Wypadek Felipe Massy. Czy kierowcy F1 są bezpieczni?

Bardzo groźny wypadek, jakiemu podczas kwalifikacji przed Grand Prix Węgier uległ Felipe Massa, rozbudził obawy o bezpieczeństwo kierowców Formuły 1. Lewis Hamilton przyznał, że takie rzeczy nie zdarzają się bez powodu. - Nie możemy zignorować dwóch wypadków, które zdarzają się w taki krótkim czasie.
Wypadek Massy na Zczuba.tv »

Podczas drugiej części kwalifikacji groźnemu wypadkowi uległ Felipe Massa. Kierowca został uderzony przez element bolidu Rubensa Barrichello. Następnie wypadł z trasy i z impetem uderzył w barierę ochronną. Został helikopterem przetransportowany do szpitala, ale jego stan jest stabilny. Brazylijczyk nie wystąpi w niedzielnym wyścigu.

Barrichello, który w 1994 sam przeżył podobny wypadek na torze Imola, powiedział, że to co się przydarzyło jego rodakowi oraz Henry'emu Surteesowi jest jak sygnał alarmowy. 19 lipca ten brytyjski kierowca Formuły 2 zginął, gdy został uderzony kołem z innego pojazdu i wbił się samochodem w bandę.

- Szczerze to nie wierzę w zbiegi okoliczności w życiu. Pewne rzeczy zdarzają się z jakiegoś powodu i myślę, że to co się przydarzyło Felipe, to jest drugie ostrzeżenie - powiedział Brazylijczyk.

- Imola także była takim ostrzeżeniem i samochody zostały poprawione. Niestety straciliśmy wtedy człowieka, co było bardzo smutne. To nie jest przypadek, że coś takiego zdarza się właśnie teraz - wyznał Barrichello. W ten sam weekend w 1994 roku, kiedy uległ on wypadkowi na Imoli, zginęło dwóch innych kierowców. Jednym z nich był Ayrton Senna. Jego bolid Williamsa wypadł wówczas z toru i uderzył w ścianę. Brazylijczyk zmarł wówczas z powodu poważnego urazu głowy. Dzień wcześniej na treningu zginął Roland Ratzenberger.

Dziennikarz Sport.pl Bartosz Raj także przyznaje na swoim blogu, że wypadki, jakie przydarzyły się Surteesowi (młody kierowca F2, który tydzień temu uległ śmiertelnemu wypadkowi, po tym jak w czasie wyścigu został trafiony częścią innego bolidu w głowę) i Massie mają część wspólną. Zaznacza nawet, że wicemistrz świata mógł w sobotę zginąć na torze Hungaroring.

"Wypadki te udowodniły, że o ile niemal do zera spadło ryzyko śmierci z powodu uderzenia w barierę, tudzież wypadku samochód-samochód, bo kosmiczne konstrukcje kokpitów chronią kierowców wyśmienicie, czego przykładem wyglądający jak wstęp do pogrzebu wypadek Kubicy w Kanadzie, o tyle uderzenie z góry na niechronioną niczym poza kaskiem głowę kierowcy może być śmiertelne."

Dziennikarz sugeruje, że może należałoby rozpocząć dyskusję, czy nie schować głowy kierowcy w zamykanym kokpicie. W końcu dwa najpoważniejsze wypadki w ostatnim czasie zakończyły się ciosami w głowę.

Śmierć Surteesa wstrząsnęła światem F1
Więcej o niebezpiecznej Formule 1- czytaj na blogu Bartosza Raja >