Justyna Kowalczyk: Odrzucam propozycje, biegnę już do Vancouver

Często mówiłam ?nie?. Udzieliłam wywiadu tylko jednej kolorowej gazecie, odrzuciłam wiele propozycji udziału w talk-show. Gdybym nie odmawiała, mogłabym zapomnieć o medalach na igrzyskach - mówi dwukrotna mistrzyni świata i zdobywczyni Pucharu Świata w biegach narciarskich Justyna Kowalczyk
Serwismen zostawił Justynę Kowalczyk. Zabrał też... narty  »

Gdzie dwukrotna mistrzyni świata i zdobywczyni Pucharu Świata jedzie na letnie wakacje?

Właśnie się zaczął mój bieg do igrzysk w Vancouver. Wróciłam z pierwszego obozu przygotowawczego w górach w Hiszpanii. Ciężko było przestawić się na reżim treningowy, bo przez cały kwiecień przyplątały się jakieś infekcje. Ale w pierwszych dniach obozu wszystko odpuściło i trenowałam bez problemów w słońcu.

Biegała pani pod górę na nartorolkach, ciągnąc za plecami oponę, jak na zdjęciu w pani galerii na portalu Nasza-klasa?

- Za wcześnie na takie obciążenia. Na razie biegałam tylko z obciążeniem własnego tyłka. Ciężka praca, po której będę miała wszystkiego dosyć, przyjdzie. Teraz robimy "bazę", by potem wytrzymać obciążenia.

A popularność doskwiera?

- Pojawiła się, ale obawiałam się, że będzie bardziej uciążliwa. Najbardziej rozpoznawalny jest mój uśmiech. Kiedy się śmieję, ludzie wiedzą, że to Justyna Kowalczyk.

Umie pani odmawiać?

- Często mówiłam "nie". Udzieliłam wywiadu tylko jednej kolorowej gazecie, odrzuciłam wiele propozycji udziału w talk-show. Gdybym nie odmawiała, mogłabym zapomnieć o medalach na igrzyskach. Przestałabym trenować, regenerować się i dbać o swoje ciało.

Igrzyska w Vancouver już za 8 miesięcy.

- Moja droga do nich zaczęła się na olimpiadzie w...Turynie (2006 r.). Tam po trzecim miejscu w biegu na 30 km obiecałam, że do igrzysk w Kanadzie zdążę poprawić styl dowolny. Pewnie w październiku więcej powiem o igrzyskach. Chcę się do nich jak najlepiej przygotować, nie popełnić żadnego błędu. Bo jedna kontuzja może wszystko popsuć. Chcemy tego uniknąć. Jesteśmy trochę uśpieni, bo od ponad roku nie miałam żadnego urazu, uniknęłam też chorób w trakcie sezonu. Ale dbam o ścięgno Achillesa, z którym miałam kiedyś problemy.

Czy po zimowych sukcesach o nic już się pani nie musi martwić?

- Tak. Teraz dążę do tego, by utrzymać się na szczycie, bo medale i puchary zobowiązują. Spadanie nie jest miłe, choć wiem, że przyjdzie. Historia pokazuje, że po wielkich sukcesach dziewczyny dalej dobrze biegają. Ale już nie w każdym starcie dominują. Na razie jednak nie myślę o tym. W głowie mam tylko igrzyska.

Będą medale?

- Niech wszyscy sobie pytają. Będziemy odpowiadać, że nie tylko my trenujemy, nie tylko my mamy grupę, narty i zdrowe ręce. Trzy tygodnie przed olimpiadą wyjadę do Kanady i będzie ciężko mnie tam znaleźć. Odizoluję się i przygotuję do startu.

Psycholog pomoże?

- Może i by się przydał, ale nie chcę eksperymentować w roku olimpijskim. Za duże ryzyko. Może nakładłby mi do głowy i pomyślałabym: "Cholera, po co ja tak ciężko trenuję, inni mają łatwiej". W tym momencie psycholog to nie jest najlepszy pomysł, choć nie mówię, że nigdy nie skorzystam z porad fachowca.

Teraz każdy będzie chciał z panią wygrać.

- Na początku sezonu parę razy dostanę mocno po tyłku. To mnie sprowadzi na ziemię i wyjdzie mi tylko na zdrowie. W głowie mi nie szumi, wiem jednak, że czasem na starcie byłam zbyt pewna siebie. W Rybińsku biegłyśmy na 10 km łyżwą. Zlekceważyłam rywalki, bo czułam się mocna. Ale jak "durnota" ruszyłam do przodu od razu po starcie, długo prowadziłam, nie posłuchałam trenera, żeby trzymać się z tyłu. Dałam się "zrobić" jak dziecko. Więcej się to nie powtórzyło. W nowym sezonie będę startować niemal we wszystkich biegach. Nigdzie nie nauczę się tyle, ile w czasie rywalizacji. Odpuszczę tylko uliczny sprint w Düsseldorfie.

Co zrobiła pani z trofeami?

- Kryształowe Kule stoją w domu w komodzie. Medale MŚ wiszą na wbitych w ścianę gwoździach. Obok 70-80 innych. Przywiązuję do nich średnią uwagę, ważniejsza jest świadomość, że już je zdobyłam. Motywują mnie do walki o kolejne.

Rywalki bardziej panią szanują?

- Od dawna mają do mnie szacunek, bo wiedzą, jak ciężko pracuję. Ja też, idąc na start, wiem, że jest kilka zawodniczek, z którymi zawsze trzeba będzie się liczyć. One to samo myślą o mnie. W nadchodzącym sezonie najbardziej będę obawiała się Kristiny Smigun. Estonka wraca na trasy po urodzeniu dziecka. Ma dwa złote medale igrzysk w Turynie i sześć medali MŚ, wygrała wszystko oprócz Pucharu Świata, ale nie wraca, by zajmować piąte miejsca. W tym sezonie będzie Smigun, Finki, Norweżki, Majdić i Rosjanki, które od dwóch lat nic nie osiągnęły. Ze znalezieniem konkurencji nie będzie problemów.

Chcę z nimi rywalizować w biało-czerwonych kombinezonach, ale białego będzie jak najmniej, bo pogrubia zawodniczkę. Czarny, w którym biegałam, mi się podobał. Bo wyszczuplał. Problem jest taki, że firma, która ubiera mnie, szyje kombinezony także dla Norweżek. Ekipa tego kraju zażyczyła sobie, by tylko ich były czerwone. Dlatego biegałam w czarnych. Teraz chcę zmiany. Czerwony strój z białym numerem i białymi wstawkami na czapce będzie bardziej polski.

Justynie Kowalczyk ukradli osiem lat kariery »