Gołota kocha Adamka, Adamek ewangelicznie miłuje Gołotę

Tomasz Adamek - Andrzej Gołota. Pierwsze spotkanie twarzą w twarz bokserów odbyło się w restauracji. Byli w ringu, ale obyło się bez ofiar
Do prawdziwego pojedynku dojdzie w Łodzi 24 października, w najnowocześniejszej hali na 15 tysięcy widzów. Albo stanie się sceną polskiej walki stulecia, albo największą sceną kabaretową w Polsce. Gdyby uznać wczorajszą konferencję prasową w barze Champions za rodzaj próby, dzięki klaunującemu Gołocie większa szansa jest jednak na kabaret.

Gołota: Adamek zaprosił mnie do tańca, nie mogłem odmówić...
Czy wy z Adamkiem prywatnie lubicie się, odzywacie się do siebie nawzajem?

- Ja go kocham! - wykrzykuje Gołota.

Właściwie dlaczego pan przystał na walkę z Adamkiem?

- Prośbie do tańca nie mogłem odmówić. On jest szybki. Szybki jak błyskawica. Prawdziwy Thunder.

A pan jak się czuje na dwa miesiące przed tą walką?

- Cięższy. Cięższy.

Pana forma psychiczna?

- Tragedia, tragedia. Po tej podróży samolotem...

Ale chodzi o to, czy w pojedynku z Adamkiem będzie pan Gołotą z walki z Bowe'em, czy z Brewsterem?

- Ty się pocisz, wiesz, kolego...

Bowe został przez Gołotę dwukrotnie pobity w 1996 r., ale walki zostały przegrane z powodu dyskwalifikacji. Pojedynek z Brewsterem to najszybsza porażka w walce o tytuł wagi ciężkiej w 200-letniej historii boksu. Niewykluczone, że dotychczasowym rekordzistą też był Gołota - w pojedynku z Lennoksem Lewisem. Pod tym względem zresztą rekordy Gołoty są mocno wyśrubowane.

Jedyne poważne zdanie, jakie wczoraj można było usłyszeć, to: "Chcę pokazać, że umiem jeszcze boksować".

Mimo wcześniejszych przygód w ringu na lotnisku Okęcie, gdzie nadciągnął wczoraj z USA samolotem, czyhało na Gołotę dziesiątki kamer i fotoreporterów. Jeszcze większe tłumy opadły go w Champions, potwierdzając wyniki zagranicznych sondaży sprzed dziesięciu lat na najbardziej popularnych Polaków, wówczas zdumiewające, wręcz niewiarygodne, w których Gołota lądował co prawda za Janem Pawłem II, ale przed Lechem Wałęsą.

Kopernik, Miłosz, Maria Skłodowska-Curie byli bez szans.

Adamek: pojedynek z Gołotą będzie walką stulecia w Polsce


Mając świadomość popularności Gołoty, telewizja Polsat zamierza pobić rekord oglądalności, jaki zanotowała w jego walce z Timem Witherspoonem we Wrocławiu. W 1998 r. pojedynek oglądało 11 mln widzów. Polsat jednak nie przytacza danych z drugiej walki Gołoty w Polsce - z Quinnem Navarre. Było bardzo daleko od hitu, choć Polak w pięknym stylu znokautował Amerykanina w szóstej rundzie.

Adamek nie jest showmanem, jest rzemieślnikiem, mówi, że boks to jego zawód. Kiedy Gołota zadeklarował miłość do Adamka, ten odpowiedział: - Ja Andrzeja nie kocham, bo jestem mężczyzną. Jako katolik kocham go miłością Ewangelii.

A potem wyciągnął do Gołoty rękę i uścisnął.

No, tak to się walki bokserskiej nie sprzedaje!

Może się więc okazać, że w dalszych odcinkach kabaret nie będzie już tak śmieszny i w tym wydarzeniu trzeba będzie mimo przeciwności poszukać sportu.

Sportowo więcej atutów ma Adamek, mistrz świata wersji juniorciężkiej, który po prostu nie może przegrać, mając w perspektywie milionowe starcie z legendą - Bernardem Hopkinsem - o tytuł wagi juniorciężkiej (być może styczeń, Newark).

Minusem Adamka jest mniejsza waga - Gołota to obecnie około 118 kg, przeciwnik 20 kg mniej. Pozostałe atuty należą do młodszego o niemal dziesięć lat Adamka, zwłaszcza szybkość i brak poważnych urazów z przeszłości.

Bo, choć wciąż biją się na ringu starsi od Gołoty, w jego sytuacji liczy się przebieg, a nie rocznik. 41-letni pięściarz - znakomity technik, zawsze świetnie przygotowany kondycyjnie i siłowo - przeboksował w życiu tyle rund co Adamek, ale niemal wszystkie walki, nawet te najkrótsze, musiał ciężko odchorować.

Szczególnie doskwierało Gołocie kolano - podobno przyczyna porażki z Lewisem. Potem długo walczył z kontuzją dłoni, a nie trzeba mówić, co znaczy pięść dla pięściarza. W walce z Mikiem Tysonem doznał bolesnych urazów ucha, szyi, szczęki. Przez lata zgubił gdzieś lewy prosty - znakomitą broń w przytaczanych już walkach z Bowe'em. Po bolesnej kontuzji w ostatnim pojedynku z Rayem Austinem, lewego prostego zapewne nie będzie w ogóle.

- Nie ma takiej możliwości, aby Gołota nie przystąpił do pojedynku - powiedział "Gazecie" szef sportu w Polsacie Marian Kmita, łatwo niszcząc scenariusz o wycofaniu się z powodu kontuzji wrażliwego kolana, operowanego łokcia, rozbitej pięści. - Znacie Andrzeja. Jego ciężko zmusić do czegokolwiek, a jednak przyjechał tutaj. Bardzo mu zależy na tej walce - dokończył Kmita.



Gołota dostał od Adamka czytaj zaproszenie na "bal" »