Sport.pl

Realu eksperyment za 216 mln euro

Florentino Perez ustanowił absolutny rekord świata. Dotąd najwięcej jednego lata wydał na piłkarzy Roman Abramowicz, który w 2003 roku wyłożył według moich obliczeń (oficjalne dane nie zawsze są dostępne) co najmniej 180 mln euro - pisze Rafał Stec, felietonista ?Gazety Wyborczej? i Sport.pl
Abramowicz pozyskał wtedy Adriana Mutu (30 mln), Damiena Duffa (27 mln), Hernana Crespo (25 mln), Juana Sebastiana Verona (22 mln), Claude'a Makelele (20 mln), Scotta Parkera (14 mln), Wayne'a Bridge'a (10 mln), Geremiego (10 mln), Joe Cole'a (10 mln), Glena Johnsona (8,5 mln) i Aleksieja Smiertina (5 mln). Londyńska Chelsea pozbyła się wówczas wielu graczy, ale pieniądze - marne kilkaset tys. euro - dostała tylko za Mikaela Forssella .

Real Madryt ją przebił, bo skupuje niemal wyłącznie gwiazdy z wielkich europejskich klubów. Za Kakę (67 mln), Cristiano Ronaldo (94), Negredo (5), Albiola (15) i Benzemę (35) zapłacił 216 mln euro, czyli mimo wszystko mniej, niż mogliśmy się spodziewać. Rozrzutny Perez miał zdaniem krytyków zepsuć sobie rynek, rozpieszczając konkurencję i skłaniając ją do odstraszania go zdjętymi z księżyca cenami, tymczasem reprezentanta Hiszpanii Albiola oraz nadzieję francuskiego futbolu Benzemę przejął szef Realu za stosunkowo małe pieniądze. Zaskakuje zwłaszcza ostatnia transakcja, bo właściciel Lyonu Jean-Michel Aulas zapracował na sławę niebywale twardego negocjatora. Skoro za defensywnego pomocnika Michaela Essiena wytargował przed kilku laty od Chelsea blisko 40 mln, to spodziewałem się, że za niesłychanie utalentowanego napastnika - w dodatku młodziutkiego - wyszarpie jeszcze więcej. Może nawet 50 mln.

Cennik wraca do normy, co w żadnym razie nie czyni strategii Florentino Pereza mniej wyjątkową. Tym bardziej że nic nie wskazuje na to, by prezes Realu wyhamował, nawet jeśli nie zdoła uciułać planowych 100 mln z wyprzedaży graczy uznanych za zbędnych - na razie dostał 5 mln za Javiera Saviolę (z odejścia Fabio Cannavaro i Juliena Fauberta nie ma nic), a inni niechciani, jak wynika z wypowiedzi piłkarzy bądź ich agentów, zmieniać klubu w przededniu fascynująco zapowiadającego się sezonu nie zamierzają. Toczą się tylko pertraktacje z Milanem, który zabiega o napastnika Klaasa-Jana Huntelaara - jednego z sześciu Holendrów w klubie, w komplecie uznanych przez "Królewskich", jak donosi hiszpańska prasa, za zbędnych.

Perez w miesiąc wykazał się skutecznością, której prawdopodobnie nie oczekiwali najsilniej zapatrzeni w niego socios, więc mamy prawo zakładać, że wyda obiecane 300 mln euro i sfinalizuje jeszcze dwa imponujące transfery. On traktuje je jak inwestycje również biznesowe, pieniądze zamierza odzyskać bez względu na wyniki drużyny. Zażądał już renegocjacji umowy sponsorskiej z Adidasem (chce 60 zamiast 30 mln euro rocznie), grożąc zerwaniem współpracy i związaniem klubu z firmą Nike. Chciałby też prezes Realu totalnej rewolucji w europejskim futbolu - w sobotę zaapelował, by stworzyć Superligę, w której najbogatsi występowaliby stale, bez względu na wyniki w rozgrywkach krajowych.

Gdyby mu się udało dokonać następnych transferowych megahitów, zebrałby grupę nieprzyzwoicie młodą, której niemal wszyscy członkowie mieliby prawo wierzyć, że szczyt możliwości - niezależnie od wcześniejszych dokonań - dopiero osiągną. Mogłaby ona wyglądać tak: Casillas (28 lat) - Sergio Ramos (23), Pepe (26), Raul Albiol (23), Marcelo (21) lub Alvaro Arbeloa (26, na razie w Liverpoolu) - Lass Diarra (23), Xabi Alonso (27, na razie w Liverpoolu) lub Fernando Gago (23) - Cristiano Ronaldo (24), Kaka (27), Franck Ribery (26, na razie w Bayernie) lub David Silva (23, na razie w Valencii) - Karim Benzema (21) lub Gonzalo Higuain (21).

A nawet jeśli Perez zdoła pozyskać zaledwie jednego gracza z kwartetu Arbeloa - Alonso - Silva - Ribery (co mało prawdopodobne), wypuści na sezon 2009/10 drużynę nowiusieńką, z wymienionymi w niemal 100 proc. formacjami kreującymi grę ofensywną. Manuel Pellegrini stanąłby przed wyzwaniem, przed jakim nie stanął żaden trener. Żaden mocny europejski klub, który dokonał latem porównywalnie rewolucyjnych zmian kadrowych, nie osiągnął natychmiast bezdyskusyjnego sukcesu. Nawet parweniusze z Chelsea podstawową jedenastkę modyfikowali stopniowo, a mentalnych przywódców szukać nie musieli, bo mieli w szatni Johna Terry'ego oraz Franka Lamparda . Real Madryt jest poddawany eksperymentowi bezwyjątkowo prekursorskiemu, jakiego świat futbolu jeszcze nie widział.

Barcelona zapoluje na Arszawina? - czytaj tutaj »


Więcej o: