Tour de France: Pierwsza góra urodziła mysz

Sensacyjny etap Tour de France do Andory wygrany przez Francuza Brice'a Feillu. Niespodziewanym liderem Włoch Rinaldo Nocentini. W starciu gigantów Alberto Contador pokazał Lance'owi Armstrongowi kto tu rządzi
Kiedy Armstrong i Contador - dwaj rywale z tej samej grupy - szachowali się przed decydującym atakiem na szczyt Andora Arcalis (2248 m npm), żółtą koszulkę lidera wciskaną im przez wszystkich fachowców świata, zabrał sprzed nosa Nocentini, główny bohater brawurowej dziewięcioosobowej ucieczki.

Dosłownie sprzed nosa, bo przewaga Włocha w klasyfikacji generalnej po 224 kilometrowym siódmym etapie wynosi zaledwie sześć sekund nad Contadorem i osiem nad Armstrongiem. Tuż po minięciu mety liderem wyścigu został ogłoszony co prawda Contador, zwycięzca Wielkiej Pętli z 2007 roku, ale organizatorzy szybko się poprawili.

Dotychczasowy lider Szwajcar Fabian Cancellara stracił wiele minut na ponad 10 kilometrowej wspinaczce.

Rywalizacja między Contadorem i siedmiokrotnym zwycięzcą Armstrongiem to refren Tour de France.

Jeszcze przed jazdą do Andory Amerykanin mówił: - Alberto jest bardzo mocny w górach. Jak zaatakuje, niewiele będę mógł zrobić.

Contador nic nie mówił. I przez większość czasu w decydujących momentach długiego etapu, krył się za swoimi kolegami z gwiazdorskiej grupy. Kiedy przewaga uciekinierów wynosiła 12 minut, gonitwę prowadzili pomocnicy - Haimar Zubeldia i Sergio Paulinho, ale Astana była całkiem osamotniona w gonitwie za uciekinierami.

Kiedy już na ostrym podjeździe zaatakował dwukrotnie drugi w Tour de France w poprzednich latach Australijczyk Cadel Evans, atak - z dużą łatwością - skontrował Armstrong i Andreas Kloeden. Contador oszczędzał siły.

Wreszcie, kiedy dwa kilometry przed metą na Arcalis Contador wystrzelił jak z procy, tego było dla Armstronga za wiele, zwłaszcza, że w okolicach szczytu wiał mocny wiatr, co odstręczało od pogoni. Nie zareagował, jechał dalej własnym tempem.

- Nie spodziewałem się tego ataku, ale też nie był on wielkim zaskoczeniem - skomentował akcję Hiszpana. - Czułem się dobrze, ale też trzeba pamiętać, że Arcalis to nie jest bardzo stromy podjazd. Nie jestem tak wymordowany, jak spodziewałem się że będę, ale też nie poszło wszystko dziś tak jak zaplanowałem - zakończył Amerykanin, który startował do etapu jako wicelider, nie mając praktycznie żadnej straty do Cancellary.

Być może więc Armstrong po prostu nie chciał nadwerężać sił, bo jako 37-latek musi gospodarować nimi oszczędnie. Z pewnością przydadzą mu się później, bo walka o zwycięstwo w Tour de France nadal nie jest rozstrzygnięta. I dlatego zadowolił się tym, że na szczycie stracił do Contadora zaledwie 21 sekund (a musiał jeszcze zjechać 25 kilometrów do hotelu).

- To że żaden z nich nie jest liderem, jest nawet dla nich wygodniejsze. Domyślałem się, że Contador zaatakuje, ale też uważałem, że lepiej będzie dla nich, jeśli pozycji lidera nie zdobędą. To zdejmuje z nich presję, niewygodnie się w żółtej koszulce jeździ. Nocentini nie stanowi dla nich zagrożenia. Sam się podda - mówi Sylwester Szmyd, najlepszy polski kolarz.

Ucieczka Nocentiniego udała się, bo - co charakterystyczne - żadna grupa z Astaną nie chciała współpracować. Przed startem do etapu w najlepszej piątce w klasyfikacji generalnej było czterech przedstawicieli kazachskiej grupy. Są większą siłą w peletonie niż swojego czasu Banesto Miguela Induraina, i kolarze w peletonie uważają, że mogą śmiało korzystać z ich wysiłku.

W sobotę i niedzielę kolejne etapy w Pirenejach, najważniejszy punkt niedzielnego wyścigu to sławna góra Tourmalet, ale mety są płaskie. - Moim zdaniem w peletonie nic się nie zmieni. Ani Contador, ani Armstrong nie zaryzykują ucieczki w środku takiego etapu. Oni i cała reszta będą czekać na finisz pod górę, albo do czasówki w Annecy - uważa Szmyd.

Problem polega na tym, że czasówka to 18. etap, w którym może się okazać, że Armstrong przypomni sobie jak genialnym jest specjalistą od jazdy indywidualnej. Zaś najbliższy finisz pod górę odbędzie się 25 lipca - podczas etapu na legendarną górę Ventoux, w przedostatnim dniu wyścigu.

A to oznacza, że walka między nim a Contadorem może trwać do samego końca.

Wyniki 7. etapu, Barcelona - Andora-Arcalis (224 km):

1. Brice Feillu (Francja/Agritubel)6:11.31
2. Christophe Kern (Francja/Cofidis)5 s straty
3. Johannes Froehlinger (Niemcy/Milram)25
4. Rinaldo Nocentini (Włochy/AG2R)26
5. Egoi Martinez (Hiszpania/Euskaltel)45
6. Christophe Riblon (Francja/AG2R)1.05
7. Jerome Pineau (Francja/Quick Step)2.32
8. Jose Ivan Gutierrez (Hiszpania/Caisse d'Epargne)3.14
9. Alberto Contador (Hiszpania/Astana)3.26
10. Cadel Evans (Australia/Silence-Lotto)3.47
...

15. Lance Armstrong (USA/Astana)3.47
154. Marcin Sapa (Polska/Lampre)28.29


Klasyfikacja generalna:

1. Rinaldo Nocentini (Włochy/AG2R)25:44.32
2. Alberto Contador (Hiszpania/Astana)6 s
3. Lance Armstrong (USA/Astana)8
4. Levi Leipheimer (USA/Astana)39
5. Bradley Wiggins (W.Brytania/Garmin)46
6. Andreas Kloeden (Niemcy/Astana)54
7. Tony Martin (Niemcy/Columbia)1.00
8. Christian Vandevelde (USA/Garmin)1.24
9. Andy Schleck (Luksemburg/Saxo Bank)1.49
10. Vincenzo Nibali (Włochy/Liquigas)1.54
...

153. Marcin Sapa (Polska/Lampre)36.47
Siódmy etap: relacja minuta po minucie »