World Tour w Starych Jabłonkach: Szczęśliwa siódemka Polaków

- Wreszcie daliśmy radość kibicom w Starych Jabłonkach. Zależało nam, by wygrać tu dwa, może trzy mecze, a odnieśliśmy aż cztery zwycięstwa - mówi szczęśliwy Mariusz Prudel, który razem z Grzegorzem Fijałkiem zajęli historyczne dla Polski siódme miejsce
Żadnej polskiej parze nigdy wcześniej w World Tour w Starych Jabłonkach nie udało się zajść tak wysoko. Półfinałowe i finałowe spotkania najlepszych na świecie siatkarek i siatkarzy plażowych przyciągnęły na trybuny ponad 4 tys. widzów. Prawdziwe szaleństwo na widowni rozpoczęło się jednak, gdy swój pierwszy sobotni mecz z Argentyńczykami Baracettim i Salemą wygrała para Fijałek/Prudel. Ze względu na transmisję telewizyjną i konieczność relacjonowania decydujących spotkań w turnieju kobiet Polacy nie mogli po raz drugi tego dnia grać na największej arenie. Spotkanie z Hiszpanami Herrerą i Gavirą przeniesiono więc na boisko nr 4, gdzie trybuny są bardzo małe.

Ale to w żaden sposób nie przeszkodziło największym fanom plażówki - ponad 3 tys. osób nieoczekiwanie zasiadło na wzgórzu za ławkami. Niestety, ich doping nie pomógł zmęczonym Fijałkowi i Prudlowi, którzy przegrali 0:2 i zakończyli udział w turnieju na siódmym miejscu. Polskie pary wyżej były tylko dwa razy w historii, gdy w 2008 roku w Manamie Fijałek i Prudel zajęli czwartą lokatę, a Michał Kądzioła i Jakub Szałankiewicz zostali sklasyfikowani jako piąty duet.

- Wreszcie daliśmy trochę radości kibicom w Starych Jabłonkach i organizatorom turnieju. Bardzo nam zależało, by wygrać tu chociaż dwa, może trzy mecze, bo żadnej polskiej parze się to wcześniej nie udało. Odnieśliśmy jednak aż cztery zwycięstwa i zdobyliśmy aż 300 pkt w rankingu. One pomogą nam grać w kolejnych turniejach - mówi Mariusz Prudel.

Oprócz punktów Polacy zarobili także 7,6 tys. dol., bo taka jest nagroda za siódmą pozycję.

- To, co się dzieje co roku w Starych Jabłonkach, jest niesamowite. Jeżdżę po całym świecie od wielu lat za siatkarzami plażowymi, a tylu kibiców na meczu na bocznym boisku co podczas sobotniego spotkania Polaków z Hiszpanami jeszcze nie widziałem. - nie ukrywał zdziwienia Mauricio Kaye, największy na świecie specjalista od zdjęć siatkówki plażowej.

Najlepsza po raz kolejny okazała się para pochodząca z Brazylii, tym razem Benjamin i Pedro, którzy w niedzielnym finale dość niespodziewanie utarli nosa faworyzowanym Niemcom - Brinkowi i Reckermannowi (2:0 - 23:21, 21:16). Niemcy w drodze do finału nie przegrali ani jednego seta.

- W pierwszym secie szło nam zdecydowanie gorzej, bo rywale postawili nam wysokie wymagania. Później odskoczyliśmy na kilka punktów i wygraliśmy zdecydowanie - mówi uśmiechnięty Pedro, który razem z Benjaminem nigdy wcześniej nie odniósł takiego sukcesu.

Za zajęcie drugiego miejsca Niemcy otrzymali 21 tys. dol., z kolei zwycięzcy zainkasowali o 9 tys. więcej.

Niespodzianki nie było z kolei wśród kobiet. Poza zasięgiem rywalek była najwyżej rozstawiona para Juliana Felisberta Silva i Larissa Franca. W finałowym spotkaniu pokonały 2:0 (21:14, 21:16) Australijki Louise Bawden i Beccharę Palmer, dla której drugie miejsce jest najlepszym w historii występów w Pucharze Świata.

- Przed finałem płakałam, tak zaczęło mi brakować mojej rodziny. 9 sierpnia w Brazylii obchodzi się Dzień Ojca, i powiedziałam tacie, że wygram ten finał dla niego. Nawet napisałam specjalną dedykację na brzuchu - cieszyła się jak dziecko Juliana, która w finale turnieju World Tour grała po raz 42.

- Oczywiście żałujemy, że nie wygrałyśmy, ale i tak nasz wynik jest doskonały. Grałyśmy razem dopiero czwarty raz i od razu weszłyśmy do finału. A ja miałam najwspanialsze urodziny w życiu - powiedziała Louise Bawden, która w piątek skończyła 28 lat. Tego dnia wraz z partnerką pokonała broniące tytułu z ubiegłego roku Sheldę i Paulę, wygrywając 2:1 (18:21, 21:19, 15:12) jeden z najbardziej zaciętych meczów turnieju.