MŚ "Smoczych Łodzi": Chińska tradycja i waleczni Polacy

Pod koniec sierpnia do miejscowości Raeice nieopodal Pragi zjedzie się ponad 3000 osób z 25 państw świata. Wezmą oni udział w Mistrzostwach Świata "Smoczych Łodzi" - tradycja wyścigów sięga starożytnych Chin. W tym roku polska ekipa będzie bardzo liczna.
Smocze Łodzie przypominają kajaki, są jednak specjalnie malowane i pływają z doczepionymi smoczymi łbami i ogonami. Widok mknących po torze regatowym kolorowych i ozdobionych łodzi robi wrażenie. Polacy od dawna pasjonują się takimi wyścigami (do Czech jedzie ekipa licząca 176 osób), ale brak sponsorów sprawia, że trudno jest nam przebić się do światowej czołówki.

- Kiedy ludzie są zamknięci w biurach, to kontakt z naturą jest dla nich bardzo przyjemny. Zamiast dusić się w czterech ścianach, można poczuć przyrodę - zachwala Sławomir Borucki, który kiedyś wiosłował a obecnie jest kierownikiem polskiej reprezentacji. Zakup "Smoczej Łodzi" to wydatek około 20 tysięcy złotych, ale organizatorzy mistrzostw świata gwarantują sprzęt wszystkim ekipom. Żeby startować trzeba opłacać składki i zapewnić sobie transport oraz zakwaterowanie. Ścigają się wszyscy - młodzi chcący robić w tym sporcie karierę zawodową (szczególnie na zachodzie) i weterani, którzy traktują starty bardziej w kategoriach pasji.

- Charakter tego sportu jest kajakowy, to coś dla ludzi lubiących ekstremalny wysiłek, a także potrafiących i chcących dopasować się do grupy - mówi Borucki. Podczas zawodów wiosłuje 20 osób, nad wszystkim czuwa sternik, ale jest też bębniarz. Rola tego ostatniego jest czysto ceremonialna - to kolejny hołd składany chińskiej tradycji.

W Polsce wyścigi "Smoczych Łodzi" są jeszcze stosunkowo mało popularne, ale w Niemczech kluby działają w pełni profesjonalnie, mają sponsorów, regularnie startują też w międzynarodowych zawodach, a kibicują im tłumy. W Chinach czy Singapurze zainteresowanie ze względu na historię i związek z tradycją jest wręcz masowe. W naszym kraju najprężniej działają kluby w Malborku i Gdańsku, tam zmagania wioślarzy obserwuje też najwięcej kibiców, ale są to głównie turyści zaciekawieni "dziwnymi" kajakami.

Światowa federacja tego sportu od wielu lat stara się o wpisanie wyścigów "Smoczych Łodzi" na listę sportów olimpijskich. Zawodnicy rywalizują w różnych grupach wiekowych, coraz więcej jest młodzieży, którą pociąga nietypowy charakter łodzi, odróżniających je od zwykłych, szarych i nudnych kajaków. Przed dyscypliną, która ma starożytne korzenie otwarta jest więc świetlana przyszłość.