Szwajcaria? Jakoś mnie nie kręci

SPORT NIEPEŁNOSPRAWNYCH. Arkadiusz Skrzypiński (Vobis Start Szczecin/Sopur Team) wziął udział w dwóch wyścigach w alpejskim kraju i choć zajmował miejsca w czołówce, to wrócił niepocieszony.
- Stać mnie na lepsze wyniki, ale jakoś nie mogę odnaleźć się w Szwajcarii - mówi szczeciński specjalista od jazdy na rowerze ręcznym.

Początek ostatniej podróży do Szwajcarii rozpoczął się radośnie. Ekipa naszego kolarza spotkała m.in. Didiego, czyli najsłynniejszego kolarskiego diabła. - Chyba wszyscy fani kolarstwa go poznali w transmisjach telewizyjnych. Mi szczęścia nie przyniósł - twierdzi Skrzypiński, który - przypomnijmy - jest rekordzistą Polski, a od tego sezonu jeździe w zawodowym zespole.

Szwajcaria źle się Arkowi kojarzy. Trzy lata temu brał tam udział w MŚ i zabrakło mu sekundy, by zdobyć brązowy medal w jeździe indywidualnej na czas. Dwa tygodnie temu brał udział w wyścigu dookoła Jeziora Genewskiego. Peleton miał do pokonania 180 km, czyli był to najdłuższy wyścig w karierze szczecinianina. Po niezłym starcie przyplątały się kłopoty sprzętowe i ostatecznie zawodnik skończył imprezę na odległym miejscu.

- Teraz kłopotów nie było, ale i satysfakcjonujących lokat również. Szkoda, bo czułem się naprawdę świetnie - przyznaje Skrzypiński.

Pierwszego dnia zawodów w Oensingen przeprowadzono wyścig wspólny. Dystans 70 km, pięć pętli. Arek zaatakował na drugiej, ale na trzeciej został doścignięty. Na czwartej nie załapał się do innej ucieczki i mimo prób odrobienia dystansu - zajął ostatecznie 7. pozycję. Jeszcze na samym finiszu pozwolił się wyprzedzić dwójce startujących, bo był przekonany, że wcześniej ich zdublował.

Pocieszeniem miał być występ w czasówce, ale mimo wykorzystania wszystkich sił - znów był siódmy. W Szwajcarii startował też Mariusz Gryglas ze Startu. Zajmował odpowiednio 23. i 30. pozycję.

Za dwa tygodnie wyścig w niemieckim Lorsch (start wspólny, 40 km), gdzie po raz pierwszy w tym sezonie zaprezentuje się polska kadra (5 osób).