Rusza Tour de Frnace: Lance czy Alberto. Trudny wybór

Tour de France rusza dziś w Monako. Nie miejsce startu największego wyścigu świata dodaje mu szyku i blasku, ale wielki gość na trasie - Lance Armstrong
38-letni Amerykanin wraca do kolarstwa po raz drugi. Pierwszy comeback pod koniec lat 90. odbył się w ciszy, bez specjalnego zainteresowania mediów i trwogi wśród rywali. Nikt nie przypuszczał, że wyleczony z raka sportowiec może coś zdziałać w najbardziej morderczej dyscyplinie. Po siedmiu kolejnych zwycięstwach w latach 1999-2005 jest żywym pomnikiem współczesnego sportu.

Gdy więc w sierpniu ubiegłego roku zapowiedział kolejny powrót, medialna wrzawa przetoczyła się przez cały świat. "Boss" wrócił do startów w styczniu w Australii po trzech i pół roku przerwy wypełnionych aktywną działalnością w fundacji na rzecz walki z rakiem Livestrong. Od początku zapowiadał, że interesuje go start w Tour de France. Chce wygrać po raz ósmy?

Plusy i minusy Armstronga

Nie można tego wykluczyć. Forma wciąż jest wysoka. Rozstając się z kolarstwem, nie zrezygnował ze sportu. Przebiegł dwa maratony w Nowym Jorku i jeden w Bostonie, za każdym razem poniżej trzech godzin. Rok temu zajął drugie miejsce w wyścigu na rowerach górskich. Miesiąc temu był 12. w Giro d'Italia. Mentalnie to wciąż ten sam typ sportowca - perfekcjonista w przygotowaniach, łasy na zwycięstwa, urodzony lider.

Nigdy jednak w Tour de France nie zdarzyło się, żeby wyścig wygrał kolarz starszy niż Armstrong lub nawet jego rówieśnik. Najstarszy zwycięzca "Wielkiej Pętli" - z 1922 roku - Belg Firmin Lambot był dwa lata młodszy. Amerykanin zdradzał też w tym roku oznaki słabości. Upadek podczas Giro uznano za wynik zbytniej nerwowości, obcej mu w najlepszych momentach kariery. Złamanie obojczyka w marcowym wyścigu Dookoła Kastylii i León pozbawiło go kilku ważnych startów i zakłóciło cykl przygotowań. Najważniejszą przeszkodą w odniesieniu ósmego zwycięstwa jest jednak pojawienie się nowej, choć pozbawionej tej charyzmy co Armstrong, gwiazdy - Alberto Contadora.

Kto liderem?

26-letni Hiszpan jest w ekskluzywnym gronie pięciu kolarzy, którzy wygrali trzy największe wyścigi: Giro, Tour i Vueltę. Hiszpanie nazywają go nowym Miguelem Induráinem, legendarnym zwycięzcą aż pięciu Tour de France z rzędu. Problemem Amerykanina wcale nie jest to, że pod jego nieobecność wyrósł mu tej klasy rywal, ale że ma go we własnej drużynie! Musiał zdecydować, czy ustąpić mu miejsca, czy wykorzystać swoją dawną wielkość i przejąć palmę pierwszeństwa w zespole Astany.

Oficjalnie wybrał pierwsze rozwiązanie. - Będę pracował dla Alberto - powiedział kilka dni temu. - Trudno znaleźć lepszego kolarza w wyścigach wieloetapowych. Pracował ciężko, żeby stać się w naszej ekipie liderem - potwierdził wybór Amerykanina dyrektor grupy Johan Bruyneel. Hiszpan dostał pierwszy, najniższy numer startowy grupy, zwyczajowo oddawany liderowi.

Czy to jednak decyzja ostateczna? - Jakie są wasze relacje z Lance'em? - pytał Contadora dziennikarz "L'Equipe" podczas czerwcowego wyścigu Dauphiné Libéré. - Żadne - odpowiedział Hiszpan.

Obaj trenowali na pokaz podczas zgrupowania na Teneryfie i ostatnio w Montpellier, ale nie przejechali razem żadnego poważnego wyścigu. Czuć między nimi dystans, co wcale nie jest zapowiedzią idealnej współpracy.

Ich największymi rywalami będą doświadczeni w zmaganiach we Francji: Luksemburczycy z grupy Saxo Bank - bracia Franck i Andy Schleckowie; Hiszpan Carlos Sastre z Caisse d'Epargne, który wystartuje z nr. 1 zarezerwowanym dla zwycięzcy poprzedniej edycji; oraz Australijczyk Cadel Evans, dwukrotnie drugi w Tour de France. Astana ma jednak drużynę na miarę amerykańskiego Dream Teamu, czy galacticos z Realu Madryt. Są w niej chociażby Levi Leipheimer i Andreas Klöden. Obaj stawali na podium Tour de France. Tacy kolarze są w stanie wypracować zwycięstwo swojemu liderowi. Czy będzie nim Armstrong, czy Contador...

Liczba wyścigu

138

Numer startowy Marcina Sapy z grupy Lampre - jedynego polskiego uczestnika Tour de France

Dla "Gazety"

Sylwester Szmyd, kolarz grupy Liquigas, najlepszy polski szosowiec

Widziałem Lance'a podczas Giro. Jest świetnie przygotowany. Stać go nawet na zwycięstwo, a na pewno na pierwszą trójkę. Nogę ma wycieniowaną, może powinien zgubić jeden kilogram, ale do dziś pewnie mu się to udało. Moim zdaniem numerem jeden w Astanie pozostanie Contador. Armstrong nie będzie burzył swojego wizerunku, sportowej reputacji. W tym świecie obowiązują pewne zasady. Jeśli Lance zapowiedział pracę dla Alberta, to tak pewnie będzie. Nie widzę innego kandydata do zwycięstwa niż Contador. Nawet jeśli nie był przygotowany na Giro, w zeszłym roku potrafił wygrać ten wyścig, a teraz harował jak wół, myśląc tylko o Tourze.

Ja przygotowuję się właśnie do Vuelty, ale cieszę się strasznie, że w wyścigu wystartuje choć jeden Polak. Sam zadzwoniłem do ekipy Lampre, żeby potwierdzić tę informację, bo Marcin słabo mówi po włosku i w nią nie uwierzył. Boję się tylko o jedno. Nie startował w czerwcu, a bez tego będzie ciężko. Na samym początku wyścigu może mu "podciąć" nogi, jeśli jednak to go ominie, będzie mógł szukać szczęścia w ucieczkach. Ukończenie Tour de France będzie dla niego oznaczało wielki awans sportowy. W przyszłym roku wywalczyłby wyższy kontrakt.

not. ok

Doping i Tour

Aż 500 kontroli dopingowych przejdą uczestniczy Tour de France, ale wiara kibiców, że wykryci zostaną wszyscy oszuści, jest nikła. 83 proc. pytanych przez dziennik "Le Figaro" internautów zagłosowało, że wyścig nie jest czysty. W ubiegłym roku wykryto siedem, ale poważnych przypadków dopingu. Czterech kolarzy udało się złapać jeszcze podczas wyścigu, a trzech po jego zakończeniu. Pięciu z nich wygrało etapy, Ricardo Ricco jechał nawet w żółtej koszulce lidera.

Sylwester Szmyd persona non grata w kolarskiej kadrze - czytaj tutaj »