Milan chce być Barceloną, Leonardo - Guardiolą

Carlo Ancelotti wymarzył sobie zostać włoskim Aleksem Fergusonem, ale nie zdążył - przeniósł się do Chelsea. W Milanie zastąpił go żółtodziób, który nie ma nawet prawa pełnić funkcji trenera
Fachowiec, który z Milanem dwa razy wygrał i raz przegrał w finale Ligę Mistrzów, wytrwał jak na standardy Serie A całą wieczność, od listopada 2001 roku. W europejskiej czołówce dłużej od niego posady utrzymywali - i wciąż utrzymują - tylko Ferguson (od 1986 roku w Manchesterze United) oraz Arsene Wenger (od 1996 roku w Arsenalu). Milan systematycznie jednak osuwał się ze szczytu. W poprzednim sezonie nie awansował do Ligi Mistrzów, w bieżącym prędko stracił szanse na tytuł w kraju, odpadł z Pucharu UEFA i Pucharu Włoch.

Zgodnie z nową tradycją, którą zamierzają pielęgnować szefowie klubu, Ancelottiego miał zastąpić zaufany członek "rodziny", czyli były piłkarz Milanu. Wśród kandydatów wymieniano Franka Rijkaarda (wygrał LM z Barceloną), Marco van Bastena (prowadził reprezentację Holandii i Ajax) czy Roberto Donadoniego (włoska kadra, Napoli).

Nazwisko 39-letniego Leonardo prasa rzuciła kilka tygodni temu. Autorski pomysł właściciela klubu Silvio Berlusconiego zaskoczył wszystkich prócz tych, których zaszokował. Brazylijski mistrz świata z 1994 roku nie zaliczył jeszcze nawet wszystkich etapów trenerskiej edukacji i nie zdobył uprawnień, by oficjalnie zasiadać jako najważniejsza osoba na ławce rezerwowych. Dlatego stworzy tandem z Mauro Tassottim (główny asystent Ancelottiego poprowadzi większość treningów), wspierać ich będą specjaliści odpowiedzialni za rozpracowywanie rywali i doradztwo taktyczne.

Nowy trener we Włoszech anonimowy nie jest. Kamery i prasa go lubią (zna włoski, angielski, portugalski, francuski, hiszpański i trochę, jak sam twierdzi, japoński), uznanie zyskał intuicją na rynku transferowym. Za skromne 8,5 mln euro wynalazł Kakę, późniejszego najlepszego piłkarza globu, ściągnął Alexandre Pato, być może najzdolniejszego dziś nastoletniego napastnika w Europie. Jesienią poznamy klasę również rekomendowanego przezeń Thiago Silvy, który dostał misję godną postaci wybitnych - ma zastąpić w obronie legendarnego Paolo Maldiniego.

Leonardo lubił rolę poszukiwacza skarbów, chciał rozwijać się jako działacz, a trenerski debiut odłożyć o kilka sezonów. Uległ perswazji Berlusconiego, który postawił na brawurowy eksperyment. Jego podwładni argumentują, że inny nowicjusz Josep Guardiola właśnie wygrał LM i w debiutanckim sezonie poprowadził Barcelonę do największych triumfów w historii.

Analogia jest ciut naciągana. Guardiola, zanim zajął się seniorami, zdążył z powodzeniem popracować z trzecioligowymi rezerwami Barcelony, odziedziczył drużynę młodą i pękającą od talentu, usunął z niej primadonnę Ronaldinho, wydał na transfery ponad 100 mln euro. Leonardo nie ćwiczył nawet dzieci, przejmuje zespół o średniej wieku przekraczającej w skrajnych przypadkach 33 lata, w lidze włoskiej będzie się ścigał ze zdecydowanym hegemonem, stale wydającym fortunę na piłkarzy Interem Mediolan. Musi zapanować nad grupą czempionów, którzy wygrali już wszystko, miewają kłopoty z motywacją, czują się nietykalni. Pozostaje casus wspomnianego Ronaldinho, pupila Berlusconiego. Gdyby Ancelotti był bardziej posłuszny i nie osadził go w rezerwie (jego oraz innego zgasłego gwiazdora Szewczenki), być może utrzymałby posadę dłużej.

Teraz włoski premier liczy, że Ronaldinho wróci na boisko i odzyska blask. Na transferach oszczędza, od kilku lat woli kupować po cenach okazyjnych. Mimo to Leonardo obiecuje spektakularną grę. Chce wzorować się na niezapomnianej reprezentacji Brazylii z 1982 roku - uchodzącej za najwspanialszego finalistę mundialu, który nie zdobył złota.

Nowy trener wzmocni wpływy kolonii brazylijskiej (pięciu seniorów w kadrze) i nie naruszy przyjacielskich relacji w klubie. Ci eksperci i fani, którzy oczekiwali wstrząsu, się zawiedli, choć jeszcze nie wiadomo, czy cechy nowego trenera okażą się zaletą, czy wadą. Arrigo Sacchi, który jako ostatni obronił Puchar Europy i zdaniem wielu zbudował w Milanie klubową drużynę wszech czasów, nigdy nie grał zawodowo w piłkę, zaczął zarabiać na życie sprzedawaniem butów, przed przybyciem na San Siro mało kto o nim słyszał.

Jego następca Fabio Capello podobnie jak Leonardo wstał zza biurka, by zająć się trenowaniem. I przez całą karierę wszędzie odnosił sukcesy. Dziś uchodzi za jednego z najwybitniejszych fachowców na świecie.