Rozmowa z Sebastianem Chmarą

Wieloboje są kwintesencją lekkiej atletyki i nie na darmo najlepszych dziesięcioboistów nazywa się królami, a siedmioboistki - królowymi tej dyscypliny - mówi Sebastian Chmara, rekordzista Polski
Mariusz Rabenda: Patrząc na wyniki wieloboistów w poszczególnych konkurencjach, gołym okiem widać, że są one słabsze niż specjalistów od tych konkurencji. Od razu ciśnie się do głowy myśl, że jak ktoś robi wszystko, to niczego nie zrobi dobrze?

Sebastian Chmara* - Dopiero rozpoczynamy rozmowę, a ty od razu prowokujesz. Jasne, że trudno wieloboistom równać się wynikami z mistrzami konkurencji indywidualnych, zwłaszcza teraz, kiedy świat tak bardzo postawił na specjalizację. Jednak z drugiej strony, kiedy ja byłem w dobrej formie, to potrafiłem zdobyć medal w wieloboju, a do niego dołożyć medale w skoku o tyczce czy w dal. Poza tym są wybitne postacie wielobojów jak Carolina Klüft, która porzuciła siedmiobój na rzecz skoku w dal i trójskoku czy Jackie Joyner-Kersee, mistrzyni olimpijska i świata zarówno w siedmioboju, jak i skoku w dal. Takie postacie obalają mit o tym, że wieloboista nie może być specjalistą w którejś z konkurencji. Powiem więcej - dobry wieloboista musi mieć jedną lub dwie bardzo dobre konkurencje, a w pozostałych musi być przynajmniej średni. Inaczej nie będzie miał dobrych wyników wielobojowych.

Jednak splendor częściej spływa na specjalistów od poszczególnych konkurencji. Rzadko gwiazdą światowej, czy nawet krajowej lekkiej atletyki staje się wieloboista.

- Z tym nie mogę się zgodzić. Ryszard Katus [brązowy medalista olimpijski z 1972 r. - red.] cieszył się zawsze dużą popularnością wśród polskich sportowców, podobnie Ryszard Skowronek [mistrz Europy z Rzymu z 1974 r. - red.] czy Urszula Włodarczyk [wielokrotna medalistka mistrzostw świata i Europy, mistrzyni kontynentu w hali w 1998 r. - red.]. Nie inaczej jest na świecie. Erki Nool [mistrz olimpijski z 2000 r. - red.] jest w Estonii bodaj drugą najpopularniejszą osobą po prezydencie. Swoich bohaterów wieloboistów hołubią Niemcy. Dan O'Birian [USA, mistrz olimpijski z Atlanty z 1996 r. i trzykrotny mistrz świata - red.], Daley Thompson [Wielka Brytania, dwukrotny mistrz olimpijski 1980 i 1984 - red.], Roman Šeberle [Czechy, mistrz olimpijski 2004 i świata 2007 - red.] cieszą się wielkim szacunkiem i splendorem we własnych krajach.

Jednak europejska federacja lekkoatletyczna oddzielając Puchar Europy w wieloboju od pozostałych konkurencji i organizując - bądź co bądź - na malutkim stadionie dla góra 2 tys. widzów, sama spycha wieloboje na drugi plan.

- Federacje europejska i światowa popełniają mnóstwo błędów w polityce promocyjnej lekkiej atletyki. Generalnie to, co robią teraz, jest do bani. Nie jesteśmy w stanie obejrzeć dobrych zawodów lekkoatletycznych w telewizji, bo prawa do ich relacjonowania mają jakieś telewizje, do których większość ludzi nie ma dostępu. Jednak oddzielenie wielobojów od pozostałych konkurencji, ma też swoje dobre strony. Gdy wielobój jest razem w mityngu lekkoatletycznym z innymi konkurencjami, często ginie w tłumie. Wydzielenie pozwala na śledzenie poszczególnych zawodników parających się z kolejnymi konkurencjami, wchodzącymi w skład zawodów. Jednak nieszczęściem decyzji o wydzieleniu wielobojów jest brak promocji Pucharu Europy. Szczecin próbuje nadrobić ten brak promocji, samodzielnie reklamując zawody, które mają się u was odbyć. Jednak nie powinno to być zrzucone tylko na barki miasta.

