Sport.pl

Berlin 2009: Płciowy skandal na mistrzostwach świata

Potwierdziły się wczorajsze pogłoski o tym, że IAAF postanowił sprawdzić płeć Caster Semenyi, która w środę w wielkim stylu zdobyła złoto na 800 metrów, ale zwróciła na siebie uwagę męską posturą, sposobem biegania i zarostem. Na wyniki badań możemy czekać do kilku tygodni, ale jak twierdzi trener Caster, wystarczy zapytać jej berlińskich współlokatorów.


IS SHE a he - to jedno z najczęściej zadawanych dziś pytań przez dziennikarzy relacjonujących mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Sprawę płci rewelacyjnej, acz wyglądającej dość atletycznie, biegaczki postanowiła nawet sprawdzić IAAF. A sprawa jest delikatna, bo dotyczy świetnej niespełna dziewiętnastoletniej biegaczki, która zdeklasowała w środowy wieczór rywalki, mimo że jeszcze rok wcześniej nikt o niej nie słyszał. -

Normalne w takich przypadkach są podejrzenia o doping, ze względu jednak na, ekhm, oryginalną urodę Afrykanki, dochodzenia IAAF skupiło się na jej płci, o czym możesz przeczytać również Na Z czuba.pl »

Decyzja lekkoatletycznych władz wywołała burzę i to nie tylko w jej rodzinnej Republice Południowej Afryki. Jak się okazuje, bowiem wystarczy odbiegać urodą od ogólnie przyjętych standardów (wyznaczyła je lalka Barbie), by być podejrzanym o "męskość".

Cytowany przez Z czuba.pl rzecznik IAAF Nick Davies, który przed finałem 800 metrów powiedział, że nie ma żadnych powodów, żeby zabronić startu Caster, teraz dyplomatycznie wyjaśnia, że nie chodzi tu o wygląd a o... zdrowie. - Ona nic złego nie zrobiła - przekonuje Davis. - Po prostu musimy pilnować aby przestrzegane były przepisy. Podchodzimy do niej z troską, nie chcemy żeby było to coś upokarzającego.

Co innego twierdzą eksperci, zawodnicy i kibice. Pierwszy głos w obronie płci Sameny zabrał Michael Same, jej trener. - Ludzie mają prawo zadawać takie pytania kiedy mają wątpliwości. Ale mogę wam dać numery telefonów do jej współlokatorek w Berlinie. Były z nią pod prysznicem i widziały, że nie ma nic do ukrycia - przekonuje.

O jej "kobiecości" zapewnia też matka mistrzyni. Dorcus Semenya - Nie martwię się o rezultaty badania - powiedziała brytyjskiemu Telegraph - Wiem kim jest moja córka i nikt tego nie zmieni.

Ona też relacjonuje South Africa's Times rozmowę z córką, która załamana mówiła o upokarzających zarzutach i o tym jak trudne chwile przeżywa młoda mistrzyni. - Ludzie muszą przestać ją upokarzać I nazywać mężczyzną. My jesteśmy z niej dumni - dodaje dla Telegraph siostra złotej medalistki z Berlina, Nkele.

Mistrzostwa też na twitterze Leniarskiego  »

Jak skończy się ten spektakl? Nikt nie chce przesądzać. Komentatorzy są jednak zgodni. Gdyby okazało się, że Semenya jest, jedynie "męskiej urody", kobietą znów rozgorzeje dyskusja nad tym gdzie są granice prywatności sportowców. A jeśli podejrzenia okażą się prawdą wybuchnie skandal. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni.

Pierwszy miał miejsce już w 1932 podczas Igrzysk Olimpijski w Los Angeles i to z udziałem Polaka. Wówczas to Stella Walsh (ur. Stanisław Walasiewicz) zdobyła złoto na 100 m. Prawda wyszła na jaw po tym jak "zawodniczka" została zabita w

w centrum handlowym w Cleveland. Kolejne w 1936 roku w Berlinie, gdy to Niemiec Hermann Ratjen przebrany za kobietę, Dorę Ratjen, startował w skoku wzwyż.

Możliwość sprawdzania płci została wprowadzona w 1968 r. Dzięki temu ujawniono kilka przypadków "zmiany płci". W 2003 roku komisja zezwoliła na start zawodnikom i zawodniczkom, którzy dokonali operacji "przeistoczenia" przed osiągnięciem dojrzałości.

O zarzutach wobec zawodniczki - czytaj tutaj »