Obraniak skończy jak Podolski?

Lukas Podolski, Danny Szetela, Robert Acquafresca - gdybyśmy tylko działali szybciej i skuteczniej, ci piłkarze mogli grać dla Polski. Stało się jednak inaczej, uprzedzili nas Niemcy, Amerykanie i Włosi. Jak będzie w przypadku Ludovika Obraniaka?
12 sierpnia w Bydgoszczy, w towarzyskim meczu z Grecją w biało-czerwonych barwach może zagrać Ludovic Obraniak. Jeszcze w tym tygodniu Leo Beenhakker ma powołać gwiazdę Lille do reprezentacji Polski. Choć jak na razie doniesienia o tym, że po piłkarza wyciąga rękę sztab szkoleniowy reprezentacji Francji to tylko plotki, to warto się spieszyć. Bo w przeszłości przez opieszałość uciekło nam wielu piłkarzy z polskimi korzeniami, którzy byliby wielkim wzmocnieniem dla kadry.

Sami swoi

Napastnik angielskiego Fulham Andy Johnson, obrońca Evertonu Phil Jagielka, pomocnik niemieckiego Hamburga Piotr Trochowski, a nawet gwiazdor Bayernu Monachium, Miroslav Klose - oni wszyscy mogli być kolegami Obraniaka z jednej drużyny, gdyby ktoś odpowiednio wcześnie się do nich zgłosił. Spóźnione wyciągniecie ręki w stronę takich piłkarzy często bywa bolesne. Bolało, gdy pomocnik USA, Danny Szetela, przyłożył nogę do pogromu polskiej młodzieżówki na mistrzostwach świata U-20 - Szetela zdobył wówczas dwa gole, a USA wygrały 6:1. Bolało też, kiedy urodzony w Gliwicach Lukas Podolski strzelał nam gole w meczu Niemcy - Polska na ostatnich mistrzostwach Europy (przegraliśmy 0:2). Ciosów Roberta Acquafreski, który przebija się do kadry Włoch, już zaczynamy się bać.

A sytuacji, gdy piłkarze, w których żyłach płynie polska krew zasmucają Polskę, można było uniknąć. Podolskiego do gry w polskiej reprezentacji zachęcali telefonicznie trener młodzieżówki Edward Klejdinst oraz listownie były prezes PZPN, Michał Listkiewicz. Do Acquafreski dzwonił tylko trener Krzysztof Globisz. Dopiero gdy napastnik włoskich młodzieżówek, po przemyślanej decyzji odmówił gry z orzełkiem na piersi, do Włoch pofatygował się asystent Beenhakkera, Dariusz Dziekanowski. Do wielu innych nie pojechał nikt.

Rowerem po piłkarzy

- Inne federacje walczą o takich zawodników jak lwy. Chorwaci Gregory'ego Sertica wraz z całą rodziną, zaprosili do siebie na tydzień. Choć ostatecznie wybrał Francję, ich determinacja jest godna pozazdroszczenia. Żeby Issiar Dia, który zaliczył mecze w młodzieżówce Francji, grał w reprezentacji Senegalu, prezes tamtejszej federacji dwukrotnie pofatygował się osobiście do siedziby FIFA - wylicza menedżer Ludovika Obraniaka, Tadeusz Fogiel.

Najprężniej na tym polu działają Turcy. Tylko w Niemczech mają trzy biura, w których pracuje stu "łowców głów". - Różnica między nami a Turkami jest taka, jak między pociągiem a rowerem. Ich wysłannicy dostają uposażenie, my mamy ośmiu skautów rozsianych po Europie, działamy amatorsko i pracujemy społecznie. Tylko trzy osoby otrzymują zwroty za telefony i przejazdy. Miałem plan, żeby to wszystko rozszerzyć, zostałem jednak w PZPN-ie przegłosowany - opowiada Maciej Chorążyk, szef polskich skautów.

Mimo wszystko jednak może pochwalić się małymi sukcesami. Dzięki niemu w naszej młodzieżówce zagra wkrótce 17-letni obrońca włoskiego FC Treviso, Sebastian Kędzierski.

- Chorążyk to sympatyczny pan. Niestety, nie jest decydentem. O tym, czy zawodnik zagra w reprezentacji, decydują jej trenerzy. A z tym bywa różnie - mówi Fogiel.

Wystarczy przypomnieć sobie historię Szeteli. O syna polskich emigrantów z New Jersey zabiegały Manchester City, Newcastle i Roma. Ale nie reprezentacja Polski. Gdy media zrobiły wokół sprawy szum, ówczesny trener reprezentacji, Paweł Janas, wybrał się za ocean. - Takich piłkarzy jak Szetela mamy w Polsce dwustu - stwierdził po powrocie.

- Takich jak Obraniak na pewno dwustu nie mamy. Nie ma powodów, by go nie powołać - zapewnia Fogiel.

Beenhakker ryzykuje zdrowie dla Polski - czytaj tutaj »