Joanna Kaczor: Zaciskam zęby i skaczę

Nie wiem, jak koleżanki, ale mnie dokuczają ścięgna Achillesa. Po każdym meczu staram się z lekarzami doprowadzić je do jako takiej sprawności. Właściwie codziennie w ruch idą maści przeciwzapalne, ultradźwięki - mówi najlepsza obecnie polska siatkarka
Siatkarki wygrywają z Dominikaną »

Polki wygrały w niedzielę ostatnie spotkanie w fazie eliminacyjnej World Grand Prix z Dominikaną 3:2. Wcześniej w Hongkongu pokonały Chinki 3:2 i uległy Holenderkom 0:3. Na turniej finałowy do Tokio zespół Jerzego Matlaka jednak nie pojedzie, bo zajął w ogólnej klasyfikacji siódme miejsce.

Przemysław Iwańczyk: Oglądając mecze kadry, nasuwa się pytanie: jak długo to jeszcze pani wytrzyma?

Joanna Kaczor: Mam nadzieję, że nie padnę. Oczywiście boli mnie tu i ówdzie, ale chyba każda z nas już do tego przywykła. Zaciskam zęby i gram dalej.

Tyle że pani cały poprzedni sezon spędziła w kwadracie dla rezerwowych w zespole mistrza Polski z Muszyny. Jak pani organizm zareagował na tak wielkie obciążenie?

- Po kilku meczach zaczęłam odczuwać zmęczenie, nogi nie są już tak szybkie jak na początku. Nie wiem, jak koleżanki, ale mnie dokuczają ścięgna Achillesa. Mam nadzieję, że kilka dni wolnego zmniejszy te dolegliwości. Po każdym meczu staram się z lekarzami doprowadzić je do jako takiej sprawności. Właściwie codziennie w ruch idą maści przeciwzapalne, ultradźwięki. Oby było coraz lepiej. Musi być lepiej! Przecież zbliżają się mistrzostwa Europy.

Nie ma pani zmienniczki. W ilu meczach grała pani non stop?

- Nie wystąpiłam tylko w jednym spotkaniu.

Więc wychodzi 19 oficjalnych pojedynków, a w każdym około 40-50 ataków. W sumie coś między 760 a 950 skoków. Do tego dochodzą treningi...

- Nie wiem co na to lekarze (śmiech). Fizycznie mogę narzekać, ale psychicznie czuję się bardzo dobrze. Cieszę się, że wreszcie dostałam szansę gry. Staram się poprawiać z każdym meczem, bo zdarzają mi się tzw. babole. Siatkówka to gra błędów, ale im więcej będę grać, tym więcej błędów wyeliminuję.

Jak ocenia pani reprezentację Jerzego Matlaka?

- Dla mnie to wielki zaszczyt, że mogę w niej grać. Sportowo nie sposób o jednoznaczną odpowiedź, bo naszą główną cechą jest nieprzewidywalność. Zdarzają nam się tak fatalne spotkania jak piątkowy z Holandią i tak dobre jak następnego dnia z Chinami. Ja wiem, że Chinki zmieniły znacznie skład, że nie są to już mistrzynie olimpijskie, ale mamy olbrzymie możliwości. Nie sposób je do końca zdefiniować, bo rok poolimpijski jest przejściowy, część zespołów - tak jak Chinki właśnie, Brazylijki czy my - przechodzi wielką metamorfozę. Wydaje mi się, że dopiero w przyszłym roku będzie można pokusić się o analizę, kto jest w którym miejscu.

Mistrzostwa Europy za nieco ponad miesiąc.

- Oczywiście tylko tę imprezę mamy teraz w głowie. A wracając do zespołu, podkreśliłabym rolę naszych środkowych. Może w tym ostatnim turnieju w Hongkongu nie były tak często wykorzystywane przez rozgrywające, ale wierzę, że przy dobrym przyjęciu dostaną dużo piłek w ataku...

Odciążając panią...

- Bez przesady, aż tak źle nie jest, wszystkie atakujemy.

