Szczęśliwy człowiek Roger Federer

Roger Federer miał być słabszy, bo pobił już wszystkie rekordy, a niedawno urodziły mu się dzieci. Jest dokładnie na odwrót. - Jestem szczęśliwym człowiekiem, dlatego gram tak dobrze - tłumaczy Szwajcar, który właśnie wygrał w Cincinnati
- Federer nie ma szans w US Open. Za dużo w tym roku przeszedł. Najpierw pierwszy raz wygrał w Paryżu, potem odzyskał koronę Wimbledonu, a teraz jeszcze musi zmieniać pieluchy. Nie wytrzyma - drwił niedawno John McEnroe, przekreślając szanse 28-letniego Federera na triumf w Nowym Jorku.

Szwajcar, numer jeden na świecie, pojechał na turnieje poprzedzające ostatniego w roku Szlema po ponad miesięcznej przerwie. Zabrał żonę i kilkutygodniowe bliźniaczki - Charlene i Mylę. Jeden z rywali żartował, że szansa na pokonanie Federera opiera się teraz na jego nieprzespanych nocach. Jeśli córki będą płakać, pojawi się szansa na zwycięstwo.

W Montrealu udało się to w ćwierćfinale Francuzowi Jo-Wilfriedowi Tsondze, ale w zakończonym w niedzielę Cincinnati Federer nie miał już konkurencji. Wygrał 61. turniej w karierze i 16. imprezę z serii Masters. Więcej triumfów w tym cyklu ma jedynie Andre Agassi (17).

W półfinale po raz pierwszy od roku Federer pokonał Andy'ego Murraya. To wielki wynik, bo Szkot stał się ostatnio zmorą Szwajcara. Wygrywał z nim, jak i gdzie chciał - w Madrycie, Szanghaju, Dausze, Abu Zabi, Indian Wells. Pięć razy z rzędu! Niektórzy wieszczyli już, że 22-letni Szkot, który od tygodnia jest numerem dwa na świecie, niebawem zdetronizuje Federera. W Cincinnati król pokazał jednak, że wciąż rządzi. W finale utarł nos innemu młodemu gniewnemu - Novakovi Djokoviciowi. 22-letni Serb też nie przegrał jeszcze z Federerem w tym sezonie, ale tym razem nie miał szans.

Eksperci podkreślają bowiem, że Federer znów bardzo pewnie serwuje, nie pali się psychicznie, popełnia mało błędów. Gra jak za najlepszych czasów. Krajobraz po Cincinnati przypomina nawet trochę lata 2006-07. Federer wygrywał wtedy właściwie ze wszystkimi za wyjątkiem Rafaela Nadala. Ale jeśli dołożyć do tego słabszą postawę Hiszpana, którego kolana wciąż trzeszczą po kontuzji (przegrał w Cincinnati z Djokoviciem), Federer wydaje się teraz w jeszcze lepszej sytuacji.

Bukmacherzy płacą za jego zwycięstwo w US Open jedynie 2,25 dol. za jednego postawionego. Dalej są Murray (3,75), Nadal (6), Argentyńczyk Juan Martin Del Potro (8,5), Djoković (9) i Andy Roddick (11). Amerykanin, który w finale Wimbledonu był bardzo bliski wygranej z Federerem, niespodziewanie przegrał w ostatnim teście przed US Open w II rundzie.

Nowy Jork to dla Federera miejsce szczególne. W tym roku będzie walczył o szóste zwycięstwo, co byłoby rekordem ery open, czyli po 1968 r., gdy tenis stał się zawodowym sportem. Poza Federerem pięć razy US Open wygrywali jedynie Pete Sampras i Jimmy Connors. Szwajcar chce też dalej śrubować rekord zwycięstw w Szlemie. Na razie ma ich 15.

- Cincinnati ma dla mnie specjalne znaczenie, bo wygrałem po raz pierwszy jako ojciec. Jestem w dobrej formie, bo ostatnio dużo trenowałem, ale tak naprawdę to czuję się po prostu szczęśliwym człowiekiem. Mam wspaniałą rodzinę i robię w życiu to, co lubię najbardziej - powiedział Szwajcar.

John McEnroe na razie nie komentował wyników tatusia Federera.

Radwańska po mękach w II rundzie New Haven- czytaj tutaj »