I liga. Widzew padł w Ząbkach

- Wywalczyliśmy ekstraklasę i gramy w Ząbkach - ironizowali piłkarze Widzewa Łódź. Po czym przegrali z Dolcanem.
Po decyzji Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który w ubiegłym tygodniu przekazał sprawę korupcji Widzewa do ponownego rozpatrzenia, drużyna z Łodzi formalnie powinna grać w ekstraklasie, którą wywalczyła w ubiegłym sezonie. Ale nie gra, bo zarząd PZPN nie ma zamiaru przywracać jej do ekstraklasy, na razie tłumacząc się koniecznością czekania na uzasadnienie orzeczenia trybunału. Zresztą finał tej sprawy piłkarze Widzewa już chyba znają. - Staramy się być poza tym, co dzieje się wokół klubu, bo inaczej to nie miałoby sensu - mówi napastnik Przemysław Oziębała. - We wtorek zapadł korzystny dla nas wyrok i co? I gramy w Ząbkach.

Widzewiacy mają prawo być wściekli. W ubiegłym sezonie byli bezkonkurencyjni w pierwszej lidze, liczyli, że teraz będą rywalizować z najlepszymi w Polsce, na coraz nowocześniejszych stadionach i na dobrych boiskach. Marcin Robak, Piotr Kuklis, Łukasz Broź i pewnie kilku innych graczy cały czas marzy o reprezentacji Polski. Z Ząbek (gdzie w sobotę padł rekord frekwencji - 2100 widzów) raczej do niej nie trafią. - Gra na takich boiskach nie jest szczytem naszych marzeń. Ale co mamy zrobić? - pyta Kuklis.

Broź: - Wiem, że ktoś może sobie pomyśleć, że to głupie tłumaczenie, ale to naprawdę nie jest bez znaczenia, że na każdym stadionie gra się inną piłką, bo liga nie ma jednej. A boiska? To w Ząbkach było grząskie, krótkie. My przez cały mecz atakowaliśmy, gospodarze się bronili. Myśleliśmy, że mamy to już za sobą, bo już raz wywalczyliśmy ekstraklasę.

Jedynego gola zdobył w 25. min Maciej Tataj, który wykorzystał błąd widzewiaków w obronie. Ale bohaterem meczu był bramkarz Rafał Misztal, który przynajmniej sześć razy uratował Dolcan przed stratą bramki.

W pierwszej lidze tempa nie zwalnia Flota Świnoujście, która nie przegrała jeszcze meczu, a w piątek pokonała w Pruszkowie Znicz. To właśnie drużyna Petra Nemca jest liderem.