Australian Open: Safin awansował do finału

Marat Safin awansował do finału, pokonując Tommy Hassa 6:7 (5-7), 7:6 (7-4), 3:6, 6:0, 6:2. W niedzielę zmierzy się z Thomasem Johanssonem. W sobotę o 4 rano Martina Hingis i Monica Seles zagrają w żeńskim finale.
Deszcz w historii tenisa pojawiał się najczęściej w Wimbledonie. Australian Open kilka lat temu przeżyło nawałnicę, centralny kort podtopiło, tenisiści wykonali spontanicznie deszczową piosenkę. Deszcz spadł też podczas półfinałowego meczu Marata Safina z Tommy Haasem. Niemiec prowadził wtedy 2:1 w setach, grając jak natchniony, na korcie panował 35-stopniowy upał. "W rozstrzygającej scenie tego pojedynku nie przeleciała żadna piłka nad siatką, nie było żadnego asa, jak i podwójnego błędu serwisowego" - napisał sprawozdawca "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Gdy na kort spadły pierwsze krople deszczu, Safin wyciągnął ręce w górę i patrzył szczęśliwy w niebo. - Dzięki Bogu, że spadł deszcz. Potrzebowałem przerwy. Nie miałem szans, żeby wygrać ten mecz, gdyby to się nie zdarzyło - mówił później. Do tego momentu Rosjanin poruszał się po korcie ze spuszczoną głową, rozbił ze złości rakietę i już w drugim secie wołał masażystę. Nogi przestały go słuchać, łykał aspirynę, witaminę C. Opowiadał potem, że jego ekipa popełniła błąd w przygotowaniach, ale jaki to błąd - pozostało tajemnicą.

Po blisko godzinnej przerwie, kiedy zasunięto dach Rod Laver Arena, Marat wychodził na kort odmieniony, Haas wyglądał na zmęczonego, tak jakby nie mógł unieść torby tenisowej. Czwartego seta Rosjanin wygrał w niespełna 18 minut. - Zmieniłem grę, lepiej serwowałem, returnowałem, po prostu wszystko robiłem lepiej, nie zostawiłem Haasowi żadnych szans - opowiadał Rosjanin. Wygrał 11 z ostatnich 13 gemów pojedynku. Przy piłce meczowej Niemiec zrobił podwójny błąd serwisowy. Nie zwalał potem winy na przerwę. - Wykończony byłem już wcześniej. Haas zagrał w poprzednich trzech rundach maratońskie mecze.

"Może to zwycięstwo trochę odmieni Safina, który ma wizerunek rozkapryszonego chłopca, który dopiero co zaczyna odbijać na korcie piłkę. Może choć trochę wydorośleje" - pisał sprawozdawca "Izwiestii", chwaląc gracza, że zwycięża nie tylko dzięki wytrenowanym do automatyzmu, potężnym serwisom, ale i racjonalnemu rozłożeniu sił na cały pięciosetowy mecz.

Safin zmierzy się w finale, w dniu swoich 22. urodzin, ze Szwedem Thomasem Johanssonem, tenisistą, który w ciągu ośmiu lat wygrał tylko sześć turniejów ATP i nigdy w światowym rankingu nie osiągnął wyższej pozycji niż 14. - Nie widziałem jego półfinału z Novakiem - mówił Rosjanin. - Oglądałem sobie w tym czasie film. Lubię żyć pełną piersią, kosztować życie - uprzedził pytania dziennikarzy, których intrygowała krążąca obok niego blondynka.

Finał debla kobiet kamery kadrowały tak, jak pokaz mody, albo modelki na wybiegu. Realizator na przemian kadrował Annę Kurnikową i Martinę Hingis, "Spice girls" tenisa. Para rosyjsko-szwajcarska była też lepsza w kadrach czysto tenisowych niż Daniela Hantuchova ze Słowacji i Arantxa Sanchez-Vicario, wygrywając po raz drugi debel w Australian Open.

Joanna Sakowicz i Marta Domachowska awansowały do półfinału debla w turnieju juniorek.

KTO WYGRA W MELBOURNE?

Dla "Gazety" Bohdan Tomaszewski, komentator:

- Nigdy nie obstawiałem tenisowych spotkań u bukmacherów. Typowałem tylko w konkursie dziennikarskim na Roland Garros. Nie trafiałem i szybko, jeszcze w trakcie meczu, zapominałem na kogo postawiłem, żeby zachować obiektywność spojrzenia. W niedzielę wygra chyba Safin. To wspaniały mistrz w odbijaniu piłki rakietą, ale nie taka osobowość mistrza, jaką podziwialiśmy kiedyś u Arthura Ashe`a, czy ostatnio Patricka Raftera. Sposób bycia Safina razi.To taka współczesna obyczajowość, która, niestety, akceptowana jest przez wiele osób i staje się normą.

Tadeusz Nowicki, trener, były reprezentant Polski w Pucharze Davisa:

- Faworytem w finale jest Safin. Pewnie postawiłbym na jego zwycięstwo 300-400 zł. Ma więcej doświadczenia, wygrał już dwa lata temu wielkiego szlema. Szybko się denerwuje, ale po dwóch, trzech źle zagranych piłkach potrafi wrócić do swojego rytmu. Już Sampras zwracał uwagę, że Rosjanin ma ogromną siłę gry, i z forhendu i z bekhendu, co może nie zawsze widać, gdy ogląda się mecz w telewizji. Johansson to solidny gracz, bardzo niebezpieczny, prawie nie robi błędów. Safin musi więc wygrywać piłki, a nie czekać na jego potknięcia.

Półfinał mężczyzn: Marat Safin (Rosja, 9) - Tommy Haas (Niemcy, 7) 6:7 (5-7), 7:6 (7-4), 3:6, 6:0, 6:2.