Berlin 2009. Piotr Małachowski będzie walczył o medal

Wicemistrz olimpijski Piotr Małachowski ma niewielkie szanse na medal w rzucie dyskiem, ale przecież Jelena Isinbajewa też miała zdobyć złoto.
Małachowski będzie startować z Isinbajewą dysku, z Boltem dysku, czyli Estończykiem Gerdem Kanterem, który od roku nie przegrał konkursu, wygrywając dotąd 28 razy.

Ktoś może powiedzieć, że tamci pobili rekordy świata, a Kanter nie, ale to tylko część prawdy. Być może nie zrobił tego dlatego, że rekord w rzucie dyskiem pobić jest chyba trudniej nawet niż w sprincie. Wystarczy powiedzieć, że posiadaczem rekordu jest Jurgen Schult i że dokonał sztuki w Neubrandenburgu w 1986 roku.

Gwoli wyjaśnienia, na setkę ówczesne brojlery zza Odry nie biegały, badania wykazały widocznie, że enerdowscy mężczyźni i tak nie mają szans, więc szkoda zachodu. Zaś skok o tyczce kobiet jeszcze wtedy nie istniał na mistrzowskich imprezach, więc i tu ambitne państwo Ericha Honeckera i laboratorium w Kreischa nie inwestowało potencjału biochemików, rzucając siły na inne odcinki.

Kanter nie jest zbytnio lubiany przez kolegów, ale ma styl. Po zdobyciu złotego medalu olimpijskiego na życzenie "New York Timesa" rzucał różnymi przedmiotami na odległość. Największą - 50 m - osiągnął ciskając 400 gramową puszką sardynek, najgorzej poszło z rybą. 20 metrów, ale Kanter się bronił mówiąc, że była nieświeża.

Tym razem Estończyk będzie rzucał dyskiem i to źle rokuje dla rywali. Zaraz po eliminacjach, w których bez wysiłku machnął 66,73 metrów i był drugi, powiedział: - Kto stanie na podium, wydaje się już jasne. Robert Harting i Virgilijus Alekna udowodnili w eliminacjach, że są w dobrej formie. Otwarta pozostaje tylko kwestia podziału medali. Małachowskiego na tej shortliście Kantera nie ma.

Rekordzista Polski (68,75 m) nie jest w stanie przekroczyć 70 metrów, a tyle trzeba będzie rzucić, aby zdobyć złoty medal. - Nie zdziwię się, jeśli dyskoboli, którzy osiągną około 70 m będzie więcej - powiedział wicemistrz olimpijski. - To jest dla mnie w tej chwili nieosiągalne.

Kanter w 2006 roku miał konkurs w którym przekroczył 70 metrów cztery razy, przy czym osiągnął trzeci wynik w historii.

Jeszcze niedawno Małachowski w ogóle zastanawiał się, czy przyjechać do Berlina. Naderwał więzadła w palcu wskazującym prawej dłoni i nie jest to wymówka. Palec ten nadaje dyskowi rotacji, dzięki czemu lot przyrządu jest stabilny. Kontuzja spowodowała, że w procesie treningowym zabrakło kilkuset rzutów dyskiem. Małachowski posiłkował się na zajęciach metalową kulką, ale oczywiście to nie to samo, nie wiem, czy nie lepsza byłaby jednak puszka skumbrii w tomacie na sposób Kantera. - Mam braki techniczne, rzuty są niestabilne. Jak mam być ósmy, to może lepiej w ogóle nie jechać - zastanawiał się na dwa tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw w stolicy Niemiec.

W końcu jednak zaryzykował, odkładając nieunikniona operację dłoni na czas po mistrzostwach. Palec już nie boli, ale dyskobol na wszelki wypadek zabezpiecza go specjalnym plastrem.

Jak pokazał konkurs w skoku o tyczce kobiet, w Berlinie wszystko może się zdarzyć, więc i to, że jednak Małachowski medal zdobędzie. W Pekinie też nie należał do faworytów. W pierwszej połowie roku - jak był palec zdrowy - Polak nie schodził poniżej drugiego miejsca, przegrywając tylko raz z Kanterem, oczywiście.

W środę miotacze zmierzą się też z falą protestów. We wtorek bowiem przed stadionem ofiary państwowego dopingu w NRD rozdawały opaski zasłaniające oczy, aby nie patrzeć na współczesny doping i okaleczanie własnego organizmu. Jeden z rywali Małachowskiego i zarazem jeden z faworytów Niemiec Robert Harting powiedział niezbyt delikatnie: - Jak dysk odbije się od trawy, powinien trafić w te okulary. Nie jestem mordercą, ale nie chcę tych okularów tu widzieć.

Lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata Berlin 2009 »