Lech Poznań gra z Brugge o milion euro. Belgowie się maskują

Ostatnia polska drużyna walczy w czwartek wieczorem o awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Po zwycięstwie 1:0 we Wronkach Lech Poznań jest faworytem meczu z FC Brugge. Początek o godz. 20.30. Transmisja w Polsacie, relacja Z Czuba i na żywo tylko w Sport.pl.
Jeśli Lech nie da rady Brugii, jeszcze przed końcem wakacji w europejskich pucharach nie będzie żadnej polskiej drużyny. Wcześniej odpadły Wisła, Legia i Polonia. Za awans UEFA zapłaci zdobywcy Pucharu Polski milion euro.

Zaliczki z pierwszego spotkania lechici będą bronić bez Sławomira Peszki, który po strzeleniu gola we Wronkach tak się cieszył, że sędzia pokazał mu żółtą kartkę - drugą w rozgrywkach.

- Po meczu będę mógł powiedzieć, ile procent zespół stracił bez Sławka. Na pewno ubył nam duży atut w ofensywie. Szkoda, bo Sławek jest w dobrej dyspozycji. Szanse na awans są 51 do 49 na naszą korzyść. Brugia musi się wysilić, by zniwelować stratę. My na pewno się nie okopiemy i nie ustawimy trzech rzędów zasieków. Będziemy grali w piłkę, a nie wybijali ją na oślep. Zagramy inaczej niż we Wronkach. I nie na 0:0. Nie możemy się nastawić na obronę wyniku - mówi trener Jacek Zieliński.

- Kluczem naszej przewagi we Wronkach było utrzymywanie się przy piłce i aktywna gra reszty zespołu bez piłki. To nasz priorytet także w rewanżu - mówił holenderski trener Belgów Adrie Koster przed środowym treningiem.

Mecz jest ważny dla FC Brugge, więc nie było mowy o otwarciu treningu na dłużej niż przepisowe 15 minut. Trener Koster przeprowadził zajęcia daleko od głównego stadionu, za boiskami, na których trenują, a właściwie cudownie bawią się piłką szkraby w koszulkach FC Brugge, na skraju terenów należących do klubu. Tam boiska są starannie otoczone wysokim płotem i jeszcze przysłonięte drzewami, by zamkniętego treningu nie można było dostrzec z korony stadionu im. Jana Breydela.

Zdaniem belgijskich dziennikarzy na boisko wybiegnie ta sama jedenastka co tydzień temu we Wronkach. Z Marokańczykiem Nabilem Dirarem, który doszedł do siebie po kontuzji i w ostatnim meczu z KV Kortrijk już wystąpił. Na treningu nie był oszczędzany. Od marokańskiego piłkarza zależy jakość gry FC Brugge.

Nim trening zamknięto, można było zobaczyć, jaką wagę trener Koster przykłada do gry bez piłki. Ćwiczono zwody, mijanie manekinów, wychodzenie na pozycję, zmiany kierunku. Lecha raz jeszcze czeka spotkanie z armią ruchliwych, pracowitych belgijskich mrówek.

- Musimy być przygotowani na wszystko. Mamy 90 minut, by zdobyć gola i zostać w grze. Niby wydaje się to łatwe, ale łatwo nie będzie - mówił trener Adrie Koster.

Belgowie widzieli porażkę Lecha z Cracovią w lidze, ale trener FC Brugge twierdzi, że nawet do głowy mu nie przyszło, by wyciągać z tego spotkania daleko idące wnioski.

- Dziś zobaczymy innego Lecha. Porażka nie wpłynie na jego grę w LE - powiedział Koster.

Lech zagra w Brugii z tylko jedną zmianą w porównaniu z pierwszym meczem. Zamiast Peszki na prawej stronie pomocy zagra Marcin Kikut. To oznacza, że prawym obrońcą zostanie Dmitrije Injac grający zwykle jako środkowy pomocnik. - Injac na pewno bardziej przydaje się w środku pola, ale jest zawodnikiem bardzo wszechstronnym i na pewno sobie poradzi. Mam niewielkie pole manewru na prawej stronie [kontuzję wciąż leczy Grzegorz Wojtkowiak] - mówi trener Zieliński.

Ben, kibic Brugii, jest mocno zaniepokojony. - Liczę na 2:0, choć 1:0 wydaje się bardziej prawdopodobne. Kilka lat temu wywalczyliśmy awans do Ligi Mistrzów po karnych z Borussią Dortmund. Powtórka będzie mile widziana. Jeśli jednak stracimy bramkę, będzie po nas - kończy Ben.

Składy:

FC Brugge: Stijnen - Vermeulen, Simaeys, Alcaraz, Klukowski - Geraerts, Odjidja-Ofoe, Dirar, Blondel - Vargas - Akpala.

Lech: Kasprzik - Injac, Arboleda, Bosacki, Gancarczyk - Kikut, Bandrowski, Silić, Wilk - Lewandowski, Rengifo.

Umrę przed telewizorem - mówi Sławomir Peszko »