Rugby. Puchar Trzech Narodów. Hańba Australii?

Hańbą Australijczyków może zakończyć się najbardziej prestiżowy na półkuli południowej turniej w rugby. Cztery mecze, cztery porażki - tak źle z dwukrotnymi mistrzami globu nie było od 2005 roku - specjalna korespondencja Przemysława Iwańczyka dla Sport.pl z Australii.
Puchar Trzech Narodów to dla Australijczyków sprawa życia i śmierci. Sydney, Melbourne, Brisbane, czy niezbyt zaludniona Canberra wyglądały w sobotę wieczorem jak położona na południu kraju Wielka Pustynia Wiktorii - na ulicach nie było żywego ducha. Sercem Australii na dwie godziny stało się zachodnie wybrzeże. Konkretnie Perth, w którym miała odwrócić się karta gigantów grających pod szyldem "Wallabies".

Parma Wallaby - od tego zwierzątka pochodzi przydomek reprezentacji australijskich rugbistów - to nieco mniejsza odmiana kangura. Ich rywale, południowoafrykańskie "Antylopy", wcale nie wyglądały jak antylopy. To było starcie maleńkich kangurków ze słoniem.

Reprezentacja RPA, aktualni mistrzowie świata, którzy jako jedyni obok Australii właśnie dwa razy sięgnęli po to trofeum, byli bezlitośni. Nim kibice na stadionie przełknęli pierwszy łyk piwa, ich zawodnicy już stali pod pręgierzem, czekając na kolejne razy. Seria głupich błędów, a w konsekwencji rzutów karnych i kopów na bramkę, dały gościom prowadzenie 15:0. Nie wie ten, kto nie był w Australii, jaki to policzek dla miejscowych. Bo nie leżąca po sąsiedzku Nowa Zelandia, ale właśnie RPA to wróg nr 1.

Mniejsza o przebieg meczu - skończyło się 25:32 i była to czwarta porażka Australii w tegorocznej edycji Tri Nations Cup. Ważniejsze było to, jaką histerią zareagowali na to kibice. Dziennikarze też, bo w niedzielnych gazetach nikt nie pisze, że była to przegrana różnicą ledwie siedmiu punktów (w jednej akcji można zdobyć właśnie siedem). Zastanawiano się tylko, jak uratować resztki honoru w dwóch ostatnich meczach - jeszcze raz u siebie z RPA za tydzień i na wyjeździe z Nową Zelandią.

Spacerując w środku tygodnia ulicami Canberry spotkałem Andrewa Clarka, pracownika australijskiej federacji, trenera grup młodzieżowych w Brumbies, jednego z czterech najsilniejszych zespołów w całej Australii. Oprowadził mnie po swoim klubie, wszedł do magazynu, podarował koszulkę reprezentacji i poprosił: - Kibicuj nam w sobotę przeciwko RPA, bo zdaje się tylko to nam zostało. Gramy fatalnie.

Podziękowałem, umówiliśmy się wstępnie na wywiad, jak to (wielkie rugby) się robi w Australii. Miałem zadzwonić w poniedziałek, ale zdaje się, że odwołam spotkanie. Clark może nie być w humorze.

Inne korespondencje z Australii na blogu iwanczyk.blox.pl