Dlaczego Duszan Radolsky ceni polską ligę

Duszan Radolsky znów pracuje w naszej ekstraklasie. Po Groclinie Grodzisk Wielkopolski i Ruchu Chorzów przyszedł czas na Polonię Warszawa. Co jednego z najlepszych słowackich trenerów ciągnie do polskiej ligi?
58-letni Radolsky jest wspominany w naszym kraju głównie z powodu pucharowych zwycięstw nad Herthą Berlin i Manchesterem City, do których poprowadził drużynę z Grodziska. Mało kto pamięta, że Zbigniew Drzymała, ówczesny właściciel klubu z Wielkopolski, wypatrzył Słowaka podczas zgrupowania na Cyprze, gdy jego Slovan Bratysława rozegrał sparing z Groclinem.

Powrót do Polski zbiegł się z meczem z Ruchem - byłym klubem Słowaka. - Przed meczem ucięliśmy sobie miłą pogawędkę. Spytałem: "Dlaczego pan wrócił?". Zażartował: "Co mam zrobić skoro mnie tak w Polsce kochacie" - opowiadał Grzegorz Baran, pomocnik niebieskich.

Słowak ceni polską ligę. Kiedyś zdradził "Gazecie", że w naszym kraju większe zainteresowanie towarzyszy sparingom niż niektórym meczom ligowym na Słowacji. - Wszędzie kręcą się dziennikarze. Człowiek ciągle pracuje pod presją, także kibiców. Ale ja to właśnie lubię. Czy nie o to powinno chodzić w tej pracy? - pytał. Na zrelaksowanego wyglądał nawet po porażce na Cichej. - Brakowało mi tej atmosfery - uśmiechał się.

Radolsky w specjalnym dzienniku każdego dnia odnotowuje, jaką pracę wykonali jego piłkarze, a trwa to już ponad 20 lat. Skąd taka dbałość o szczegóły? - Zanim zająłem się profesjonalnie piłką, byłem przez kilka lat projektantem konstrukcji stalowych. Tam każdy milimetr jest ważny - mówi. W rodzinnym domu w Trnavie kroniki Radolskiego stoją na specjalnej półce. - Ale tylko te najważniejsze. Wiele zeszytów mam też w pudłach w piwnicy - dodaje. Jego własne notatki uzupełniają liczne wycinki z gazet i specjalistyczne opracowania statystyczne. - Oceniam wszystko: piłkarzy, rywala, sędziów, stan boiska - wylicza. Słowak ma szczegółowo rozpisany każdy trening! - Wystarczy otworzyć zeszyt i już wiem, kto co robił w... poprzedni piątek. Nikt mnie nie oszuka. Ile ja już zakładów dzięki tym notatkom wygrałem - śmieje się. Radolsky opracował własny system ocen: skala od 1 do 5. Jedynka to katastrofa, piątka - wyśmienicie. - Wydaje mi się, że z czasem stałem się bardziej wymagający. Lata gry o najwyższe cele, rywalizacja na olimpiadzie. To wszystko zmieniło moje patrzenie na futbol. Rzadko daję piątki - wyjaśnia. Swoich notatek nie udostępnia innym trenerom. - A kto by się w tym połapał? Zresztą to jest moja prywatna sprawa - dodaje. Słowak znany jest również z celnych sentencji, którymi motywuje swoich zawodników do walki. Gdy Radolsky zaczyna pisać kolejny dziennik, nigdy nie zastanawia się, ile zapełni stron. - Taki już jest zawód trenera. Prawą ręką podpisuję kontrakt, a w lewej już trzymam walizkę - kończy.

Za świetną grą Ruchu stoi Andrzej Niedzielan >