Liga Europejska: Legia obawia się zadym i "kary od kiboli"

Wicemistrz Polski obawia się zadym na czwartkowym meczu Ligi Europejskiej z Brondby. Problemem nie są Duńczycy, ale kibole Legii, którym zależy na wykluczeniu warszawskiego klubu z europejskich pucharów
Tydzień temu na meczu w Kopenhadze kibole krzyczeli: "Taka jest kara, nie będzie Legii w pucharach!". Nie podobało im się, że nie mogli kupić biletów tuż przed meczem, bo klub na to nie pozwolił. Legia sprzedawała wejściówki tylko w Warszawie, skrupulatnie identyfikując każdego kupującego. Z 1,5 tys. biletów rozeszło się tylko 521, ale do Danii pojechało tysiąc osób bez kart wstępu. To oni wywołali zadymę, uznając zachowanie klubu za prowokację. 113 osób zostało zatrzymanych.

Teraz Legia obawia się odwetu. We wtorek wydała oświadczenie, w którym zaapelowała o pomoc w przeciwstawieniu się "działaniom zmierzającym do wykluczenia Legii z europejskich pucharów".

- Bierzemy taką możliwość pod uwagę. Doskonale wiemy, że część ludzi mieniąca się kibicami Legii zrobi wszystko, by klubowi wiodło się jak najgorzej - mówi Jarosław Ostrowski, członek zarządu wicemistrza Polski.

Kibice Legii znów w konflikcie z władzami. O co tym razem chodzi?
Zadyma na stadionie spowoduje odwieszenie rocznego wykluczenia z europejskich pucharów za mecz z Vetrą Wilno. Dwa lata temu na Litwie chuligani w barwach Legii stoczyli bitwę z policją i przerwali spotkanie Pucharu Intertoto.

- Do 2012 r., gdy kończy się okres zawieszenia kary, będziemy funkcjonowali z pistoletem przystawionym do głowy. Dlatego wypełniamy zalecenia UEFA w najdrobniejszych szczegółach. Na spotkanie z Brondby przygotowujemy się jak do meczu podwyższonego ryzyka. Będzie więcej agentów ochrony, kamer i zdjęć. Innych naszych działań zdradzić nie mogę - mówi Ostrowski.

Legia się boi, bo UEFA prowadzi już dwa postępowania w jej sprawie. - Chodzi o mecz z Olimpi Rustawi w Gruzji, gdzie odpalano i rzucano środki pirotechniczne, oraz spotkanie z Brondby i zamieszki - powiedziano nam w biurze prasowym UEFA.

- Odwieszenia kary za Wilno się nie spodziewamy. Powinno się skończyć karą finansową. Ewentualne koszty kary przerzucimy na odpowiedzialnych. Mamy solidne materiały, by wytoczyć im proces cywilny - mówi rzecznik Legii Michał Kocięba.

Mało też prawdopodobne, by odwieszenie kary spowodowały zamieszki w Kopenhadze. Legia prowadziła sprzedaż biletów w ścisłej współpracy z Brondby i według przepisów europejskiej federacji.

- Indywidualni kibice gości nie mogą kupić biletów w kasie stadionu. Mogą je nabyć tylko zorganizowane grupy, a za dystrybucję odpowiedzialny jest ich klub, który zasady ustala z gospodarzem - powiedział nam przedstawiciel UEFA.

Jak podkreśla klub, na trybunach kibice Legii zachowywali się poprawnie. Całe zajście odbywało się poza stadionem, a tam odpowiedzialność klubu nie sięga.

- Delegat w raporcie tylko ogólnie wspomniał o tych zdarzeniach. Za to szeroko opisał, że dystrybucja wejściówek i współpraca klubów odbywały się bardzo profesjonalnie. Gdybyśmy w Polsce i na innych europejskich stadionach spotykali się z taką świadomością i współpracą, poradzilibyśmy sobie z problemami. UEFA wie, że kibole prowadzą z klubem wojnę, jest przez nas na bieżąco i w szczegółach informowana o sytuacji i działaniach. Dlatego choć postępowanie wszczęto, nie spodziewam się kar - kończy Ostrowski.