Ula przygotowuje się do mistrzostw

DŻUDO. - Mistrzostwa świata to najważniejsza impreza w tym roku, wszystkie przygotowania są podporządkowane właśnie temu celowi - podkreśla dżudoczka opolskiej Gwardii Urszula Sadkowska, która w niedzielę triumfowała w Pucharze Świata w Madrycie.
Choć do MŚ pozostało jeszcze 11 tygodni, to Sadkowska każdy dzień ma już zaplanowany. W poniedziałek wróciła z Hiszpanii, wtorek i środa to badania kontrolne w Warszawie w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportu oraz Instytucie Sportu. - Na szczęście udało mi się wyprosić od trenera kilka dni wolnego. Więc zaraz po badaniach wracam do domu, do Olsztyna, spotkam się z rodziną, znajomymi i do niedzieli będę odpoczywać - cieszy się zawodniczka.

Kolejnym etapem przygotowań będzie zgrupowanie kadry narodowej w Giżycku, gdzie, co ciekawe, przebywa także kadra sztangistów m.in. z Bartłomiejem Bonkiem z Budowlanych. - Trzy tygodnie później czekają mnie kolejne zawody Wielkiego Szlema w Rio de Janeiro. Po powrocie następne zgrupowanie w Cetniewie i Zakopanem, a później wylot do Rotterdamu, gdzie odbędą się mistrzostwa świata - wylicza Sadkowska, podkreślając, że wszystkie przygotowania są podporządkowane właśnie temu celowi.

Tegoroczny sezon to pasmo sukcesów 25-letniej dżudoczki Gwardii, która niemalże z każdych zawodów przywozi medal. Największym osiągnięciem było srebro mistrzostw Europy, które zdobyła w kwietniu, na podium stawała także w marcu, kiedy była trzecia w PŚ w Pradze i w maju, także trzecia w zawodach Wielkiego Szlema w Moskwie, zaś w lutym zajęła piąte miejsce w zawodach tej samej rangi w Paryżu.

W niedzielę do swej kolekcji dorzuciła kolejny, tym razem złoty medal PŚ, a mimo iż wygrała wszystkie walki przed czasem, jak po każdych zawodach podkreśla swoje mankamenty. - Oczywiście zwycięstwo bardzo cieszy, jestem bardzo zadowolona, choć jest pewien niedosyt, bo mogłam pokonać wszystkie rywalki przez ippon, czyli jedną akcją - śmieje się Sadkowska.

W czym tkwi źródło ostatnich sukcesów? - Efekty przynoszą ciężkie treningi z Robertem Radlakiem [trener kadry narodowej kobiet oraz Koki Jastrzebie, gdzie na co dzień ćwiczy zawodniczka - przyp. red.], procentuje także moje doświadczenie i starty międzynarodowe, w tym oczywiście najważniejszy, czyli zeszłoroczne igrzyska olimpijskie. Choć były całkowicie nieudane, bo przegrałam już w pierwszej walce, poczułam klimat wielkich zawodów, to było niezapomniane przeżycie - tłumaczy.

O ile nasza dżudoczka w ostatnich zawodach wygrywała głównie z zawodniczkami z Europy, nie ma wątpliwości, że mistrzostwa świata będą znacznie trudniejsze, bowiem prym na świecie wiodą Azjatki, a w ostatnich latach zwłaszcza Chinka Tong Weng, mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska, oraz Japonka Maki Tsukada, wicemistrzyni olimpijska i świata. - Wiadomo, że w Azji dzieci znacznie szybciej zaczynają treningi niż w Europie, u nich jest to przecież sport znacznie bardziej popularny niż np. w Polsce. Dzięki temu Azjatki mają znacznie lepszą technikę, pod tym względem reprezentują całkiem inny poziom. Nie znaczy to, że nie da się z nimi wygrać, wiele zależy także od szczęścia w czasie walki oraz od tego, jak się ona ułoży. Ja nie planuję, co będzie na mistrzostwach świata, jak zawsze liczę na dobre walki, wszystko może się zdarzyć - stwierdza Sadkowska. - Znaczenie będzie miało także szczęście w losowaniu - dodaje.

Co ważne, dzięki ostatnim sukcesom dżudoczka awansowała na liście rankingowej IJF (Międzynarodowej Federacji Judo) na trzecie miejsce, co ma znaczenie przy rozstawieniu podczas MŚ.