Sport.pl

Logan w polskiej kadrze. Dała przykład Afryka, jak zwyciężać mamy

Nasz sport wciąż trzyma się nieźle także dlatego, że troszczą się o niego prezydenci RP oraz obcokrajowcy, którzy marzą, by zostać Polakami.
Ba, do bycia naszymi rodakami wprost się rwą, chcą otrzymywać paszporty czym prędzej i w specjalnym trybie, dzięki hojności głowy państwa. Aleksander Kwaśniewski spolszczył Nigeryjczyka Emmanuela Olisadebe, dzięki czemu piłkarze awansowali na mundial w 2002 roku. Lech Kaczyński mianował swoim poddanym Brazylijczyka Rogera Guerreiro, dzięki któremu reprezentacja strzeliła jedynego gola na Euro 2008. Teraz od łaskawości prezydenta zależy los koszykarzy - jeśli naturalizuje Amerykanina Davida Logana, wzrosną szanse na dobry występ podczas jesiennych mistrzostw Europy. Sprawa jest narodowa, bo turniej organizujemy my. Wstyd byłoby wypaść słabo.

Polskich koszykarzy sojusznicy zza oceanu wspierają od lat. Oczywiście ci anonimowi, o których w NBA nikt albo prawie nikt nie słyszał. Grali dla nas Joe McNaull, Eric Elliott, Jeff Nordgaard. Zanim jednak z wdzięczności wyruszymy z nimi na następną wojnę, wiedzmy, że szczodrość Amerykanów nie zna granic: - Czy Rosja zdobyłaby mistrzostwo Europy bez J.R. Holdena? Czy Bułgaria wygrywałaby bez Ibrahima Jaabera? - pyta selekcjoner reprezentacji Polski, Izraelczyk Muli Katzurin. Jego rodacy też przyślą na mistrzostwa swojego Amerykanina.

Import importowi nierówny. Czasem sportowiec mieszka w nowym kraju tyle lat, że się z nim zżywa i zwyczajnie nabiera prawa do zabiegania o obywatelstwo. Czasem przyjechał przed chwilą i trzeba nadzwyczajnej, ekspresowej procedury, by z naturalizacją zdążyć na ważne zawody. A czasem jest wnukiem emigrantów, który nie ma nic wspólnego z ojczyzną przodków, ale zgadza się dla niej zagrać, bo na reprezentację aktualną jest za słaby. Wszystkich łączy jedno - wychowała ich i wyuczyła obca myśl szkoleniowa.

Ludovic Obraniak nie miał pojęcia - jak zeznał w wywiadzie - że Jan Paweł II był Polakiem, ale dla naszej kadry kopać piłkę chce. Potęgę reprezentacji rugby buduje legion Francuzów o mniej lub bardziej swojsko brzmiących nazwiskach: Yann Lewandowski, Fabien Kwarta, Ciril Monarcha, Stanislas Krzesiński, Donald Gargasson i Cedric Vaissiere. Nie mówią po polsku, nauczyli się już za to hymnu. Bez nich nikomu by nie strzeliło do głowy, że biało-czerwoni mogą bić się o awans do Pucharu Świata, bo tradycje w tej dyscyplinie mamy mizerne.

Rekordzistą Polski w biegu na 3000 m jest Etiopczyk Yared Shegumo, który poprawił wynik Bronisława Malinowskiego. Przy stole do ping-ponga na naszą chwałę harują Li Qian, Xu Jie i Zhou Xiao, choć europejskiemu rankingowi nie przewodzą ze względu na arcymocną konkurencję, by wymienić tylko Austriaczki Liu Jia i Li Qiangbing, Holenderki Li Jiao i Li Jie, Niemkę Wu Jiaduo, Hiszpankę Shen Yanfei, Luksemburkę Ni Xia Lian czy Francuzkę Xian Yi Fang. Rune Holta jeszcze w 2004 roku ścigał się na żużlu pod flagą norweską, by w następnym sezonie przejechać pod polską i natychmiast wygrać drużynowy Puchar Świata. Prezydent Kaczyński odznaczył go nawet Złotym Krzyżem Zasługi.

Być może nasi sportowcy osiągaliby więcej sukcesów, gdybyśmy rekrutacji nie okrajali do obcokrajowców pochodzenia polskiego oraz obcokrajowców, którzy mieszkają na stałe w Polsce. Daje przykład Afryka, jak zwyciężać mamy. Brazylijczyk Antonio Dumas najpierw szukał w swoim kraju najemników jako selekcjoner reprezentacji Togo. Rywale protestowali, a Togo wygrywało. Sześciu importowanych futbolistów - wziętych z niższych lig brazylijskich - nigdy wcześniej nie odwiedziło Afryki. Wpadali tylko na mecze Togo.

Kiedy Dumas przeniósł się do Gwinei Równikowej, zwyczajów nie zmienił. W końcu objął drużynę z kraju po wielokroć mniej ludnego, z zaledwie 600 tys. obywateli. Na jego prośbę władze dały obywatelstwo piłkarzom z Kamerunu, Senegalu i Liberii. Namówił też kilku Hiszpanów z gwinejskimi korzeniami (oba kraje łączy kolonialna przeszłość). Przy okazji jedno z najmniejszych afrykańskich państewek dochowało się swojego gracza w Realu Madryt.

Do gry dla Ruandy dopuszczono natomiast Joao Rafaela Eliasa, mieszkającego najpierw w Zairze, a potem w Belgii uchodźcę wojennego z Angoli. Na inaugurację Pucharu Narodów Afryki w 2004 strzelił gola Tunezji. Co go łączy z Ruandą? W klubie Saint Truiden spotkał kapitana jej kadry, a ten spytał, czy nie przyjąłby paszportu i nie zagrał dla jego drużyny narodowej. Elias chętnie przyznaje, że nie zna słowa w żadnym dialekcie kinyarwanda. Kibice go jednak ubóstwiają, dali mu przydomek "Imana y Imana", czyli "Bóg bogów". Ruanda importuje hurtowo, rozbija nawet rodziny. Powołanie od niej przyjął m.in. Manfred Kizito, którego młodszy brat - Joseph Nestroy Kizito - obywatelstwa nie zmienił i kopie dla Ugandy.

Lech Kaczyński pewnie by do takiego rozbratu nie dopuścił, na szczęście Logan nie ma rodzeństwa grającego dla przeciwników Polski, przeciw któremu musiałby wystąpić podczas ME. Ale niepokój zostaje. Dokumenty niezbędne do nadania obywatelstwa leżą w Kancelarii Prezydenta, turniej już we wrześniu. Podpisze czy nie podpisze!?

Logan pojedzie z polską kadrą, - a prezydent zwleka »