Sport.pl

Co ma wspólnego konflikt w F1 z KERS?

Czy konflikt w Formule 1 i KERS mają ze sobą coś wspólnego? Tak, wiele - przekonuje na swoim blogu redaktor Sport.pl Bartosz Raj
- Co KERS i konflikt zespołów (FOTA) z FIA (Mosley) mają wspólnego? Wiele. W ostatnich manewrach tej wojny w F1 coraz częściej uwypuklało się, że obie strony są od siebie bezwzględnie zależne. Że jedni drugich mogą obrażać ("Wyobrażam sobie F1 bez Ferrari"), mogą sobie grozić ("Odejdziemy z F1 wraz ze swoimi zespołami"), ale tak naprawdę elitarność Formuły i - co tu dużo mówić - pozałatwiane i poskładane sprawy biznesowe (kontrakty, prawa, wynajem torów) sprawiają, że rozrywać ten układ jest trudno i niewygodnie. A więc trzeba coś uszczknąć dla siebie - pisze na swoim blogu Raj. 

- Może dość nieoczekiwanie argumentem w negocjacjach, który moim zdaniem zaważył, był bunt przeciwko KERS. Według FIA mógłby być od 2010 r. obowiązkowy, ale zespoły, które nie zgodzą się na budget cap miałyby do dyspozycji tylko KERS ułomny, o niepełnej mocy. Zespoły tymczasem na tegoroczną nowinkę coraz głośniej narzekają, nie używają jej (poza 1-2 zespołami okazjonalnie) i nie chcą znów budować na kolejny sezon za grube miliony. A więc krzyknęły, że nie chcą KERS - wyjaśnia Raj.

O innych aspektach wojny w F1 przeczytasz na blogu Raja »


Więcej o: