski styl, próbuje więcej grać w drugiej linii, utrzymać się przy piłce.

Kto będzie wykonywał rzuty wolne?

- Zależy od miejsca na boisku. Wszystko jest opracowane, z karnymi włącznie, ale najpierw powiem o tym piłkarzom, którzy w sobotę wyjdą na boisko.

Zawodnicy bardzo, ale to bardzo chcą zrewanżować się Irlandczykom. Nie mogą doczekać się tego meczu. A pan?

- Dawno nie graliśmy w piłkę, więc też stęskniłem się za futbolem. Chcemy wygrać i poprawić naszą sytuację w grupie. Ja jednak jestem bardziej cierpliwy niż oni, bo potrzebuję czasu na przygotowanie drużyny meczu. Każdy piłkarz chce pokazać, że zasługujemy na wyższe miejsce w grupie, niż czwarte, które obecnie zajmujemy.

Wiemy jak Polska zagra z Irlandią. Już tylko jedna niewiadoma