Formuła 1 powoli opuszcza Europę. Zostają... gry

W ciągu ostatnich kilku lat Europa straciła kilka wyścigów F1. I będzie ich coraz mniej. Słynne tory przechodzą do historii, a na ich miejsce powstają nowe.
W tym sezonie po raz ostatni kierowcy ścigali się na legendarnym Silverstone. Od tej pory, przez 17 kolejnych z sezonów GP Anglii będzie rozgrywane na Donington Park. GP Wielkiej Brytanii jest rozgrywane regularnie od powstania F1 w 1950 r. i pierwsze zawody odbyły się właśnie na Silverstone. Od teraz jednak rekordy na Silverstone mogą być bite już tylko w grach takich jak Intel Polsat Racing Tour, gdzie wciąż można zahamować na 66 cm ze 173 km/h do zera jak David Purley w 1977 r.

Europa ma problem. Z mniejszym zainteresowaniem kibiców (w czasie GP Turcji w Stambule część pustych krzesełek trzeba było zakrywać płachtami) i z coraz bardziej restrykcyjnym prawem zakazującym reklamy papierosów, a symbioza przemysłu tytoniowego i F1 zawsze była silna. GP Włoch, też rozgrywane od 1950 r., prawie zawsze (z jednym wyjątkiem w 1980 r.) na torze Monza, jest niepewne swojej przyszłości, bo umowy wygasającej w tym roku jeszcze nie przedłużono. Rok temu z powodu problemów z finansowaniem po raz ostatni odbyło się GP Francji na torze Magny-Cours, a w 2006 r. cykl GP pożegnał zawody na owianym złą sławą torze Imola, gdzie rozgrywano GP San Marino. Podobnie jak we Francji, problemy finansowe odesłały do lamusa tor w Hockenhiem (6 mln euro strat w zeszłym roku), a GP Niemiec będzie rozgrywane na Nuerburgringu.

Formuły 1 nie ma też w Ameryce Północnej. Dwa lata temu rozegrano ostatnie GP USA, a przed rokiem GP Kanady, gdzie wygrał Robert Kubica.

Tymczasem cykl wyścigów, będący zawsze symbolem największych pieniędzy i najnowszych technologii przenosi się do krajów będących do niedawana peryferiami gospodarki. Tegoroczny sezon kończą zawody w Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Za rok zadebiutuje GP Korei Południowej. A dopiero od niedawna, i to z powodzeniem rozgrywane są GP Chin, GP Bahrajnu (od 2004 r.) i GP Singapuru (od 2008 r.).

Co dalej? Być może już od 2011 r. w kalendarzu zawita GP Indii (tych zawodów w Intel Polsat Racing Tour jeszcze nie ma, ale jeśli Bernie Ecclestone będzie konsekwentny w promowaniu Indii, chyba będą musiały się pojawić). Prowadzone są rozmowy w sprawie powrotu wyścigów do RPA, Argentyny czy Meksyku. Europa też się w plotkach pojawia, ale GP Rosji, czy wyścigi uliczne w Paryżu lub Rzymie, wobec kryzysu ekonomicznego wydają się być mało prawdopodobne. Faktem jest że F1 to przede wszystkim przedsięwzięcie ekonomiczne i dostosowuje się do zmieniających się warunków gospodarczych na świecie.