Hazard - największa plaga polskiej piłki

Jeden z byłych reprezentantów przegrał w kasynie dwa miliony złotych. Znany ligowiec przed wierzycielami uciekł za granicę. Piłkarze-hazardziści, to największy problem polskiej piłki, o którym głośno się nie mówi - czytamy w "Magazynie Sportowym" dodatku do "Przeglądu Sportowego".
- Gra 80 procent zawodników z polskiej ligi. Połowa chodzi jeszcze do kasyn, reszta siedzi w domu i gra w internecie - mówi Tomasz Hajto. - To największa plaga dzisiejszej piłki. Już się nie pije tak jak kiedyś. Alkohol został zastąpiony przez ruletkę, kieliszek przez kulkę - mówi Marek Koźmiński.

Kasyna tylko czekają na piłkarzy - to ich najlepsi klienci. Żyją z takich jak oni. W jednym z kasyn piłkarze Wisły Kraków mają salkę vipowską, gdzie nie wejdzie nikt z ulicy. To tam świętowali jedno z mistrzostw polski.

Piłkarze chodzą nie tylko do kasyn, ale też zakładają się. O wszystko. Na treningach - kto pierwszy trafi piłką w poprzeczkę czy słupek. Obstawiali czas przyjazdu autokaru, zakładano się o to, kto ureguluje rachunek w restauracji. Obstawiali także mecze u bukmacherów, choć kontrakty im tego wyraźnie zabraniały. - Uzależniony potrzebuje dodatkowych źródeł adrenaliny. Zapewnia ją sport, ale także kasyno. Taki piłkarz w wolnym czasie szuka czegoś, co go nakręci - hazardu, alkoholu, narkotyków, ryzykownych sportów. Chce żeby coś się działo - mówi Jacek Sędkiewicz, psycholog, terapeuta uzależnień.

Na plagę hazardu nie wiele mogą poradzić prezesi i właściciele klubów. Najskuteczniejszą metodą jest tzw. zakaz. Kasyno wprowadza wtedy grającego na jego własną prośbę na listę osób, które nie mają wstępu do lokalu. Działacze Amiki Wronki wymogli taki zakaz na pojawiających się regularnie w kasynach Tomasza Dawidowskiego, Dariusza Jackiewicz i Grzegorza Króla. Piłkarz nie mieli wstępu do kasy w Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie, ale gry nie zaprzestali. Zaczęli odwiedzać kasyna w Berlinie, który od Wronek dzieli niespełna 200 km.

Piłkarze wygrywali ogromne sumy, przegrywali jeszcze większe. Wahan Geworgian potrafił w jedną noc przegrać 130 tys. złotych. Często zdarza się, że zaciągają pożyczki u tzw. ludzi z miasta. Jeden z ligowców zapożyczył się u nich na 100 tys. złotych, musiał oddać 115 tys. - W przypadku jeśli zawodnik nie ma odpowiedniej sumy, dostaje pierwsze i zarazem ostatnie ostrzeżenie. Potem ma już założoną lokatę. Odnawialną i niespłacalną - mówi jeden z byłych piłkarzy.

Mariusz Nosal, były piłkarz m.in. Odry Wodzisław, przegrał wszystkie swoje pieniądze, zapożyczył się na ogromne sumy, które również przegrał, a potem ukrywał się przed wierzycielami , którzy mu grozili. Pozrywał wszystkie kontakty z rodziną i przyjaciółmi, rozwiódł się z żoną i uciekł za granicę. Hazard był też jedną z przyczyn samobójstwa Sławomira Rutki, byłego piłkarza Korony.

Niewielu piłkarzy jest w stanie wyjść z nałogu, wrócić do normalnego życia. Kilku stanie na nogi, reszta pogrąży się na dobre.