US Open wygra jakiś Andy

- Andy Roddick albo Andy Murray - mówi John McEnroe. Amerykanin nie daje szans Rogerowi Federerowi i Rafaelowi Nadalowi na triumf w Nowym Jorku
US Open, ostatni w roku turniej wielkoszlemowy, zaczyna się 31 sierpnia. - Nie wierzę, że Federer zdoła zwyciężyć po raz szósty. W tym roku za dużo przeszedł - mówi McEnroe, czterokrotny triumfator US Open. - Najpierw niespodziewanie zdobył tytuł w Paryżu, potem odzyskał koronę w Wimbledonie, niedawno urodziły mu się dzieci. To za dużo, by utrzymać formę i koncentrację - podkreśla Amerykanin. Federer odpadł w poprzednim tygodniu w Montrealu z Francuzem Jo-Wilfriedem Tsongą. Teraz gra w Cincinnati. Na amerykańskie tournée zabrał żonę i kilkutygodniowe bliźniaczki. Grę w tenisa godzi z nocnymi dyżurami przy dzieciach i zmianą pieluch.

Zdaniem McEnroe'a, który będzie komentował mecze w ESPN, szans na zwycięstwo nie ma też Rafael Nadal. Hiszpan nie doszedł do siebie po kontuzji kolan. W Montrealu odpadł w ćwierćfinale, a w Cincinnati na razie wygrywa, ale sam przyznaje, że do dawnej formy jeszcze daleko.

McEnroe stawia na swojego rodaka Andy'ego Roddicka lub Szkota Andy'ego Murraya. - Roddick jest w życiowej formie, nigdy nie widziałem, by grał tak dobrze. Murray też spisuje się znakomicie - stwierdził 50-letni Amerykanin. Roddick błysnął na Wimbledonie, gdzie zdaniem wielu ekspertów powinien wygrać finał z Federerem. Mimo niedawnej wpadki w II rundzie w Cincinnati sam podkreśla, że czuje się piekielnie mocny. Murray też jest w genialnej formie. W niedzielę triumfował w Montrealu, a w Cincinnati ostrzy sobie zęby na Federera, z którym może zagrać w półfinale. Szkot od poniedziałku jest też nowym numerem dwa na świecie. Wyprzedził Nadala na liście ATP.

Turniej WTA w Toronto - Radwańska odpadła w deblu  »