Będę się jednak upierał, że wieloboiści mają cięższą drogę do sławy. Przewrotnie zapytam więc, czy gdybyś miał pokierować karierą własnego syna, to mając doświadczenie swej kariery, pokierowałbyś go w stronę dziesięcioboju?

- Gdybym wiedział, że syn będzie herosem sprintu, to oczywiście odradziłbym mu uprawianie wielobojów. Ale w związku z tym, że jest biały, to mam świadomość, że herosem sprintu nigdy nie będzie. Uwarunkowań genetycznych nie da się oszukać. Cudów nie ma - nie jesteśmy w stanie wychować rewelacyjnego skoczka w dal czy sprintera. Stąd wielobój może być szansą dla nas. Z drugiej strony, jako ojciec, wolałbym, żeby syn nie miał w życiu zbyt ciężko, a uprawianie wieloboju, to potwornie ciężka harówa. Miałbym więc dylemat, ale zapewne nie odwodziłbym go od uprawiania wieloboju, bo wiem, że mi to też sprawiało wiele satysfakcji.

A sam, jak trafiłeś do tej dyscypliny?

- Było w tym sporo przypadku. Uprawiałem bowiem kajakarstwo i startowałem nawet w zawodach kajakarskich. Pewnego razu pojechałem jednak na szkolne zawody lekkoatletyczne i zrobiłem niezłe wyniki. Tak mnie wypatrzyli trenerzy i po pół roku trenowania lekkiej atletyki byłem już dziesięcioboistą. Wynikało to w dużej mierze z moich naturalnych możliwości. W konkurencjach technicznych nie potrafiłem niczego, za to w naturalnych: biegach, skokach, od razu miałem dobre wyniki. Potem się uczyłem reszty konkurencji i tak już zostało.

Która z konkurencji wielobojowych jest najtrudniejsza?

- To zależy od predyspozycji i umiejętności zawodnika. Dla mnie najtrudniejszy był rzut oszczepem. Nigdy, tak na dobrą sprawę, nie udało mi się rzucać tak dobrze, jakbym chciał. Ja byłem zawodnikiem skoczno-wytrzymałościowym. Tak sobie rzucałem dyskiem, ale za to zupełnie nieźle pchałem kulę. W sumie te moje umiejętności składały się na całkiem przyzwoitą liczbę punktów wielobojowych.

Ile konkurencji słabszych może mieć zawodnik?

- Nie powinien mieć więcej niż jednej dziury. Za to musi mieć przynajmniej jedną konkurencję, w której zdecydowanie dominuje i pozostałe, w których jest niezły. Wówczas - nawet przy tej jednej dziurze - ma szanse na czołowe lokaty.

Twój rekord Polski od 11 lat jest niezagrożony. To świadczy, że od wielu lat nie możemy się doczekać dobrego wieloboisty.

- Teraz zdobycie 7 200 pkt na mistrzostwach Polski wydaje się być wynikiem nieosiągalnym, a ja taki rezultat robiłem cyklicznie. Mój rekord Polski 8566 pkt w ogóle wydaje się jakimś kosmosem. Są młodzi zawodnicy jak Kamil Dróżdż czy Szymon Czapiewski i jeszcze parę innych młodych talentów. Mam nadzieję, że dzięki nim poziom naszego dziesięcioboju się podniesie.

Jakie więc szanse mają polskie reprezentacje w sobotnio-niedzielnych zawodach Pucharu Świata w Szczecinie?

