Krzysztof Hołowczyc: To przyspieszenie, to zawieszenie... technika poszła do przodu

- Ten wynik to dowód na to, że ciągle jestem szybki - mówi specjalnie dla Sport.pl Krzysztof Hołowczyc. Sponsorowany przez Orlen ?Hołek? jechał w Rajdzie Polski z pilotem Łukaszem Kurzeją Fordem Focusem WRC. Załoga zajęła szóste miejsce i zdobyła trzy punkty, co jest najlepszym wynikiem w historii polskich startów w mistrzostwach świata
Szóste miejsce w WRC. Największy sukces w karierze, de facto po zakończeniu rajdowej kariery, bo startuje pan już w rajdach terenowych, czyli troszeczkę innej dyscyplinie. Jakie to uczucie?

- Uczucie wspaniałe, bo to dowód na to, że ciągle jestem szybki. Jean-Marc Fortin, mój pilot z Dakaru dzwonił i powiedział, że ta szybkość jeszcze nam się w Dakarze przyda. Ja nie jestem zawodnikiem, którego satysfakcjonuje walka o dalsze miejsca. Zawsze myślę o zwycięstwie, ale jestem też realistą i ciężko było walczyć z facetami z czołówki, oni są szybcy, niewiarygodnie rozjeżdżeni, ścigają się tymi autami praktycznie cały rok.

W Argentynie w 1998 roku zajął pan siódme miejsce i jechał Subaru Imprezą WRC. Teraz startował pan Fordem Focusem WRC. Można te samochody porównać?

- Technika niesamowicie poszła do przodu. Samochody mają w sumie podobne parametry, ale dziś lepsza jest jakość zawieszeń, przeniesienia napędu, auto przyśpiesza niewiarygodnie dobrze niezależnie od podłoża, po którym się jedzie.

Jakie to przyspieszenie?

- Trudno powiedzieć, ale na pewno poniżej czterech sekund do setki.

Czy miał pan jakieś problemy techniczne podczas rajdu?

- Technicznych nie było zbyt wiele, ale do końca nie mogliśmy znaleźć odpowiednich ustawień, specyfikacji na grząskie podłoże. Silnik mieliśmy naprawdę mocny i niezawodny. Międzyczasy pokazywały jednak, że na starcie traciliśmy około 8 sekund właśnie z powodu niewłaściwych ustawień. Na kolejnych pomiarach czasu było już lepiej.

Przyjął pan w jakiś szczególny sposób kierowców WRC? Był pan w końcu w pewnym sensie gospodarzem.

- To są bardzo fajni ludzie, ale też skoncentrowani, trochę zamknięci w sobie, niektórzy zwyczajnie zmęczeni. Sebastien Loeb powiedział mi, że w ciągu roku jest w domu tylko cztery tygodnie. Poza tym to w większości młodzież, nowa generacja. Ja z moich dawnych startów dobrze znałem tylko braci Pettera i Henninga Solbergów. Ale oczywiście atmosfera była miła, dobrze się nam ze sobą rozmawiało.

Po tak udanym starcie jest jeszcze szansa na jakiś występ w WRC w tym sezonie?

- Raczej nie. Po pierwsze to pochłania olbrzymie środki, taki start naprawdę dużo kosztuje. Dlatego jestem wdzięczny moim sponsorom, że zdecydowali się to sfinansować. Ja pilnuję swojego budżetu i wolałbym pojechać w dwóch lub trzech rajdach terenowych przed Dakarem, żeby lepiej się przygotować. Tam możemy walczyć o wszystko.

Jakim samochodem pojedzie pan w Dakarze? Czy zapadły już jakieś konkretne decyzje odnośnie sprzętu?

Pojedziemy po raz kolejny Nissanem, ale auto będzie miało lepszy silnik, bo ostatnio zdecydowanie brakowało nam mocy. Będzie to nowa, lepsza konstrukcja, która miejmy nadzieję, pozwoli nawiązać walkę z Volkswagenami.