Grzegorz Lato: Czekamy na wyroki

Zostawmy Beenhakkera w spokoju. Dopiero jeśli nie awansuje na mundial, poznamy jego następcę, ale z żadnym jeszcze nie rozmawiałem. Na pewno będzie to Polak. Mamy dobrych szkoleniowców - mówi "Gazecie Wyborczej" i Sport.pl prezes PZPZN Grzegorz Lato
Tajemnicze spotkanie Laty z "bogaczami" »

Robert Błoński, Jacek Sarzało: Jest pan szefem PZPN ponad osiem miesięcy.

Grzegorz Lato: I zaczyna mi się to coraz bardziej podobać.

Po zwycięskich wyborach zapowiedział pan, że po roku podda się weryfikacji i jeśli będzie źle, odejdzie.

- Jest dobrze. Z ministrem sportu nie mam żadnych problemów. Jesteśmy w stałym kontakcie, dzwonimy do siebie. Pieniądze? Pełna przejrzystość i budżet na plusie. Euro 2012? UEFA nie ma do Polski zastrzeżeń. Mam świetny departament prawny i tylko czekam, aż ktoś coś napisze, żeby pozwać go do sądu. Biuro prasowe też poukładane. Jesteśmy ostatnią federacją w Europie, która nie ma siedziby, ale zbudujemy, przede wszystkim ze środków FIFA i UEFA.

A może pan powiedzieć, czy skończył się już sezon w Ekstraklasie?

- Nie wiem. Musieliśmy wstrzymać baraż, bo czekamy na wyroki. Ale nie wińcie mnie za to, że nie wiadomo, kto będzie grał w nowym sezonie. Sprawę degradacji Widzewa za korupcję rozpatrzy ponownie Trybunał Arbitrażowy przy PKOl. Tak zdecydował Sąd Najwyższy i z nim nie polemizuję. ŁKS odwołał się w sprawie licencji do Sądu Administracyjnego. Ale zapewniam, że liga zacznie się 31 lipca. A ostatni mecz barażowy, jeśli będzie konieczny, odbędzie się najpóźniej trzy dni przed pierwszym meczem sezonu.

Wielu zawodnikom w zainteresowanych klubach skończyły się kontrakty.

- Przyjdą nowi. Miałem nadzieję, że cała afera korupcyjna skończy się szybko. Posypią się kary, wyczyści się nieuczciwych sędziów i koniec. A my ciągniemy to od prawie sześciu lat i końca nie widać.

Dlatego zjazd PZPN uchwali za tydzień koniec karania skorumpowanych klubów.

- Od dawna jestem za tym, żeby zamknąć całą aferę i przestać karać kluby. Co ma wspólnego z korupcją Widzew pana Cacka, który od kogoś ten klub kupił?

Od Zbigniewa Bońka.

- Ja nie wiem, od kogo. Ale podobno ten ktoś podpisał też zobowiązanie, że klub jest czysty. Jeśli więc trup jest, to nie w szafie PZPN, tylko w Łodzi.

Dlatego potrzebna będzie abolicja, która ma skończyć z karaniem kolejnych skorumpowanych klubów...

- Prawnicy pracują nad tym problemem.

ŁKS nie dostał licencji na grę w ekstraklasie.

- W klubie panował nieopisany bałagan. Polonia Bytom rok temu spóźniła się z dokumentami o trzy dni. A ŁKS nie przyniósł ich w ogóle. Zamiast w maju, dostaliśmy je 15 czy 16 czerwca. Sprawa jest w Sądzie Administracyjnym. Prosiłem ich, żeby przygotowali dokumenty na czas. Nie zrobili tego. Może coś się rozstrzygnie w najbliższy poniedziałek.

I to się panu w pracy prezesa podoba? Taki bałagan, zamieszanie, nikt nic nie wie.

- Nie podoba mi się wiele rzeczy, także to, że jest kryzys. Nie wszystkich stać na grę w ekstraklasie. Są wymogi licencyjne, trzeba mieć światła i podgrzewane płyty oraz dach. Jak chcemy dogonić Europę, to musimy zaczynać grać nie 15 marca, ale 15 lutego. Najpóźniej dwa tygodnie po Bundeslidze. A u nas im niżej, tym gorzej. Będzie ciężko o licencje dla wszystkich z I i II ligi. Wszyscy myśleli, że jakoś to będzie. Nie będzie. Dlatego myślimy, żeby zamiast dwóch 18-zespołowych grup II ligi zrobić jedną grupę.

Ekstraklasa większa nie będzie?

- Nie ma na to żadnych szans. 16 zespołów to idealna liczba na Polskę. W przyszłym sezonie nie będzie baraży. W tym ani Cracovia, ani Podbeskidzie - pod względem sportowym - na to nie zasłużyły. Baraż nie podniesie atrakcyjności ligi, w minionym sezonie prawie każdy o coś walczył do ostatniego meczu. Skończyły się układanki, walka jest do końca.

A poziom ekstraklasy?

