Sport.pl

Leandro uciekł z Fluminense przez pogróżki. Kibice śledzą piłkarzy

Były obrońca Fluminense Leandro opuścił klub po zaledwie czterech miesiącach gry. Powodem były pogróżki otrzymywane od kiboli zawiedzionych jego słabą postawą na boisku. Kibice w Brazylii często śledzą piłkarzy po treningach, żeby upewnić się, co robią w wolnym czasie
Ribery przerywa treningi. Udaje? »

- Dzwonili, grozili mi, mówili, że mnie pobiją - powiedział piłkarz w wywiadzie telewizyjnym.

Leandro podejrzewa, że w sprawę zamieszany może być ktoś z klubu.

- Dzwonili na mój domowy numer, a ma go tylko kilka osób, więc według mnie to ktoś z wewnątrz - powiedział.

Piłkarz był we Fluminense na wypożyczeniu z Porto. Obecnie jest w Vitorii.

Stacja Globo TV, która zainteresowała się sprawą, dotarła do byłego członka mocno zaangażowanej grupy kibicowskiej, który zdradził, że takie zachowania nie są tam niezwykłe. Dodał, że kibice często śledzą piłkarzy po treningach, żeby sprawdzić, co robią w wolnym czasie.

Leandro opuścił Fluminense już w kwietniu, ale dopiero teraz zdradził, co naprawdę się stało. Niedawno doszło jednak do kolejnego incydentu. Ochroniarze oddali serię strzałów w powietrze, aby rozproszyć grupę około 30 fanów, którzy wdarli się na trening, żeby zaprotestować przeciwko ostatniej porażce zespołu i zaatakowali jednego z futbolistów.

Fluminense, zeszłoroczny finalista Copa Libertadores, prowadzone jest przez byłego trenera reprezentacji Brazylii, Carlosa Alberto Parreirę. Zespół zajmuje 18 miejsce w tabeli i ma 10 pkt po 10 meczach. W niedzielę przegrał u siebie 0:1 z Santo Andre.



Więcej o: