Puchar Konfederacji: Amerykanie idą na wojnę z mistrzami

Jeśli piłkarze Hiszpanii nie przegrają w środę w półfinale Pucharu Konfederacji z USA, ustanowią rekord wszech czasów. Będzie to ich 36. mecz z rzędu bez porażki. Relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl od godz. 20.
Reprezentacja mistrzów Europy wygląda trochę jak ciut mniej urodziwa siostra fenomenalnej Barcelony, która miesiąc temu triumfowała w Lidze Mistrzów. Obie drużyny łączą malutcy (wyłącznie gabarytowo) rozgrywający Xavi Hernandez oraz Andres Iniesta (akurat kontuzjowany), obie potrafią urzekać stylem gry, obie mimo seryjnego zwyciężania pozostają nienasycone, potęgę obu widać już w nieprawdopodobnych osiągach statystycznych. Hiszpanie po Euro 2008 ani razu nawet nie zremisowali i w środę staną przed szansą na 16. zwycięstwo z rzędu. Co więcej, w trakcie tej zwycięskiej passy stracili zaledwie dwa gole. I stali się - oni, przez dziesiątki lat rozczarowani wielkimi turniejami - faworytami mundialu w RPA.

Bramka drużyny trenera Vicente del Bosque jest też nietykalna w Pucharze Konfederacji, w którym sprzyjał jej los. W grupie eliminacyjnej pokonała słabiutką Nową Zelandię 5:0, słabiutki Irak 1:0 oraz niewiele mocniejszych gospodarzy 2:0. W grze Hiszpanów widać już jednak znużenie sezonem, co w półfinale wiąże się z pewnym ryzykiem, bowiem Amerykanie uchodzą za piłkarzy silnych fizycznie, twardych i nieustępliwych, którzy z braku polotu lubią wydać przeciwnikowi wojnę. Ich wyjście z grupy - uzyskane mimo zaledwie jednego zwycięstwa - było sensacją, wróżono im raczej ostatnie miejsce, nawet za mistrzem Afryki Egiptem. Są jednak rywalem wyjątkowo nieprzyjemnym, przed ubiegłorocznymi ME Hiszpanie wbili im zwycięskiego gola dopiero pięć minut przed końcem sparingu.

Ci ostatni spodziewali się półfinału z Włochami. W niedzielę dostali od trenera wolne, do hotelu musieli wrócić dopiero o 20.30, by wspólnie obejrzeć potencjalnych rywali w meczu z Brazylią. Na Amerykanów patrzyli tylko dwa kwadranse. Zmienili kanał, gdy wreszcie uwierzyli, że rewanżu za ćwierćfinał Euro 2008 z mistrzami świata nie będzie. Dlatego, jak mówią, cały plan gry wziął w łeb.

Ale w środę będą bezdyskusyjnymi faworytami. Żadna reprezentacja na świecie nie ma w ostatnich latach szczelniejszej obrony, niewiele dochowało się rozgrywających dorównujących klasą Xaviemu czy Fabregasowi, jeszcze mniej może wystawić atak o zbliżonej sile rażenia. David Villa pędzi po inny rekord wszech czasów - w 47 meczach ustrzelił już 31 goli w reprezentacji i brakuje mu jeszcze 13, by doścignąć Raula Gonzaleza. Mecze, w których ani on, ani jego partner Fernando Torres nie trafiają do siatki, niemal się nie zdarzają.

Jeśli Hiszpanie nie przegrają, pobiją rekord Brazylii, z którą mogą zmierzyć się już w niedzielę - pod warunkiem że "Canarinhos" zgodnie z oczekiwaniami uporają się w czwartek z RPA. Wówczas w finale zobaczymy drużyny, które na południowy skrawek Afryki w przyszłym roku wrócą prawdopodobnie jako faworyci mundialu.

Oba półfinały pokaże TVP 2, transmisje rozpoczną się o 20.05. Relacja także w Sport.pl

Hiszpania wyrównała rekord Brazylii - czytaj tutaj »