- Sądzę, że - jeśli rywale przyjadą w pełnych składach - a nasi ustrzegą się kontuzji i nieprzewidzianych wpadek, to zarówno panie, jak i mężczyzn stać będzie na piąte miejsca w klasyfikacji generalnej.

Obserwowanie zawodów nie jest jednak łatwe. Każda konkurencja jest w swoisty sposób przeliczana na punkty. Zwykły śmiertelnik nie jest w stanie samodzielnie wyliczyć punktów i oceniać szans przed kolejnymi konkurencjami.

- Toteż próby zliczania tego przez kibiców nie miałyby najmniejszego sensu. Obserwację zawodów wielobojowych trzeba traktować jak oglądanie poszczególnych konkurencji. Fascynujące jest to, że możemy podziwiać możliwości zawodników w przekroju różnych konkurencji lekkoatletycznych. Jedni zyskują, rzucając dyskiem czy pchając kulę, by potem stracić na bieżni, inni właśnie biegami odrabiają straty do rywali. Najlepiej porównuje się możliwości zawodników w konkurencjach biegowych, gdzie podczas biegu widać kto jest lepszy. Trudniej w skokach czy rzutach. Wieloboje są zawodami dla koneserów lekkiej atletyki. W Pucharze Europy dodatkowo interesujące jest to, że kibice oglądać mogą kilku bardzo dobrych zawodników klasy światowej czy europejskiej, a smaczku wszystkiemu dodaje rywalizacja drużynowa.

Czym byś więc zachęcił kibiców do przyjścia na stadion przy ul. Litewskiej w sobotę i niedzielę?

- Tym, że takie zawody mają z jednej strony atmosferę pikniku, z drugiej są kwintesencją lekkiej atletyki. Kibice mogą podczas dwóch dni zmagań obejrzeć rywalizację we wszystkich najważniejszych konkurencjach lekkoatletycznych, poczuć smak wielkich zawodów, bo te wszystkie reprezentacje na pewno potraktują bardzo serio rywalizację. I nie na darmo najlepszych dziesięcioboistów nazywa się królami, a siedmioboistki - królowymi lekkiej atletyki - bo to są prawdziwi herosi tej dyscypliny sportu.

A gwiazdy?

Jeśli, tak jak zapowiadał, przyjedzie Andrei Krauczanka, to oglądanie jego występów będzie prawdziwą ucztą. To młody, szczupły, dość niepozorny zawodnik, który ma nieprzeciętne możliwości.

Ewa Kłobukowska, wybitna polska sprinterka, była zaproszona do Szczecina na jedne z poprzednich zawodów. Nie przyjechała, tłumacząc się tym, że szczeciński stadion źle jej się kojarzy [po zawodach w Szczecinie federacje ZSRR i NRD złożyły donos, że jej "status płciowy jest nieokreślony", co skutkowało wykreśleniem jej wszystkich rekordów i zakazem startów - red.]. Twoją karierę także zakończyła kontuzja, której doznałeś na tym stadionie.

- Ale ja na pewno będę na zawodach. Będę je zresztą komentować. Nie ma winy stadionu ani w mojej kontuzji, ani pewnie w sprawie pani Kłobukowskiej. Ja mam zresztą świetne wspomnienia ze stadionu szczecińskiego. To wspaniały, kameralny obiekt, który - znając plany - będzie jeszcze piękniał. W ostatnich latach odbyło się na nim wiele doskonale zorganizowanych i stojących na bardzo wysokim poziomie zawodów. To na tym stadionie Asafa Powell pobiegł po raz pierwszy na polskiej ziemi 100 metrów poniżej 10 s. A najważniejsze jest to, że Szczecin kocha lekką atletykę i na tym stadionie jest to widoczne. Nie można go więc obwiniać o to, że przynosi pecha.



*Sebastian Chmara - halowy mistrz świata w wieloboju (1999), mistrz Europy (1998), rekordzista Polski. Dziś menedżer lekkoatletyczny, komentuje zawody LA w telewizji.