- Średni, europejski. Choć niewiele meczów było na wysokim poziomie takich jak Wisły z Lechem. Nasze kluby są biedne i nie mają dobrych piłkarzy. Sprzedają najlepszych, sprowadzają przeciętnych, bo tanich. A u nas cały czas o korupcji. Niech prokuratorzy z Wrocławia wyłapują kolejne "czarne owce". Niech czyszczą do spodu, jestem za tym. Ci, co brali - sędziowie, obserwatorzy, piłkarze, trenerzy - powinni się usunąć w cień. Ale skończmy z karaniem klubów.

Ale pan też powinien napiętnować ludzi. Trenerzy Wąsikiewicz czy Wdowczyk dalej pracują w piłce...

- Ich kariery są skończone, bo kto ich zatrudni? Nigdy już nie będą trenerami. A to, że jakaś prywatna osoba zatrudnia ich w charakterze doradcy, to co ja mam do tego? Nie zgadzam się z tym, ja bym ich nie zatrudnił w żadnym charakterze. Wszyscy umoczeni powinni dać sobie spokój z piłką. Ci, co mają zarzuty, lądują w Wydziale Dyscypliny. Kto się nie stawi, jest zawieszany. Sędziów wyczyściliśmy, działaczy też.

Jest pan w PZPN jednym z największych obrońców Leo Beenhakkera.

- Dwa lata temu powiedziałem, że na miejscu ówczesnego prezesa Michała Listkiewicza, pokazałbym Leo klamkę z drugiej strony, gdyby zaproponował nowy kontrakt przed mistrzostwami Europy. Odsądziliście mnie od czci i wiary, a ja chciałem tylko przedłużyć kontrakt po, a nie przed Euro. Kontrakt Leo obowiązuje do końca listopada. Jeśli awansujemy, automatycznie zostanie przedłużony do końca MŚ, czyli 30 czerwca 2010 roku. Ja z Leo nie mam problemów. Gdy czegoś potrzebuję, dzwonię i następnego dnia się spotykamy. Na dziś sprawy selekcjonera nie ma. Zostawmy Leo w spokoju. Dziwi mnie tylko, jak czytam nazwiska następcy: Tarasiewicz, Janas itd. To jest jak strzelanie po ciemku do tarczy - może ktoś trafi.

Kto będzie jego następcą?

- Nazwiska nie podam, bo nie wiem. Ale na pewno będzie to Polak. Mamy dobrych szkoleniowców, znajdziemy odpowiedniego. Przed Beenhakkerem czapki z głów za pierwszy w historii awans do finałów ME, ale największe sukcesy osiągaliśmy z trenerami Górskim, Piechniczkiem i Gmochem. Potem, do wielkich imprez awansowali też Engel z Janasem.

Ale pan Kazimierz nie żyje, Antoni Piechniczek jest szefem Wydziału Szkolenia, Jacek Gmoch ekspertem w TVP - od lat nie siedzieli na ławce trenerskiej. Engel i Janas, tak jak Beenhakker, na wielkich imprezach z grupy nie wychodzili.

- Co starszych trenerów nie wolno odbierać im zasług. Wałęsa też dokonał wielkich rzeczy dawno temu, a wszyscy to doceniają. Janas, Engel i również Beenhakker powinni zdziałać coś więcej w finałach - każdy z nich miał szansę i rywali, którzy byli w zasięgu polskiej kadry.

Ale tych szans nie wykorzystali. O polskich trenerów nikt się nie bije w Europie, skąd więc optymizm, że znajdzie pan dobrego następcę Beenhakkera?

-To że nikt nie się o nich nie bije w Europie, nie może świadczyć o ich klasie. Ja wierzę w młode pokolenie polskich trenerów, których efekty pracy coraz częściej da się zauważyć.

Rozmawiał pan już z kimś w sprawie kolejnego selekcjonera?

- Tylko z Wydziałem Szkolenia, w którym pójść kierunku, ale żadne nazwiska nie padły. Nigdy nie rozmawiałem z żadnym ewentualnym następcą. Jeśli kiedykolwiek będę chciał zwolnić Beenhakkera, powiem mu o tym pierwszemu. Dopiero potem porozmawiam z następcą. Nie mam faworyta, ale następcą nie będzie człowiek z ulicy. Tylko z osiągnięciami, sukcesami i doświadczeniem w tym zawodzie. Jest w kogo zainwestować. A jeśli już kogoś wybierzemy, to będzie miał pełną autonomię. Nie dostanie żadnego "nadtrenera".

Wytłumaczy się pan z niemal dwukrotnej podwyżki pensji prezesa - z 28 tys. miesięcznie na 50 tysięcy?

- PZPN sam wypracowuje swój budżet. Żadna złotówka polskiego podatnika na działalność związku nie wpływa. Podwyżkę dostałem od zarządu. Prezes Ekstraklasy Andrzej Rusko zarządza tylko ligą złożoną z 16 klubów, zarabia niewiele mniej ode mnie. A ile zarabiają w radach nadzorczych? A ile sobie wypłacają władze TVP? Jeśli stać nas na takie pensje i mieszczą się w budżecie, to są podwyżki. Poza tym na pierwszą reprezentację wydajemy prawie 20 milionów, dodajmy kadry młodzieżowe, futbol kobiecy itd. A wy tylko o mojej pensji.

PZPN nie chce, żeby sądy mieszały się w licencje »