Grand Prix Niemiec. Webber najszybszy, Kubica 14.

Fatalne kwalifikacje, znakomity start, bezbarwny wyścig i dopiero 14. miejsce Roberta Kubicy w Grand Prix Niemiec. Znów dominował Red Bull, ale tym razem wygrał Mark Webber przed Sebastianem Vettelem.
Webber, 33-letni Australijczyk, w Formule 1 zwyciężył po raz pierwszy, choć przez siedem lat zaliczył już 131 wyścigów. - Yeeeees! Yeeeees! - wrzeszczał do słuchawek po przejechaniu mety kierowca, który 22 listopada złamał nogę w wypadku rowerowym i stracił część przygotowań do sezonu. Na Nürburgringu był bardzo szybki i choć popełniał błędy, nie było na niego mocnych.

Red Bull pokazał siłę w sobotę, kiedy Webber - tak jak trzy tygodnie wcześniej Vettel na Silverstone - wygrał kwalifikacje, mając dużo cięższy samochód niż rywale z najlepszego w klasyfikacji generalnej Brawna. Start wyścigu był dla Australijczyka nieudany, bo po walce wyprzedził go Rubens Barrichello. Po walce nieczystej, bo Webber - widząc, że wyprzedza go lżejszy bolid Brazylijczyka - gwałtownie i niebezpiecznie zjechał w jego stronę. Kilkanaście minut później stewardzi ukarali go karą przejazdu przez aleję serwisową.

Wydawało się, że zjechanie z toru na ok. 20 sekund oznacza dla Australijczyka koniec marzeń o zwycięstwie. Ale superszybki red bull odbył karę w tym samym momencie, kiedy tankował Barrichello i wykorzystał to, że trzeci po zawierusze na starcie Heikki Kovalainen z McLarena "hamował" Vettela i Jensona Buttona (Brawn). Webber po karze wrócił na pierwsze miejsce i jeszcze przed planowanym postojem odjechał najgroźniejszym rywalom, których po Kovalainenie wstrzymywał Felipe Massa z Ferrari.

Brawny nie miały szans z red bullami, ale przegrały także z Nico Rosbergiem (Williams) i Massą. Barrichello był zły na szefów. - Daliśmy show na temat: "Jak powinno się przegrywać wyścig". Zrobiłem wszystko, co mogłem, a zespół sprawił, że przegrałem - doświadczony Brazylijczyk był bardzo zły.

- Najchętniej wsiadłbym do samolotu i poleciał do domu. Nie chcę analizować wyścigu z zespołem. Będzie dużo bla, bla, bla. Nie mam ochoty tego słuchać - stwierdził i zakończył weekend mocnymi słowami. - Jeśli nadal będziemy tak planować wyścigi, to przegramy oba mistrzostwa.

Button wciąż ma wysoką, 21-punktową przewagę nad Vettelem, ale w dwóch ostatnich wyścigach nie miał szans z red bullami. Jest faworytem do mistrzostwa, ale do końca sezonu pozostało jeszcze osiem wyścigów.

Dla Kubicy te mistrzostwa mogłyby się już skończyć, bo efektu nie dają nawet głośno zapowiadane ulepszenia samochodu BMW Sauber - Polak kolejny weekend spędził na rozwiązywaniu konstrukcyjnych łamigłówek. - Po pierwszym przejeździe piątkowego treningu byłem z samochodu zadowolony, ale potem nagle coś znacznie się pogorszyło. Sprawdzaliśmy dane telemetryczne, które też pokazały, że nie jest tak, jak powinno być. Wykresy wyglądały dziwnie, ale nie zdołaliśmy ustalić dlaczego - mówił Kubica po fatalnych kwalifikacjach, w których był dopiero 16.

W niedzielę start miał znakomity i znalazł się na 10. miejscu. Po zmianie opon na twardsze jechał jednak coraz wolniej - na ataki nie miał szans, a bronił się nieskutecznie. Wyprzedził go kolega z zespołu Nick Heidfeld, który ostatecznie zajął 10. miejsce. - Miałem zbyt wysokie ciśnienie w oponach - tłumaczył Kubica.

Bohaterem startu był Lewis Hamilton. Ruszający z piątej pozycji mistrz świata w McLarenie użył systemu KERS, czyli dodatkowego źródła napędu. Ruszył z takim impetem, że w ciągu kilku sekund znalazł się na czele, ale w pierwszy zakręt w prawo wjeżdżał po zewnętrznej. Był za bardzo rozpędzony i wiraż przestrzelił. Wrócił na tor, ale okazało się, że w przypadkowym zetknięciu z Webberem przebił oponę. Konieczny postój wykluczył go z walki o punkty.

- Odpuścić? Oszczędzać silnik i skrzynię biegów na kolejny wyścig? - pytał kierowca przez radio już na 21. okrążeniu. - Jedź normalnie - odpowiedział mu inżynier. McLaren i reszta słabeuszy, łącznie z Kubicą, liczyli na nagłe oberwanie chmury, które zamieniłoby wyścig w loterię. Deszcz jednak nie spadł.

Największym pechowcem wyścigu był jednak Adrian Sutil. Niemiec z Force India świetnie pojechał w kwalifikacjach i na starcie był siódmy. W niedzielę utrzymał się w czołówce i był pewniakiem do pierwszych punktów w historii zespołu. Wyjeżdżając z alei serwisowej, zderzył się z ferrari Kimiego Räikkönena. Lekko, ale na tyle dotkliwie, że musiał zjechać po nowe przednie skrzydło. Wyścig zakończył dopiero na 15. pozycji.

Rok temu w Monako Sutil jechał w końcówce deszczowego wyścigu na piątej pozycji, ale nie ukończył wyścigu, bo w jego samochód wjechał... Räikkönen.

Kolejny wyścig - 26 lipca na Węgrzech.