Z którą rozgrywającą woli pani grać - Izabelą Bełcik czy Mileną Sadurek?

- Nie mam preferencji (śmiech).

Wyjeżdżając z Polski na turnieje World Grand Prix, trener Matlak cieszył się, że odsapniecie trochę od presji, jaka w kraju spada na zespół. Pani też źle się z tym czuje?

- Nie zastanawiam się nad tym. Skupić się, trenować, grać - to mam w głowie. Oczywiście czasem zaboli jakaś krytyka, ale dla mnie to tylko motywacja do jeszcze cięższej pracy.

To nauka wyniesiona z kilkuletniego pobytu w USA? Są siatkarki, które spalają się po jednej nieudanej akcji, a pani - mam wrażenie - niepowodzenia wcale nie załamują.

- Bezbłędna nigdy nie będę - musi zdarzyć się atak w aut, w siatkę. Moja filozofia to wyjść i wygrać. Na pewno wiele dało mi przebywanie wśród ludzi, którzy nastawieni są na sukces. Nawet nie wiem, czy to nazwać pewnością siebie, ale coś w tym jest.

Przypuszczała pani rok temu, że zostanie gwiazdą reprezentacji, że na pani będzie opierać się jej gra?

- Gwiazdą się nie czuję, ale gdyby jeszcze trzy miesiące ktoś powiedział mi, że znajdę się w podstawowym składzie, też bym nie uwierzyła. Przykro mi, że wykorzystuję swoją szansę kosztem kontuzjowanych zawodniczek, ale i tak cieszę się, że tu trafiłam. Życzę koleżankom powrotu do zdrowia, liczę, że w kolejnych sezonach podejmiemy prawdziwie sportową walkę.

W World Grand Prix zagrały cztery europejskie drużyny. Hierarchia wśród nich jest następująca: Holandia, Rosja, Niemcy, Polska...

- Ta kolejność jest trochę zakłamana, bo nie wszyscy mieli tych samych rywali. Będziemy mądrzejsi po turnieju finałowym, w którym np. Holandia zmierzy się z Brazylią. Prawdziwym testem będą dopiero mistrzostwa Europy, a wcześniej turniej w Weronie, gdzie się wkrótce wybieramy. Zagrają tam m.in. finalistki poprzedniego Euro - Włoszki i Serbki. Zresztą, co tam będziemy gdybać. Zapraszam 25 września na mistrzostwa Europy, tam się wszystko okaże.

Liczba Kaczor

760-950
tyle ataków wykonała Joanna Kaczor w 19 meczach kadry

3. kolejka World Grand Prix. Polska - Holandia 0:3 (17:25, 17:25, 13:25). Polska: Bełcik, Jagieło, Gajgał, Kaczor, Barańska, Pykosz, Maj (libero) oraz Dziękiewicz, Sadurek, Woźniakowska, Okuniewska.

Polska - Chiny 3:2 (25:21, 25:21, 18:25, 24:26, 15:11)

Polska: Sadurek, Jagieło, Gajgał, Kaczor, Barańska, Pykosz, Maj (libero) oraz Woźniakowska.

Polska - Dominikana 3:2 (22:25, 25:23, 25:14, 13:24, 15:11)

Polska: Sadurek, Jagieło, Gajgał, Kaczor, Barańska, Pykosz, Maj (libero) oraz Bełcik, Jagieło, Kaczorowska, Dziękiewicz.

1. Brazylia91827:7
2. Holandia91725:7
3. Chiny91625:13
4. Rosja91522:15
5. Japonia91418:16
6. Niemcy91420:15
7. Polska 9 13 17:19

8. Tajlandia91315:21
9. USA91214:22
10. Portoryko9109:25
11. Dominikana91010:26
12. Korea91010:26
W turnieju finałowym (środa - niedziela) w Tokio zagrają: Japonia, Brazylia, Holandia, Chiny, Rosja i Niemcy. Wszystkie drużyny rozegrają pięć meczów, zwycięzcę wyłoni tabela. Transmisje wszystkich meczów w Polsacie Sport i Polsacie Sport Extra.