Jacek Krzynówek: Jeszcze trochę się z nami pomęczycie

Niektórzy chcieliby, żeby nam się nie powiodło. Żeby zmienić trenera, pozbyć się starszych zawodników. Czas pożegnania jeszcze nie nadszedł - mówi 33-letni obrońca reprezentacji Polski.
Przeciwko Irlandii Północnej Krzynówek zagra w kadrze po raz 95.

Robert Błoński: Znowu jako lewy obrońca?

Jacek Krzynówek: Ja składu nie znam, zobaczymy. Wszyscy znają moje mocne strony, gra w defensywie do tej pory nią nie była. Ale od kilku spotkań jest taka konieczność w reprezentacji, więc gram na obronie. Czuję się ofensywnym piłkarzem, choć ostatnio jak oglądałem mecze w telewizji to...zacząłem podpatrywać zachowanie i sposób poruszania się lewych obrońców. Ostatnie mecze, szczególnie te w RPA, nie były dobre w moim wykonaniu. Dostało mi się, ale tak to jest jak zawodnik nie gra na swojej pozycji. Lepiej się czuję na skrzydle. Pamiętam, że kiedyś trener Magath też wystawiał w Wolfsburgu na obronie. I nie za bardzo to wychodziło. Bywało, że wchodziłem w 46. minucie, w po 15 czy 20 zmieniał mnie.

Spróbuje się pan, mentalnie, przestawić do gry jako obrońca?

- Zagram tak, jak potrafię na każdej pozycji na której trener mnie wystawi. W kadrze byłem skrzydłowym, byłem cofniętym napastnikiem. To teraz mogę grać na obronie. Nie zawsze się udaje, może za mocno chcę?

W Bydgoszczy ledwo zaczął się mecz z Grecją, a pan już był na równi ze skrzydłowym, gotowy biec do przodu.

- Taki mam nawyk, całe życie grałem przede wszystkim na połowie przeciwnika. Ciężko się przyzwyczaić, ciągnie mnie do przodu. Na tej lewej obronie jest zdecydowanie większa odpowiedzialność.

Nastawienie drużyny jest teraz inne niż przed spotkaniem w Belfaście?

- Mamy teraz cztery mecze ostatniej szansy. Na początku mieliśmy pewien margines błędu i, niestety, wykorzystaliśmy go. Teraz już nie ma miejsca na wpadki. Pocieszam się tym, że jako zespół w piłkę grać umiemy, co pokazał mecz z Grecją. Chyba też lubimy być pod ścianą i grać pod wielką presją. Umiemy się mobilizować w takich chwilach.

Sami się pod ścianą postawiliście.

- To prawda. Zagraliśmy słabo w Belfaście, nawet bramki sami sobie strzelaliśmy. Nic nam się wtedy nie udawało. Teraz trzeba im się zrewanżować. Podejrzewam, że Irlandczycy zamknął się na swojej połowie i "zamurują" bramkę. Im szybciej strzelimy gola, tym będzie łatwiej.

Jest pan jednym z najstarszych zawodników. Przechodzi panu przez myśl, że w wypadku niepowodzenia to mogą być ostatnie występy w kadrze.

- Ale, jak wygramy, to nic się nie zmieni. Nie myślę negatywnie. Co niektórym uśmiecha się, żeby nam nie poszło. Wtedy możnaby podziękować starszym zawodnikom. W następnych eliminacjach nie gramy, więc zespół można budować przez dwa lata. Ja wierzę, że wygramy te cztery spotkania i niektórzy będą musieli się jeszcze z nami męczyć. Nie patrzę na te spotkania z takiej perspektywy.

Siła ofensywna kadry jest duża.

- Potencjał mamy, trzeba go wykorzystać. Jest komu kreować sytuacje i komu je wykorzystywać.

To było luźniejsze zgrupowanie niż inne?

- Nie. Różniło się tylko tym, że w środę był jeden, a nie dwa treningi. Mamy za sobą okresy przygotowawcze, niektórzy grali co trzy dni. Nie uważam, by selekcjoner nam odpuścił.

Jak pana sytuacja w Hannowerze po zmianie trenera? W ostatnich dwóch meczach był pan rezerwowym.

- Nowy trener stawia na młodzież. Chce pokazać, że mamy utalentowanych graczy młodego pokolenia. Na razie nie przejmuję się swoją przyszłością. Będę się martwił po powrocie do klubu. Mam nadzieję, że po dwóch zwycięstwach w eliminacjach. Mecz z Grecją był pierwszym w kierunku odrodzenia reprezentacji.

Mamy coś do udowodnienia - mówi Jakub Błaszczykowski »