Sport.pl

Zagłębie Lubin - przegrani i sprzedani?

Mimo najgorszego startu w historii występów w ekstraklasie Zagłębie Lubin nie zamierza zwalniać trenera Andrzeja Lesiaka. Jednak największym problemem jest to, że również pierwszy raz w historii w klubie brakuje pieniędzy. KGHM Polska Miedź SA chce sprzedać drużynę.
Ekstraklasa.tv: Skrót meczu: Piast - Zagłębie »

Trzy mecze, trzy porażki, aż 12 straconych bramek i tylko dwie zdobyte. To bilans Zagłębia po trzech pierwszych kolejkach. Ale personalnego trzęsienia ziemi w Zagłębiu na razie nie będzie. Na razie. - Nie myślę o zwolnieniu trenera Andrzeja Lesiaka, na razie nie ma takiej potrzeby - podkreśla prezes klubu Jerzy Koziński. - Oczywiście mógłbym się tłumaczyć tym, że to mój poprzednik go zatrudniał, ale nie chcę używać takiego argumentu. W klubie musi obowiązywać ciągłość decyzji. Poza tym w Polsce rynek trenerski jest bardzo ograniczony i specjalnie nie ma z kogo wybierać - zaznacza prezes Zagłębia.

Porażka w Gliwicach jest tym boleśniejsza, że poniesiona z zespołem, którego trener Dariusz Fornalak zimą został zwolniony z Zagłębia. Lubinianie byli po jesieni liderem I ligi, a mimo to działacze zwolnili szkoleniowca, bo w końcówce rundy gra drużyny nie podobała się wielu kibicom-górnikom i to oni wymusili na ówczesnym prezesie dymisję trenera. A że w Lubinie górnicy z KGHM są wyjątkowo roszczeniowo nastawieni i przyzwyczaili się, że władza kombinatu ich słucha, wiadomo nie tylko z futbolu.

Paradoksalnie beznadziejne wyniki Zagłębia nie są jednak najpoważniejszym problemem klubu. Od kilku tygodni wiadomo, że KGHM Polska Miedź SA nie chce już utrzymywać drużyny ani zbudowanego za 120 mln zł stadionu i rozpoczęła poszukiwania inwestorów oraz sponsorów, którzy mogliby odkupić zespół. Jednak będzie to bardzo trudne, gdyż w tym regionie to miedziowy kombinat jest największym potentatem. Kibice mają nadzieję, że drużynę odkupi właściciel firmy obuwniczej CCC Dariusz Miłek, który sponsoruje koszykarki z pobliskich Polkowic, a także drużynę kolarską i Maję Włoszczowską, ale na razie nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, że taki scenariusz zostanie zrealizowany.

O tym, że kombinat zakręca kurek z pieniędzmi dla Zagłębia, można się było przekonać tuż po awansie do ekstraklasy. Działacze Zagłębia nie przedłużyli umowy z doświadczonym szkoleniowcem Orestem Lenczykiem, bo dobrze wiedzieli, że KGHM nie zamierza już dalej inwestować w piłkarzy. I żadnego znaczenia dla prezesów kombinatu nie miało to, iż ekipa awansowała do ekstraklasy. Poza tym charyzmatyczny Lenczyk chciał mieć w Zagłębiu pełną władzę, a w lubińskim klubie zawsze z tylnego siedzenia rządzili ludzie mający poparcie polityczne. Bo przecież właścicielem klubu jest KGHM - spółka z udziałem skarbu państwa, gdzie nominacje wynikają z klucza partyjnego. Gdy Polską rządziła lewica, to ludzie popierani przez tę partię przejmowali władzę w klubie. Tak było za czasów PiS, tak jest za PO.

W I lidze kombinat wyłożył na drużynę ok. 15 mln w sezonie, teraz przekaże nie więcej niż 4-5 mln. Dlatego po awansie w Zagłębiu nie było pieniędzy na transfery i w wariancie oszczędnościowym wypożyczono trzech zawodników (dwóch Portugalczyków i jednego Serba) oraz zatrudniono debiutującego w lidze trenera. W optymistycznych planach szkoleniowiec miał wprowadzać do zespołu młodych wychowanków, którzy w tym roku zdobyli mistrzostwo Polski juniorów. Ale po porażkach nikt już nie pamięta o planach sprzed kilku tygodni. Zagłębie przed dalszą kompromitacją mają ratować już zatrudniony 37-letni Piotr Świerczewski i jego rówieśnik Tomasz Hajto, który najprawdopodobniej podpisze kontrakt w tym tygodniu.

Wudu winne klęski Lecha? Brożek przełamany, Wisła liderem!
Remis Legii, wygrana Wisły - o 3. kolejce czytaj tutaj >